POTRZEBA ZMIANY POLITYKI
SPOŁECZNO - GOSPODARCZEJ
I. Ocena aktualnej sytuacji i perspektyw rozwojowych na przyszłość.
Rozwój sytuacji społeczno-gospodarczej w Polsce w ostatnim czasie wykazuje
coraz więcej symptomów narastania poważnego kryzysu gospodarczo-społecznego
i pogarszania się szans rozwojowych na przyszłość Sygnalizują to m.in.
takie zjawiska jak:
Gwałtowne zmniejszanie się dynamiki wzrostu gospodarczego.
Po głębokiej
recesji z lat 199o i 1991, w latach 1992 - 1994 tempo wzrostu PKB zwiększyło
się z 2,6 - 5,2%. W 1995 r. wyniosło ono 7%, w 1996 r. 6,1%. W roku 1997
PKB wzrósł w porównaniu do poziomu roku poprzedniego realnie o 6,9%.
W 1998 r. nastąpiło szybkie słabnięcie tej dynamiki. W I kwartale wyniosła
ona 6,5%, w II-gim 5,3%, w III-cim 5,0%. Niektórzy eksperci przewidują,
że średnia dynamika dla całego roku 1998 ukształtuje się na poziomie 5,2%.
Na rok 1999 w projekcie ustawy budżetowej przyjęta została dynamika w wysokości
5,1%. Podobne tempo wzrostu przewiduje się też na rok 2000 i lata następne.
Dzieje się to w sytuacji, gdy PKB p.c. w Polsce jest przeszło 5-krotnie
niższy od średniej Unii Europejskiej, a warunkiem przyjęcia Polski do U.E.
jest wydatne zmniejszenie tego dystansu. Sytuację pogarsza niska efektywność
ekonomiczna i społeczna osiąganego wzrostu. W latach 1990 i 1991 PKB uległ
znacznemu obniżeniu. W roku 1991 był on o około 14% niższy od PKB z roku
1989. Skutki spadku PKB, jaki wywołała realizacja I Planu Balcerowicza,
zostały wyrównane dopiero w 1996 r, kiedy to uzyskany został poziom PKB
p.c. zbliżony do poziomu z roku 1988. W 1997 r. wg GUS-u realna wartość
PKB była wyższa zaledwie o około 16% niż w 1989 r. W niektórych dziedzinach
jednak, jeśli chodzi o wskaźniki rzeczowe poziomu produkcji i usług w przeliczeniu
na 1 mieszkańca, nastąpił tak wielki regres, że nadal wskaźniki te pozostają
na poziomie lat sześćdziesiątych lub nawet pięćdziesiątych. Dla przykładu:
liczba pracujących na 1000 mieszkańców w 1950 r. wynosiła 410,3; w 1960
r. 419,5; w 1980 r. 486,9 a w 1996 r. tylko 389,0. Mieszkania oddane do
użytku na 1000 ludności w 1955 r. = 3,3; w 1960 r. = 4,8; w 1975 r. = 7,3
a w 1996 r. tylko 1,6. W okresie styczeń ? listopad 1998 r. przekazano
do użytku 59011 mieszkań, tj. o 1,8/: 1000 mieszkańców mniej niż w 1997
r. Miejsca w teatrach i instytucjach muzycznych w 1950 r. = 1,8; w 1955
= 2,0 a w 1996 r. = 1,7. Produkcja mleka krowiego w litrach: 1950 r = 313;
w 1960 r. = 408; w 1975 r. = 467 a w 1996 r. = 294. Powierzchnia lasów
w ha. w 1950 r. = o,274; w 1996 r. = 0,227. Produkcja węgla kamiennego
w kg: w 1961 r. = 3680; w 1979 r. = 5701; przewidywana produkcja w 1998
r. = około 3000. Tkaniny bawełniane i bawełnopodobne w m. w 1950 r. 17,4;
w 1975 r. 27,3; w 1996 r. 5,5; Tkaniny wełniane i wełnopodobne w m. W 1950
r. 2,3; w 1975 r. 3,6, a w 1996 r. 0,8. Obuwie w parach 1955 r. 2,0; w
1975 r. 4,8, a w 1996 r. 1,8. Odbiorniki radiofoniczne łącznie z zestawami
