Kraina Szczęśliwości, Czyli Polityczny Sen Letniej Nocy
Kraina Szczęśliwości, Czyli Polityczny Sen Letniej Nocy
Zamknij oczy, weź głęboki oddech i zanurz się w krainie czystej politycznej utopii, gdzie prawa ekonomii, logiki oraz zdrowego rozsądku zostają zawieszone w imię wyższego, sennego dobra. W tej alternatywnej rzeczywistości, rozciągającej się tuż pod powiekami zmęczonego obywatela, codzienne troski znikają z prędkością światła. Nie ma tu miejsca na inflację, drożyznę, stres czy biurokratyczny paraliż, ponieważ cała machina państwowa została przeprojektowana przez pryzmat czystego, niczym niezmąconego optymizmu.
Wszystko to dzieje się za sprawą niesamowitej magii, w której centralną postać odgrywa pani minister, dzierżąca w dłoniach potężną, lśniącą różdżkę. Wystarczy jedno jej subtelne machnięcie, aby polskie stacje benzynowe rozbłysły radosnymi neonami z upragnioną ceną: paliwo po 5,19 zł za litr. Tankowanie staje się wówczas czystą przyjemnością, a portfel zamiast chudnąć, w magiczny sposób grubieje. Równocześnie kwota wolna od podatku osiąga tak astronomiczne wartości, że Urząd Skarbowy zamiast wezwań do zapłaty zaczyna rozsyłać obywatelom listy z przeprosinami i zaproszeniami na darmowy relaks w sanatorium. Co więcej, opieka medyczna funkcjonuje na stuprocentowych obrotach, całkowicie ignorując pojęcia takie jak kolejki, limity czy braki kadrowe – specjalista przyjmuje pacjenta natychmiast, a recepty realizowane są z uśmiechem.
Jak mogło dojść do tak perfekcyjnego zarządzania? Odpowiedź kryje się w potężnym zapleczu intelektualnym państwa. Przecież nad całością czuwa armia złożona z dokładnie stu dwudziestu ministrów i wiceministrów, co oznacza, że na każdy metr kwadratowy rządowego gabinetu przypada co najmniej kilku wybitnych ekspertów od machania różdżkami i pilnowania, żeby wskaźniki gospodarcze szybowały wyłącznie w górę. Przy tak gigantycznej liczbie ministrów żaden problem nie ma prawa pozostać nierozwiązany, a obywatel może czuć się bezpiecznie otoczony ministerialną troską z każdej możliwej strony.
I kiedy człowiek już niemal uwierzy, że ten bajkowy porządek rzeczy zagości na stałe, a państwo dobrobytu rozkwitnie w pełni, nagle z głośnym, bezdusznym trzaskiem odzywa się budzik na szafce nocnej. Rozpoczyna się środowy poranek. Za oknem szarzeje typowy, chłodny świt środka tygodnia, rzeczywistość boleśnie przypomina o czynszu, korkach i realnych cenach na stacjach, a po stu dwudziestu ministrach i czarodziejskiej różdżce pozostaje jedynie słodko-gorzki uśmiech na twarzy. Pozostaje tylko czekać na kolejną noc i kolejną rundę ministerialnych cudów.
@NieoPolityce