Aktualności
Polski Program Energetyczny "Jakoś to Będzie": Zima, Świeczki i Pompa Ciepła na Korbkę
Mamy XXI wiek, sztuczną inteligencję i plany podboju Marsa. A w Polsce? W Polsce mamy plan energetyczny, który brzmi jak scenariusz kiepskiej komedii katastroficznej. Założenie jest proste i szlachetne: będziemy zieloną wyspą. Oprzemy się na słońcu i wietrze. Pięknie, prawda? Jest tylko jeden, drobny, malutki szkopuł, o którym decydenci zdają się zapominać. Nazywa się on styczeń.
Słońce świeci... ale w lipcu
Nasz genialny plan zakłada, że panele fotowoltaiczne zbawią kraj. I owszem, latem, gdy wszyscy są na plaży, a klimatyzatory chodzą na pełnych obrotach, panele produkują tyle prądu, że nie mamy co z nim robić. Ale zima w Polsce to nie słoneczna Kalifornia. To czas, kiedy słońce wstaje o 8:00, patrzy na to, co się dzieje na dole, i ze wstydu zachodzi o 15:30. A przez resztę dnia jest szaro, buro i ponuro.
Wydajność fotowoltaiki zimą przypomina wydajność urzędnika w piątek o 15:55 – jest teoretyczna. A wiatraki? Cóż, jak wieje, to wieje. A jak przychodzi ten słynny wyż rosyjski, który przynosi mróz -15°C, to zazwyczaj wiatru nie ma. Mamy ciszę. Ciszę, ciemność i mróz. Idealne warunki dla nowoczesnej energetyki, prawda?
Węgiel to zło (ale błagamy, nie wyłączajcie go)
Tymczasem rząd (ten, tamten, każdy po kolei) traktuje węgiel jak trędowatego kuzyna, którego wstydzimy się na salonach w Brukseli. "Nie inwestujemy w nowe bloki!" – krzyczą. Stare elektrownie węglowe są na wykończeniu, ledwo zipią, łatane taśmą klejącą i modlitwą inżynierów.
Ale gdy przychodzi mróz i panele śpią pod śniegiem, nagle wszyscy patrzą na ten "brudny węgiel" maślanymi oczami. To on nas ratuje. To te stare, kopcące kominy sprawiają, że w ogóle możesz naładować telefon, żeby napisać na Facebooku post o ekologii. Hipokryzja level hard. Zamykamy to, co działa, zanim zbudujemy coś, co działa zawsze, a nie tylko wtedy, gdy pogoda pozwoli.
Pompa ciepła – Ferrari bez benzyny
I tu dochodzimy do szczytu absurdu. Narodowa akcja: "Wymień piec na pompę ciepła!". Polacy, naród posłuszny i oszczędny, rzucili się na pompy. Docieplili domy, wywalili kopciuchy. Brawo my!
Tylko nikt głośno nie powiedział, że pompa ciepła przy -20°C potrzebuje prądu jak smok. Dużo prądu. Skąd ten prąd weźmiemy zimą? Patrz punkt pierwszy: ze słońca (którego nie ma) i wiatru (który nie wieje).
A najśmieszniejsze (przez łzy) jest to, że nawet jak masz nowoczesny kocioł gazowy, to w razie blackoutu też zamarzniesz. Bo sterownik i pompka obiegowa potrzebują... zgadliście, prądu. Mamy więc domy naszpikowane technologią za miliony, które bez prądu stają się betonowymi lodówkami w 48 godzin.
Zestaw przetrwania: Świeczka i kalesony
Więc pytam retorycznie: czy masz w domu świeczki? Nie te zapachowe do robienia nastroju przy winie, ale solidny zapas gromnic? Czy masz turystyczną kuchenkę gazową, żeby zagotować wodę na herbatę, gdy indukcja odmówi posłuszeństwa?
Bo wygląda na to, że naszą narodową strategią na "blackout" jest staropolskie "jakoś to będzie". Może sąsiad pożyczy prąd w wiadrze? A może rząd ustawą nakaże słońcu świecić w nocy?
Prawda jest taka, że zmierzamy w stronę ściany z uśmiechem na ustach. A jak już w nią uderzymy i zgaśnie światło, usłyszymy klasyczne tłumaczenie. To nie my. To oni. To Unia, to klimat, to Putin, to poprzednicy, to następcy. "To nie my, to oni – tak będzie".
Więc kupcie sobie ten ciepły koc i zapas świeczek. Bo w nowoczesnej, ekologicznej Polsce zimą najbardziej niezawodnym źródłem ciepła może okazać się własny kot i tarcie rąk o rzęsy.
#NiePolityka