w szt. w 1955 r. 16,9; w 1980 r. 75,8, a w 1996 r. 5,3. Kubatura budynków
mieszkalnych oddanych do użytku w m3 w 1955 r. 0,8; w latach 1975 i 1980
2,1, a w 1996 r. 0,8. Eksploatowane linie kolejowe na 10000 mieszkańców
w km. W 1950 r. 9,0; w 1996 r. 5,8. Przewozy ładunków w t-km transportem
kolejowym w 1995 r. 1905; w 1975 r. 3798, a w 1996 r. 1769. W okresie 11
miesięcy 1998 r. transportem kolejowym przewieziono 187,5 mln. ton ładunków,
tj. o 8,7% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Kryzysowy charakter
tej sytuacji jawi się wyraźnie dopiero wówczas gdy weźmie się pod uwagę
prognozy Rządowego Centrum Studiów Strategicznych dotyczące szans Polski
na osiągnięcie poziomu rozwoju gospodarczego choćby najbiedniejszych obecnie
krajów UE. Z raportu opublikowanego 28 stycznia 1998 r. wynika, że potrzeba
nam na to co najmniej 10 lat z wzrostem gospodarczym o dynamice przekraczającej
7%. Natomiast od dojścia do średniej unijnej, przy w/w tempie wzrostu dzieli
nas około 20 lat. Zmniejszenie tej dynamiki do 5,1% w 1999 z perspektywą
dalszego spadku w roku 2000 i latach następnych, okres ten może znacznie
wydłużyć, a tym samym oddalić termin przyjęcia Polski do Unii i możliwość
korzystania z tych wszystkich korzyści, jakie akcesja ta może nam przynieść.
Niedostateczny w stosunku do potrzeb poziom nakładów na inwestycje,
w szczególności na te, które służą długofalowemu rozwojowi i unowocześnieniu
produkcji oraz infrastruktury, zwiększeniu zatrudnienia, efektywnej społecznie
restrukturyzacji rolnictwa, ochronie przed klęskami żywiołowymi i poprawie
sytuacji mieszkaniowej ludności. Tragicznym absurdem są miliardowe nakłady
przeznaczane na nieuzasadnioną ekonomicznie i niepotrzebną likwidację wielu
dobrych, lub mających szanse być rentownymi i konkurencyjnymi na rynkach
europejskich - przedsiębiorstw oraz na takie modernizacje lub restrukturyzacje,
których głównym celem jest zmniejszenie zatrudnienia. Jaskrawym przykładem
tego rodzaju regresywnych inwestycji? jest przeznaczenie na lata 1998 -
2002 14 mld. nowych złotych na całkowitą lub częściową likwidację kilkudziesięciu
kopalń zatrudniających do niedawna ponad 100 tys. pracowników.
Zmniejszająca się efektywność ekonomiczna i międzynarodowa konkurencyjność
polskiej gospodarki narodowej, w szczególności zaś strategicznych sektorów
przemysłu, Polskich Kolei Państwowych, Narodowych Funduszy Inwestycyjnych,
rolnictwa i podmiotów, mających charakter użyteczności publicznej. Według
informacji GUS sektor przedsiębiorstw uzyskał znacznie niższą niż przed
rokiem efektywność ekonomiczną. Było to skutkiem pogorszenia wyniku finansowego
na sprzedaży produktów, towarów i materiałów oraz wyniku na działalności
finansowej. Obniżył się wynik na działalności gospodarczej, wynik finansowy
brutto i netto. Zmniejszył się udział sprzedaży eksportowej w przychodach
z całokształtu działalności. Pogorszyła się sytuacja finansowa eksporterów.
