Aktualności
ZDRADA W MAJESTACIE PRAWA!
Senacki cios nożem w plecy polskiego narodu
Historia lubi się powtarzać, ale rzadko kiedy przybiera tak bezczelną i bolesną formę. To, co wydarzyło się w środę w gmachu przy Wiejskiej, przejdzie do historii jako współczesny akt brutalnej zdrady. Polacy, wzorem starożytnych Rzymian wierzących w siłę demokracji, wyszli na ulice. Manifestowali, krzyczeli, żądali prawa do decydowania o własnym losie, ocieplaniu domów i przyszłości swoich dzieci. Chcieli tylko jednego: referendum. I co otrzymali w zamian? Senat, niczym współczesny Brutus, wbił bezlitosny nóż w plecy polskiego narodu.
Krwawy teatr na Wiejskiej
Prezydencka inicjatywa referendalna była dla Polaków kołem ratunkowym w starciu z walcem unijnej polityki klimatycznej. Miała dać suwerenowi – czyli nam wszystkim – ostateczny głos w sprawach, które uderzą bezpośrednio w nasze kieszenie. Zamiast podmiotowego traktowania obywateli, zobaczyliśmy jednak pokaz czystego, politycznego cynizmu.
Kiedy naród stał pod oknami parlamentu, domagając się wysłuchania, senatorowie w białych kołnierzykach zgotowali Polakom zimny prysznic. Wynik głosowania nie pozostawia złudzeń co do intencji parlamentarnej większości:
- 62 senatorów uznało, że Polacy nie mają prawa decydować o własnych portfelach.
- Zaledwie 32 parlamentarzystów miało odwagę poprzeć głos ludu.
- 1 senator wstrzymał się od głosu, umywając ręce od odpowiedzialności.
To nie było zwykłe, proceduralne odrzucenie wniosku. To było polityczne morderstwo dokonane z zimną krwią na idei demokracji bezpośredniej. Prezydent wyciągnął rękę do obywateli, a Senat tę rękę odrąbał, podpisując wyrok na suwerenność decyzyjną Polaków.
„I ty, Senacie, przeciwko mnie?”
W kuluarach parlamentu aż huczy od emocji, a komentatorzy nie kryją oburzenia skalą arogancji władzy.
„Trudno o bardziej jaskrawy przykład pogardy dla własnego społeczeństwa. Ludzie manifestują, proszą o głos, a władza odpowiada im brutalnym 'nie'. To klasyczne wbicie noża w plecy w najważniejszym dla kraju momencie” – grzmią zszokowani obserwatorzy sceny politycznej.
Decyzja Senatu to jasny i czytelny sygnał: wytyczne z Brukseli liczą się bardziej niż głos milionów Polaków, którzy już wkrótce będą musieli ponosić gigantyczne koszty transformacji energetycznej. Senatorowie, którzy zagłosowali „przeciw”, zachowali się jak rzymscy spiskowcy. Pod płaszczykiem dbania o rzekome „dobro wyższe” i europejską solidarność, zadali śmiertelny cios prosto w serce narodowej podmiotowości.
Co dalej? Polacy tego nie zapomną
Tą decyzją Senat wcale nie zamknął dyskusji – on otworzył polityczną puszkę Pandory. Emocje społeczne sięgają dziś zenitu. Obywatele rzadko wybaczają sytuacje, w których tak bezceremonialnie odbiera się im prawo głosu. Zwłaszcza gdy sprawa dotyczy ich codziennego życia, kosztów życia i przetrwania ekonomicznego polskich rodzin.
Brutus myślał, że zabijając Cezara, ratuje Republikę, a doprowadził jedynie do jej ostatecznego upadku i krwawej wojny domowej. Senacka większość może już wkrótce przekonać się, że odwrócenie się plecami do protestującego narodu powróci do nich niczym bumerang. Tego aktu politycznej zdrady Polacy przy najbliższych urnach wyborczych tak łatwo nie zapomną.
#NieoPolityce