Aktualności
Narodowa Kapitulacja: Kiedy Rosół to Woda, a Antybiotyk to Cukierek
Luty 2026. Polska. Nasz piękny kraj nad Wisłą oficjalnie zmienił nazwę na Wielkie Księstwo Zasmarkane. Jeśli wyjdziesz na ulicę (czego nie polecam), usłyszysz nową melodię narodową: symfonię kaszlu, pociągania nosem i kichania w rytmie 4/4.
To nie jest zwykła grypa. To Grypa-Cwaniak. Wirus, który przeszedł szkolenie w jednostkach specjalnych. Sytuacja jest patowa, a my – dumni potomkowie Husarii – leżymy pod kołdrami, pokonani przez mikroorganizmy, których nawet nie widać gołym okiem.
Upadek Świętych Relikwii Medycyny Ludowej
Przez stulecia żyliśmy w przekonaniu, że polski organizm jest niezniszczalny, dopóki ma dostęp do świętej trójcy: rosołu, miodu i czosnku. Ta zima brutalnie obaliła ten mit.
- Rosół (Święta Woda z Kury): Kiedyś leczył wszystko, od złamanego serca po zapalenie płuc. Dziś? Wirus traktuje go jak darmowy catering. Pijesz gorący wywar, czujesz, jak rozlewa się ciepło, a wirus w Twoim gardle mówi: "Dzięki, brakowało mi soli, a teraz podaj deser".
- Miód, Malina i Cytryna: Łudziliśmy się, że to działa. Obecnie herbata z "prądem" czy bez służy wyłącznie do tego, żebyś pocił się w tempie maratończyka, nie ruszając się z kanapy. Kleisz się do prześcieradła, ale zdrowia nie przybywa.
- Antybiotyk: Ostatnia deska ratunku. Błagasz lekarza o receptę, on w końcu ulega, bierzesz pigułkę... i nic. Wirus ewoluował. Teraz antybiotyk to dla niego dropsy miętowe.
Jesteśmy bezbronni. Zostało nam tylko leżenie w pozycji horyzontalnej i zastanawianie się, która dziurka w nosie jest akurat zatkana (spoiler: obie).
Zima Stulecia (w naszych głowach)
Nawet jeśli za oknem nie ma minus trzydziestu, to w środku człowieka panuje epoka lodowcowa przeplatana z globalnym ociepleniem (zależnie od tego, czy masz dreszcze, czy gorączkę).
Świat zewnętrzny przestał istnieć. Nie ma pracy, nie ma szkoły, nie ma zakupów. Jest tylko Wielka Szarość. Patrzysz przez okno i widzisz to bure niebo, które wygląda jak brudna ścierka do podłogi. Słońce? Podobno istnieje, naukowcy mają na to dowody, ale my, mieszkańcy Zasmarkanego Księstwa, traktujemy je jako legendę miejską.
Dom stał się bunkrem. Funkcjonujemy w trybie "Zombie w Piżamie". Największa wyprawa dnia to podróż z łóżka do czajnika. To nasz Everest.
Byle do Wiosny (Modlitwa Powszechna)
Wszyscy, od morza do Tatr, powtarzamy jedno magiczne zaklęcie: "Byle do wiosny".
Marzymy o dniu, w którym:
- Przestaniemy zużywać rolkę papieru toaletowego na godzinę (do nosa).
- Głos wróci do normy i przestaniemy brzmieć jak Darth Vader po paczce papierosów.
- Zobaczymy coś zielonego, co nie jest wydzieliną z gardła, ale trawą.
Chcemy słońca. Chcemy wyjść z domu bez szalika owiniętego trzy razy wokół szyi. Chcemy oddychać pełną piersią bez ryzyka, że płuca wywiną się na drugą stronę.
Ale póki co... Póki co, moi drodzy, naciągnijcie kołdrę na głowę. Wypijcie ten nieskuteczny rosół (bo smaczny, to chociaż tyle). I czekajcie. Wiosna musi nadejść. Nie ma innego wyjścia, bo chusteczki się kończą.
#NieoPolityce