Odnotowano osłabienie wszystkich podstawowych wskaźników ekonomiczno -
finansowych, m. in. wskaźnika poziomu kosztów o 1,2 pkt., rentowności obrotu
brutto o 1,2 pkt., rentowności obrotu netto o 0,8 pkt., płynności finansowej
I stopnia o 3,2 pkt., II stopnia o 3,5 pkt., III stopnia o 8,5 pkt. oraz
relacji zobowiązań do należności z tytułu dostaw i usług o 2,1 pkt. Istotną
rolę odgrywa tu zmniejszanie ceł i zstępowanie taniego krajowego węgla
dwukrotnie droższym importowanym z Rosji Gazem oraz zastępowanie transportu
kolejowego transportem drogowym
Szybkie powiększanie się już od 1995 r. deficytu w handlu międzynarodowym,
w tym z Unią Europejską, przy równoczesnym zmniejszaniu się wpływów z ceł
oraz zmniejszaniu się obrotów i ekonomicznej efektywności handlu przygranicznego,
co powoduje wzrost zadłużenia zagranicznego i kosztów jego obsługi. W roku
1990 saldo bilansu handlu zagranicznego w ujęciu rzeczowym wg GUS było
jeszcze dodatnie i wynosiło 4,8 mld. USD, ale już w roku 1991 stało się
ujemne i wyniosło -618 mln. USD. W latach następnych deficyt ten systematycznie
rósł: 1992r. -2,7 mld USD; 1993 r. -4,7 mld USD; 1994 r. -4,3 mld USD;
1995 r. -6,16 mld USD; 1996 r. -12, 7 mld USD; 1997 r. -16,6 mld USD. Na
rok 1998 deficyt szacowany jest na -20, 3 mld USD, na rok 1999 - -23,5
mld USD; a na rok 2000- na -28,6 mld USD. W okresie styczeń - październik
1998 r. eksport w złotych w cenach stałych wzrósł w porównaniu do analogicznego
okresu w 1997 r. o 6,5% a import o 16,8%. W przerażającym tempie rosną
zobowiązania zagranicznych przedsiębiorstw. Należy pamiętać, że za każdego
dolara, który jest pożyczany za granicą, lub który jest u nas inwestowany,
trzeba w przyszłości zwrócić najczęściej 2 - 4 dolary.
Wyprzedaż za bezcen inwestorom zagranicznym najwartościowszych resztek
majątku narodowego i ,,przejadanie" uzyskanych z tego tytułu pieniędzy.
Jeśli kapitałową prywatyzacją objęta zostaną jeszcze energetyka, sektor
paliwowy i inne strategiczne sektory przemysłu oraz banki i towarzystwa
ubezpieczeniowe, to nie będzie już czym ani uwłaszczyć społeczeństwa, ani
zasilać funduszy ubezpieczeniowych czy zdrowotnych, ani wreszcie pokrywać
deficytu budżetowego. Z wstępnego szacunku, dokonanego w MSP na dzień 31.
12. 1996 r. wynika, że wartość księgowa netto majątku przedsiębiorstwpaństwowych,
akcji jednoosobowych spółek Skarbu Państwa, oraz akcji spółek z udziałem
Skarbu Państwa w sferze produkcji, handlu, usług i sektorze finansowym,
wynosi ok. 144 mld zł. Trzeba jednak pamiętać, że wartość rynkowa tego
majątku może od tej liczby daleko odbiegać. Aktualna wartość akcji NFI
jest np. niższa od wartości księgowej netto o 45%, natomiast w przypadku
spółek sektora bankowego jest ona wyższa o ponad 70%, a wszystkich spółek
giełdowych - wyższa o 55-60%. Gdyby nasza elektroenergetyka została sprzedana
w 1990 r. to uzyskalibyśmy za nią jedynie 10% jej rzeczywistej wartości.
W latach 1995-1996 oceniano, że byłoby to ok. 50%. Przy czym cena sprzedaży
uzależniona jest w dużym stopniu od podwyżek cen energii elektrycznej,
jakich prywatni nabywcy naszej elektroenergetyki będą mogli w przyszłości
dokonywać za zgodą URE. Ceny te w UE są dużo wyższe niż w Polsce, ale w
związku z wyższymi płacami zachodnioeuropejskich konsumentów udział kosztów
energii w budżetach gospodarstw domowych jest tam niższyniż w Polsce. Ogromne
obciążenie i zagrożenie dla bezpieczeństwa socjalnego polskich pracobiorców
niesie z sobą planowane sprywatyzowanie na warunkach komercyjnych, z udziałem
kapitału zagranicznego, ubezpieczeń emerytalnych i opieki zdrowotnej.
