Aktualności
Szanowna Redakcjo,
Piszę do Państwa, obserwując z niepokojem kolejne doniesienia z giełd energii. Choć w ostatnich tygodniach słyszymy o lekkiej odwilży na rynku uprawnień do emisji CO_2, to nie dajmy się zwieść – cena w okolicach 70 euro za tonę to wciąż podatek nałożony na nasze narodowe bezpieczeństwo. Jako kraj oparty na węglu, dobrowolnie założyliśmy sobie pętlę na szyję, pozwalając, by o cenach prądu w polskich domach decydowali spekulanci z Londynu czy Frankfurtu, a nie realne koszty wydobycia surowca w śląskich kopalniach.
To paradoks: mamy pod stopami węgiel, który mógłby zapewnić nam najtańszą energię w regionie, a tymczasem płacimy miliardy za wirtualne „pozwolenia na oddychanie”, które drenują budżety naszych elektrowni. System ETS w obecnym kształcie to nic innego jak kara za posiadanie własnych zasobów. Zamiast inwestować te pieniądze w nowoczesne technologie węglowe czy czyste systemy filtracji, oddajemy je do wspólnego unijnego worka, z którego finansowana jest transformacja bogatszych sąsiadów.
Nasz „narodowy wiatr” jest kapryśny i często nas zawodzi, a wtedy to właśnie Bełchatów czy Kozienice muszą pracować na pełnych obrotach. Czy to sprawiedliwe, by polski podatnik dopłacał do każdej megawatogodziny tylko dlatego, że Bruksela uznała węgiel za „be”? W dobie niestabilności na wschodzie i niepewnych dostaw gazu, to właśnie węgiel jest naszą jedyną kotwicą. Apeluję do rządzących o twardszą walkę o reformę systemu ETS. Nie możemy pozwolić, by ideologia klimatyczna doprowadziła do bankructwa polskiego przemysłu i ubóstwa energetycznego obywateli. Węgiel to nasze bezpieczeństwo, a za bezpieczeństwo nie powinno się płacić haraczu.
Z poważaniem,
Zaniepokojony Obywatel