Aktualności
Zielone marzenia kontra czarny chleb. Czego naprawdę szukają giganci technologiczni?
„Czystej energii!” – przekonywała w studiu Polsat News minister klimatu Paulina Hennig-Kloska, uciszając prowadzącego, który nieśmiało bąknął o kosztach. W idealnym świecie ministerstwa, globalny kapitał kieruje się przede wszystkim troską o planetę, a data centers wyrastają tam, gdzie wiatraki kręcą się najszybciej. Problem w tym, że algorytmy sztucznej inteligencji nie żywią się ideologią. Żywią się gigawatogodzinami. I to tanimi.
Spięcie na linii minister–dziennikarz w „Gościu Wydarzeń” doskonale obnażyło dominujący w Europie grzech pierworodny myślenia o gospodarce: mylenie życzeń z faktami. Kiedy minister Hennig-Kloska rzuciła retoryczne pytanie o to, czego szukają inwestorzy stawiający na nowe technologie, odpowiedź „taniej energii” była jedyną logiczną z biznesowego punktu widzenia. Dlaczego odpowiedź „czystej” wygrała w oczach polityka? I dla kogo właściwie pisana jest ta narracja?
Mit zielonego prymatu
Teoria, według której węgiel i paliwa kopalne są na świecie „passé”, uderza o ścianę globalnych statystyk. Sektor data center przeżywa właśnie największy boom w historii, napędzany rewolucją sztucznej inteligencji (AI). Zapotrzebowanie tych obiektów na prąd jest astronomiczne. Gdzie zatem powstają?
• Stany Zjednoczone (Północna Wirginia): Światowa stolica data centers. Choć USA inwestują w OZE, to stabilność i gigantyczny wolumen tamtejszych sieci opierają się na gazie i węglu.
• Indie: Jeden z najszybciej rosnących rynków technologicznych na świecie, gdzie ponad 70% energii elektrycznej wciąż pochodzi z węgla kamiennego.
• Bliski Wschód: Regiony takie jak Zjednoczone Emiraty Arabskie czy Arabia Saudyjska agresywnie budują cyfrową infrastrukturę, zasilając ją tanią, lokalną energią z paliw kopalnych i atomu.
Biznes idzie tam, gdzie prąd po prostu jest, sieć wytrzyma obciążenie, a cena za megawatogodzinę nie zabija rentowności.
Google i Microsoft schodzą na ziemię
Dziennikarz Polsat News słusznie przywołał przykład Google. Big Techy przez lata chętnie podpisywały umowy PPA (na zakup zielonej energii) i chwaliły się neutralnością węglową, gdy praca serwerów polegała głównie na indeksowaniu stron i hostowaniu wideo.
Wejście w erę generatywnego AI zmieniło reguły gry. Jedno zapytanie do ChatGPT potrafi zużyć nawet dziesięciokrotnie więcej energii niż tradycyjne wyszukiwanie w Google. W efekcie:
• Emisje gazów cieplarnianych Google wzrosły w ostatnich latach o kilkadziesiąt procent, co zmusiło firmę do rewizji nierealnych celów klimatycznych.
• Microsoft, by utrzymać tempo rozwoju AI, podpisał umowę na reaktywację reaktora w zamkniętej elektrowni jądrowej Three Mile Island.
Kon koncerny technologiczne wolą dziś stabilny atom lub nawet tradycyjny miks energetyczny od ryzyka, że ich serwery AI zwolnią, bo akurat przestał wiać wiatr.
Dla kogo jest ta propaganda?
Skoro fakty rynkowe mówią co innego, dlaczego w Polsce wciąż serwuje się opowieści o inwestorach, którzy uciekną z kraju, jeśli nie dostaną natychmiast 100% zielonej energii? Targetem tej narracji są trzy grupy:
1. Elektorat wielkomiejski i proekologiczny: Wyborcy oczekują od rządu jednoznacznego, zielonego kursu. Przyznanie, że bez stabilnej (często brudnej lub atomowej) podstawy systemowej nowoczesny biznes w Polsce nie powstanie, byłoby politycznym samobójstwem dla formacji liberalno-lewicowych.
2. Urzędnicy w Brukseli: Warszawa musi pokazywać, że „rozumie trendy” i wdraża unijny Zielony Ład z entuzjazmem. Twarda obrona realiów polskiego miksu energetycznego (opartego wciąż na węglu) jest trudniejsza salonowo niż powtarzanie postępowych haseł.
3. Sami politycy (efekt bańki): Część aparatu władzy autentycznie uwierzyła w korporacyjne raporty ESG (dotyczące środowiska i odpowiedzialności społecznej) z lat 2018–2022, nie zauważając, że kryzys energetyczny i wyścig zbrojeń w dziedzinie AI brutalnie zweryfikowały tamte deklaracje.
Zielona energia jest dla inwestorów gigantycznym atutem wizerunkowym i finansowym (pozwala unikać podatków emisyjnych) – ale tylko wtedy, gdy idzie w parze z jej niską ceną i stałą dostępnością 24/7. Przedsiębiorcy najpierw patrzą w arkusz kalkulacyjny Excela, a dopiero potem na zielony znaczek w raporcie rocznym. Szkoda, że w ministerstwach kolejność ta bywa odwrotna.
#NieoPolityce