Pracownicy z własnych kieszeni będą musieli pokrywać zyski, jakie zagraniczni
udziałowcy i menadżerowie towarzystw ubezpieczeniowych, będą chcieli wyciągnąć
ze skromnych składek polskich pracowników najemnych (w związku z ich niskimi
płacami). Wprowadzenie tych towarzystw na giełdę grozi utraceniem przez
polskich pracowników całego ich dorobku emerytalnego w ciągu jednego dnia
w przypadku większego krachu giełdowego, choćby na antypodach. Polskie
Fundusze Gwarancyjne mogą się okazać niewystarczające. Na pieniądze z prywatyzacji
do roku 2001 oczekują m. in. Pracownicy sfery budżetowej, emeryci i renciści
z tytułu rekompensat w wysokości ok. 20 mld zł, wywłaszczenie w przeszłości
prywatni właściciele - około 17 mld zł, dokapitalizowanie sfery ubezpieczeń
- ok. 20,3 mld zł, pracownicy uprawnieni do otrzymania nieodpłatnych akcji
- ok. 8 mld zł, zasilanie przychodów budżetu państwa - 6,7 mld zł, rezerwa
z tytułu poręczeń i gwarancji Skarbu Państwa - 3 mld zł, rezerwa majątkowa
na finansowanie deficytu budżetowego oraz na realizację projektów reform
społecznych, jak również niezbędne dla kontynuowania prywatyzacji po 2001
roku - ok. 69 mld zł. Nie ma większych szans na liczące się powszechne
uwłaszczenie. Malejące zasoby majątku narodowego, będącego własnością Skarbu
Państwa powodują zmniejszanie się wpływów do budżetu pochodzących z dywidend.
Maleją też realne możliwości państwa w zakresie prowadzenia aktywnej polityki
społeczno-gospodarczej przy pomocy instrumentów ekonomicznych. Przedsiębiorstwa
prywatyzowane z udziałem kapitału zagranicznego w znacznie większym stopniu
niż przedsiębiorstwa będące własnością kapitału rodzimego preferują import
inwestycyjny oraz zaopatrzeniowy i bezzatrudnieniowy wzrost gospodarczy.
Jeśli zaś są filiami większych przedsiębiorstw zagranicznych bardzo często
kumulują straty oddziałów zagranicznych i nie płacą w Polsce podatków lub
płacą podatki niższe niż powinny. To wszystko zmniejsza dochody budżetu
i osłabia naszą suwerenność.
Rosnące rezerwy dewizowe, powstające w dużej mierze w oparciu o napływ
zagranicznego kapitału spekulacyjnego - lokowane głównie za granicą na
dużo niższy procent niż ma to miejsce w przypadku lokat złotówkowych w
bankach krajowych. Zagraniczne kapitały spekulacyjne były u nas lokowane
na kontach złotówkowych na ponad 20%, a my pozyskane tą drogą waluty lokowaliśmy
za granicą średnio na około 6,5%..Na każdym pozyskanym w ten sposób miliardzie
dolarów traciliśmy więc rocznie grubo ponad sto milionów dolarów.
Sztuczna aprecjacja złotówki w stosunku do walut zagranicznych, przy
inflacji wciąż jeszcze dużo wyższej niż w krajach Unii Europejskiej i innych
wysoko rozwiniętych krajach świata. W 1995 roku inflacja wyniosła 27,8%,
a kurs dolara wzrósł jedynie o 6,7%. W latach następnych relacje te kształtowały
się odpowiednio: 1996 r. 19.9% i 11,2%, 1997 r. 14,9% i 21,7%, 11 m-cy
1998 r. 8,1% i -2,2%. Zmniejszając ?na papierze? wyrażane w złotówkach
dolarowe ceny towarów importowanych i eksportowanych, podnosi atrakcyjność
tych pierwszych, a zmniejsza tych drugich. Zmniejsza też sztucznie złotówkową
wartość naszego zadłużenia zagranicznego.
Absurdalnie wysokie stopy procentowe na kredyty złotówkowe udzielane
przez banki krajowe, przy ogólnie niedostatecznej wielkości rodzimego kapitału
pracującego na potrzeby naszej gospodarki.
Zmniejszanie ogólnej stopy inflacji, przy nieustannym podwyższaniu przez
państwo urzędowych i regulowanych cen na energię, gaz, ciepło czynsze mieszkaniowe,
a także podatku akcyzowego i VAT - kosztem cen zbytu węgla i krajowych
produktów rolnych. Takie metody duszenia inflacji owocują zmniejszanie
popytu wewnętrznego i prowadzą do recesji.
