Aktualności
"Zrób sobie backup". Rządowa recepta na wojenną zimę: piecyk w bloku i chrust w salonie?
Czy w razie ataku na infrastrukturę energetyczną Polacy mają radzić sobie sami? Wiceminister klimatu i środowiska Miłosz Motyka w Radiu ZET zaszokował szczerością. Na pytanie o scenariusz wojenny i brak prądu, polityk doradził posiadanie "backupu" w postaci pieca na biomasę lub gaz. Rada, choć logiczna dla właściciela wiejskiej posiadłości, brzmi jak ponury żart dla milionów mieszkańców blokowisk.
W studiu Radia ZET padło konkretne i trudne pytanie: co zrobić w sytuacji ataku zimy, wojny lub ataku hakerskiego, który zrywa dostawy prądu na 3 do 7 dni?. Prowadząca słusznie zauważyła, że promowane przez rząd źródła ciepła wymagają użycia prądu, a fotowoltaika zimą często nie działa. Odpowiedź ministra obnażyła niepokojące podejście władzy do bezpieczeństwa zwykłych obywateli.
"Oderwanie od rzeczywistości" – wersja hard
Minister Motyka stwierdził, że w ogrzewnictwie indywidualnym "posiadanie takiego backupu" – czy to w postaci kotła na biomasę, czy pieca gazowego – powinno być możliwe i należy się tak zabezpieczać. Internauci szybko podsumowali te słowa, tworząc memy o "oderwaniu od rzeczywistości" i sugerując ironicznie: "chrustu nazbierajcie Polacy".
Największe zdumienie budzi bowiem całkowite pominięcie realiów życia w miastach. Minister zdaje się zapominać, że miliony Polaków mieszkają w blokach z wielkiej płyty lub nowoczesnych apartamentowcach.
Pytanie do Ministra jest proste: W którym miejscu 40-metrowego mieszkania na warszawskim Ursynowie czy śląskim osiedlu obywatel ma zainstalować zalecany "backup"? Czy rząd sugeruje masowe instalowanie kóz na balkonach i wystawianie rur kominowych przez lufciki? Mieszkańcy bloków są całkowicie uzależnieni od Miejskich Przedsiębiorstw Energetyki Cieplnej (MPEC). Gdy braknie prądu, pompy tłoczące wodę w węzłach cieplnych staną, a kaloryfery wystygną w kilka godzin. Dla tych ludzi rada o "własnym piecu na biomasę" jest nie tylko niewykonalna, co wręcz irytująca.
Pułapka "Czystego Powietrza"
Jeszcze gorzej słowa wiceministra brzmią w uszach tych, którzy zaufali państwu. Przez lata rządowe programy, takie jak "Czyste Powietrze", zachęcały – a uchwały antysmogowe wręcz zmuszały – do likwidacji "kopciuchów". Ludzie wydawali oszczędności życia i zaciągali kredyty, by zainstalować nowoczesne pompy ciepła.
Dziś dowiadują się, że w razie kryzysu mogą zostać na lodzie:
- Pompy ciepła: Bez prądu są bezużytecznymi skrzynkami.
- Nowoczesny gaz: Wielu zapomina, że współczesny kocioł gazowy również nie zadziała bez elektryczności (sterowniki, iskrowniki, pompy obiegowe wymagają zasilania).
Czy osoby, które zlikwidowały piece węglowe na rzecz ekologii, mają teraz – zgodnie z radą ministra – budować w salonach drugie kominy i kupować piece na drewno? Kto sfinansuje dublowanie systemów grzewczych i czy przepisy budowlane w ogóle na to pozwalają?
Aglomeracje bez planu B?
Wypowiedź o indywidualnym zabezpieczaniu się to w istocie abdykacja państwa z odpowiedzialności za bezpieczeństwo cywilne. Minister wspominał co prawda o magazynach energii wspieranych przez rząd, ale w zderzeniu z wizją tygodniowego blackoutu wywołanego wojną, brzmi to mało wiarygodnie dla przeciętnego Kowalskiego.
W przypadku zmasowanego ataku na sieć energetyczną, Warszawa, Kraków czy Trójmiasto mogą stać się "zimnymi wyspami". Ogrzewanie systemowe, woda w kranach, windy w wieżowcach – to wszystko wymaga prądu. Rzucenie hasła "zrób sobie backup" sugeruje, że w sytuacji wojny hybrydowej każdy obywatel ma stać się prepersem z własnym generatorem i piecem w piwnicy.
Panie Ministrze, biomasą w bloku na 4. piętrze palić się nie da. A zaufaniem do państwa, które zmienia zdanie co do źródeł ciepła w zależności od wiatru – tym bardziej się nie ogrzejemy.
#nieopolityce