Aktualności
Bałtycka Pułapka? Polska kupuje od Niemców „gotowce”, podczas gdy Berlin liczy zyski
W polskich mediach głównego nurtu panuje radosna atmosfera „wielkich inwestycji” i „strategicznej ekspansji”. Giganci tacy jak PGE czy ORLEN dumnie ogłaszają przejmowanie projektów farm wiatrowych od niemieckich koncernów (m.in. RWE). Narracja jest prosta: budujemy potęgę, przejmujemy kontrolę, doganiamy Europę. Ale pod tą lukrowaną warstwą kryje się pytanie, którego nikt nie chce zadać głośno: Dlaczego Niemcy – naród znany z pragmatyzmu i liczenia każdego euro – oddają nam pole walki na Bałtyku właśnie teraz?
Niemiecka ucieczka z tonącego statku?
Zwolennicy przejęć mówią o „synergii” i „gotowych decyzjach środowiskowych”. Krytycy widzą to inaczej: Polskie spółki skarbu państwa mogą właśnie kupować najdroższe bilety na statek, który już dawno zaczął nabierać wody.
Niemieckie koncerny, takie jak RWE, to nie organizacje charytatywne. Jeśli pozbywają się projektów takich jak F.E.W. Baltic II, to nie dlatego, że chcą pomóc Polsce w transformacji. Robią to, bo:
- Koszty oszalały: Ceny stali, turbin i specjalistycznego transportu morskiego wzrosły w ostatnich latach o kilkadziesiąt procent.
- Ryzyko jest gigantyczne: Budowa na morzu to logistyczny koszmar, a rentowność projektów planowanych kilka lat temu stoi dziś pod wielkim znakiem zapytania.
- Kapitał ma inne cele: Niemcy wolą zainwestować tam, gdzie stopa zwrotu jest pewna, a ryzyko mniejsze.
„Kot w worku” z unijną kokardą
Kupowanie gotowych lokalizacji i pozwoleń od zagranicznych graczy to de facto przyznanie się do porażki własnej myśli technologicznej i planistycznej. Zamiast budować własne kompetencje od zera, idziemy na skróty, płacąc frycowe za cudze błędy i ryzyka.
„Strategiczne przejęcie” to często eleganckie określenie na przejęcie problemu, z którym inni nie chcieli się już borykać.
Czy polski podatnik ma świadomość, że w cenę tych „gotowców” wliczona jest sowita marża dla niemieckich koncernów? Niemcy inkasują gotówkę za papierową robotę, a Polacy zostają z betonem, stalą i niepewnością na wzburzonym morzu.
Media milczą, rachunki rosną
Dlaczego w Polsce temat ten jest przemilczany? Ponieważ przyznanie, że transformacja energetyczna może opierać się na „odpadach” inwestycyjnych zachodnich sąsiadów, uderzyłoby w mit o suwerenności energetycznej. Prawdziwa suwerenność to własna technologia i własne projekty od pierwszej kreski na mapie, a nie odkupowanie projektów, które dla gigantów z Essen czy Hamburga przestały być atrakcyjne.
Podsumowanie: Czy to się zepnie?
PGE i ORLEN grają va banque. Jeśli ceny energii utrzymają się na bardzo wysokim poziomie, a technologia nie zawiedzie, być może wyjdziemy na swoje. Jeśli jednak koszty operacyjne zjedzą zyski, okaże się, że polska energetyka stała się składowiskiem kosztownych ambicji, na których zarobili wszyscy... poza Polakami.
#NieoPolityce