Rosnąca przestępczość, w tym również zorganizowana przestępczość gospodarcza
i mafiosacja całego życia społeczno-gospodarczego oraz politycznego, ze
złym, niemoralnym (przestępczym?) prawem włącznie.
Postępująca dezintegracja i demontaż państwa polskiego.
Szczególnie
ważne są dwa przejawy tych procesów. Pierwszy z nich to podzielenie go
na autonomiczne regiony posiadające prawo do prowadzenia własnej polityki
regionalnej i zagranicznej, a w konsekwencji także do samodzielnego integrowania
się z unią europejską i/lub innymi sąsiadującymi z Polską państwami, w
ramach tzw. euroregionów. Przejaw drugi, to wyemancypowanie się Narodowego
Banku Polskiego i Rady PolitykiPieniężnej w formie zinstytucjonalizowanej,
suwerennej, czwartej władzy.
Generalne, coraz głębsze, nie dofinansowanie całej sfery budżetowej,
grożące załamaniem się wdrażanych reform administracyjnych i społecznych,
a w niedalekiej przyszłości nawet kompletnym paraliżem wszystkich podstawowych
funkcji państwa, które realizowane są ze środków publicznych.
Duży
w tym wszystkim udział ma prywatyzacja usług o charakterze użyteczności
publicznej. Przy ogólnym nie dofinansowaniu całej sfery budżetowej, konkurencja
oraz naturalne i zrozumiałe dążenie pracowników prywatnych placówek służby
zdrowia czy oświaty do maksymalizacji swoich płac, musi prowadzić albo
do daleko idącego ograniczenia liczby usługobiorców lub znacznego obniżenia
jakości świadczonych usług, albo do masowych bankructw tych placówek lub
wszystkich tych trzech zjawisk łącznie. Osobne negatywne zjawisko, to wykorzystywanie
na ?łatanie dziur? w budżecie rezerw egzystencjalnych i rozwojowych w postaci
oszczędności w wydatkach na naukę i oświatę, ochronę zdrowia i środowiska,
rozbudowę i doskonalanie infrastruktury oraz na socjalne budownictwo mieszkaniowe.
Postępujące rozwarstwienie społeczeństwa polskiego pod względem dochodów
oraz szans na dostęp do usług medycznych i edukacyjnych, na uzyskanie dobrej
pracy i mieszkania oraz na awans społeczny. Na jednym końcu drabiny
społecznej, obok grupy nowobogackich biznesmenów oraz różnego rodzaju kombinatorów
i aferzystów robiących błyskawicznie bajońskie fortuny - wykształca się
coraz liczniejsza warstwa menedżerów i wysokich urzędników, zarabiających
od kilkunastu do kilkuset tysięcy nowych złotych miesięcznie. Na drugim
końcu tej drabiny rozrasta się, obejmująca już miliony osób, strefa ubóstwa
i skrajnej nędzy. Coraz większą część tej warstwy stanowią ludzie nie mający
pracy i/lub pozbawieni dachu nad głową oraz stałej pomocy państwa umożliwiającej
biologiczną egzystencję. Ich życie jest w całości uzależnione od litości
pozostałej części społeczeństwa.
Zmniejszająca się liczba pracujących, przy malejącej liczbie zarejestrowanych
bezrobotnych i rosnącym udziale bezrobotnych pozbawionych prawa do zasiłku.
Wysoka umieralność ludzi biednych i bezdomnych oraz duża liczba samobójstw
i ludzi zamarzających w zimie.
Niska frekwencja w wyborach, nasilające się patologiczne objawy frustracji
społecznej, szczególnie wśród młodzieży i coraz liczniejsze, pełne determinacji
protesty różnych grup społecznych.
Upadek polskiej nauki nie tylko pod względem kadrowym i wyposażenia
w instrumenty naukowe, ale także już pod względem etyki jej pracowników
i ekonomicznej oraz społecznej efektywności twórczych ich osiągnięć.
