Polityczne eldorado: Trzy lata cyrku, dekada fatygi i dług na cztery pokolenia
Polityczne eldorado: Trzy lata cyrku, dekada fatygi i dług na cztery pokolenia
Żyjemy w epoce politycznej schizofrenii, gdzie medialny blichtr ma zasłonić fakt, że państwo rozkręca się już tylko na kredyt, a obywatelom sprzedaje się tanią podróbkę dobrobytu. Mija właśnie prawie trzy lata rządów ekipy, która miała przynieść moralne oczyszczenie, mądrość i europejski sznyt. Zamiast tego zaserwowano nam spektakle godne podrzędnego cyrku, w którym igrzyska trwają w najlepsze, a rachunki za to całe eldorado rosną w zastraszającym tempie.
Trzy lata mielenia językiem i pustych obietnic
Co właściwie zrobiono przez te minione miesiące? Zamiast reform, które miały uzdrowić Polskę, dostaliśmy niekończący się serial publicznych rozliczeń i komisji śledczych, które miały wstrząsnąć rynkiem, a skończyły się na jałowych przepychankach w telewizyjnych fleszach. Kluczowe obietnice – od kwoty wolnej od podatku po sensowną reformę składki zdrowotnej – spuszczono w kiblu ministerialnych zaniedbań. Zamiast obiecywanego odpolitycznienia państwa wymieniono tylko szyldy i stołki. Nowi kolesie wsiedli na te same fotele, tylko z mniejszym wstydem i większym apetytem, a transparentność okazała się kolejnym chwytem marketingowym dla naiwnych.
Dziesięć lat ucieczki w science-fiction
Skoro z bieżącym rządzeniem radzą sobie katastrofalnie, władza ucieka w bezpieczną strefę abstrakcji, roztaczając przed nami wizje na kolejną dekadę. Opowieści o wielkiej zielonej transformacji, innowacyjnej gospodarce i armii z futurystycznych snów przypominają tanią powieść pisaną przez PR-owców całkowicie oderwanych od rzeczywistości. Te dziesięcioletnie plany to nic innego jak polityczne alibi na zasadzie: „Nic nie dowieźliśmy dzisiaj, bo budujemy fundamenty pod świetlaną przyszłość”. Wyborca zapomni, minister pobierze odprawę, a bajkowe wizje pozostaną tylko w folderach reklamowych.
Czterdzieści lat spłacania cudzych ambicji
Prawdziwy dramat kryje się jednak tam, gdzie nikt z rządzących nie chce patrzeć – w bezwzględnej finansowej ekwilibrystyce państwa. Rząd zadłużył kraj na cztery dekady do przodu z taką lekkością, jakbyśmy kupowali luksusowe auto na chwilówkę w parabanku. Deficyt puchnie, fundusze pozabudżetowe pompują miliardy, a minister finansów lawiruje między groźbou upadku a kolejnymi podatkowymi podwyżkami. Rachunek za to polityczne eldorado został wystawiony nie nam, ale naszym dzieciom i wnukom, które będą musiały spłacać odsetki od wirtualnych sukcesów dzisiejszych ministrów.
To całe eldorado to w gruncie rzeczy hucpa na koszt podatnika. Trzy lata przepuszczono na polityczną szopkę, dekadę zapowiedziano w chmurach, a dług rozpisano na cztery pokolenia w przód. Ktoś w końcu powinien wyłączyć ten teatr absurdu, zanim obudzimy się w państwie, w którym z wielkiego eldorado nie zostanie nawet popiół.
#NieoPolityce