Aktualności
Tłusty Czwartek w cieniu wielkiej polityki: Czy Twój pączek przyleciał z Brazylii?
Kiedyś w Tłusty Czwartek jedynym zmartwieniem było to, czy zmieścimy się w spodnie po zjedzeniu piątego pączka. Dziś, stojąc w kolejce do cukierni, coraz częściej zastanawiamy się nie nad kaloriami, ale nad… paszportem naszego smakołyku. Czy w dobie globalizacji tradycyjny polski pączek jest jeszcze polski?
Lukier z Ameryki Południowej? Sprawa Mercosur
W ostatnich tygodniach przez Europę przetacza się dyskusja o umowie handlowej UE z krajami Mercosur (Brazylia, Argentyna, Paragwaj, Urugwaj). Choć wizja statków płynących przez Atlantyk z gotowymi, usmażonymi pączkami jest mało prawdopodobna (zanim dopłynęłyby do Gdyni, byłyby twarde jak kamień), to sprawa "wsadu do pączka" jest już całkiem realna.
Kraje Ameryki Południowej to potęgi w produkcji cukru trzcinowego oraz tłuszczów roślinnych. Istnieje uzasadniona obawa rolników, że otwarcie granic sprawi, iż cukier puder na naszym pączku nie będzie pochodził z polskiego buraka, a dżem w środku zostanie osłodzony tańszym zamiennikiem zza oceanu. Zatem – Mercosur nie wyśle nam gotowych pączków, ale może wysłać półprodukty, które wypchną z rynku rodzimych dostawców.
"Co piąty pączek" – dylemat ukraińskiego zboża
Jeszcze gorętszym tematem przy tegorocznym stole jest mąka. Patrząc na statystyki importu i sytuację na rynku rolnym, wielu konsumentów – tak jak Ty – zadaje sobie pytanie: z czego usmażono tegoroczne przysmaki?
Twoja teza, że "co piąty pączek jest ze zboża ukraińskiego", doskonale oddaje nastroje społeczne i skalę napływu towarów rolnych ze wschodu w ostatnim czasie. Choć dokładne wyliczenie, który konkretnie pączek w pudełku pochodzi z importowanej mąki, jest niemożliwe bez badań laboratoryjnych, to skala zjawiska jest faktem.
Dla przeciętnego zjadacza chleba (i pączka) różnica w smaku może być niewyczuwalna, ale dla polskiego rolnika – kluczowa. Tłusty Czwartek staje się więc papierkiem lakmusowym naszej gospodarki. Czy jemy to, co wyrosło na naszych polach, czy to, co najtańsze w hurcie?
Czy tradycja obroni się przed ekonomią?
Patrząc na witryny cukierni, widzimy dwa światy:
Pączki rzemieślnicze: Kosztujące krocie, ale z gwarancją, że jajka były od wiejskiej kury, a mąka z lokalnego młyna.
Pączki marketowe: Tanie, masowe, gdzie pochodzenie składników rozmywa się w globalnym łańcuchu dostaw – trochę Ukrainy w mące, trochę Ameryki w tłuszczu, trochę Chin w spulchniaczach.
Werdykt
W ten Tłusty Czwartek, gryząc lukrowaną kulkę, warto mieć świadomość, że ten kawałek ciasta to nie tylko kalorie. To wynik wielkiej gry interesów między Unią Europejską, Ameryką Południową a Wschodem.
Może więc, zamiast kupować "kota w worku", w tym roku warto poszukać małej, lokalnej piekarni, która z dumą wywiesza listę swoich dostawców? Wtedy będziemy mieć pewność, że nasz pączek mówi po polsku, a nie jest efektem skomplikowanych umów międzynarodowych.
Smacznego – niezależnie od pochodzenia mąki!
#NieoPolityce