Upadek narodowego etosu i morale społecznego, połączony z zatracaniem
się samozachowawczego instynktu społeczno-politycznego nie tylko u podstawowej
części społeczeństwa, ale także wśród elit politycznych i gospodarczych
oraz kręgów opiniotwórczych i znacznej części działaczy związkowych. Szczególnie
groźnymi są takie zjawiska, jak: zanik patriotyzmu, dumy narodowej i przywiązania
do państwa oraz więzi solidarności narodowej; podatność ogromnej części
społeczeństwa na demagogię i błyskotliwe aforyzmy oraz posługiwanie się
przez dużą część obywateli w ocenach rzeczywistości nie własną wiedzą i
logiką oraz wyznawanym systemem wartości, lecz narzucanymi przezśrodki
masowego przekazu i polityków zbitkami pojęciowymi i fałszywymi stereotypami;
akceptacja idei społeczeństwa obywatelskiego i leninowskiej teorii zanikania
państw narodowych, a także dla egoistycznego indywidualizmu, skrajnych
nierówności i niesprawiedliwości społecznych oraz konsumpcjonizmu, partykularyzmów
grupowych i dzielnicowych, kosmopolityzmu i europejskiego internacjonalizmu,
oportunizmu i politycznej poprawności wobec wręcz ludobójczej ideologii
,,złotego cielca", głoszonej przez skrajnych liberałów; fetyszyzowanie
perfekcjonizmu działań, łącznie z cwaniactwem ekonomicznym i politycznym;
deprecjonowanie takich wartości jak uczciwość, umiar, przedkładanie dobra
ogólnego nad własne interesy. Najbardziej paradoksalnym i tragicznym zarazem
przejawem tych postaw jest odrzucanie w wyborach przez ludzi najbardziej
poszkodowanych przez liberalne reformy te partie i poszczególnych kandydatów
do parlamentu i samorządów, którzy najwyraźniej i najbardziej konsekwentnie
deklarują obronę suwerenności i interesów narodowych oraz interesów ludzi
pracy ekonomicznie słabszej części społeczeństwa, a wybierają albo samych
autorów tych reform, albo tych, którzy reformy i swoje mandaty te w najbardziej
cyniczny sposób wykorzystują dla własnych interesów i karier. Przykładem
mogą być mandaty uzyskane przez ludzi, przeciwko którym toczyły się śledztwa
lub którzy przez swoją politykę w przeszłości zniszczyli gospodarczo i
społecznie okręgi wyborcze, z których startowali.
II. Charakter i przyczyny dotychczasowego zła.
Przedstawione wyżej symptomy narastającego w Polsce kryzysu i zagrożeń,
jakie rodzą one dla przyszłego rozwoju społeczno-gospodarczego oraz dla
naszych szans na szybkie wejście do Unii Europejskiej i zajęcie w niej
odpowiedniej pozycji, nie stanowią ani pełnego ich zestawu, ani nie wyczerpują
całości poruszonych problemów. Całościowe, a zarazem bardziej wszechstronne
i szczegółowe ich naświetlenie, wymagałoby opracowania daleko wykraczającego
poza ramy czasowe, jakimi nasz Związek dysponował; przekraczałoby też wymagania
wynikające ze wstępnego charakteru niniejszego opracowania.
Nawet jednak z tego, skrótowego ujęcia, które zostało zastosowane, wynika,
że po pierwsze mamy do czynienia ze zjawiskami kryzysowymi o charakterze
wyraźnie systemowym, powiązanymi z sobą licznymi wzajemnymi zależnościami
przyczynowo-skutkowymi, po drugie - nie są to zjawiska ani żywiołowe, ani
przejściowe, powodowane uwarunkowaniami typu koniunkturalnego. Dla każdego,
kto analizuje rozwój sytuacji społeczno gospodarczej w Polsce w sposób
bardziej kompleksowy i w szerszej perspektywie czasowej, powinno być jasne,
że rodzący się w Polsce kryzys ma charakter planowy i nie jest żadną nieuniknioną
,,bolesną koniecznością" powodowaną obiektywnymi przyczynami.
Można znaleźć wiele dowodów na to, że bezpośrednio jest on wynikiem
błędnej, niekorzystnej dla Polski, długofalowej polityki społeczno gospodarczej
rządu, parlamentu i NBP (obecnie także Rady Polityki Pieniężnej), zdeterminowanej
w głównej mierze przez narzucane nam z zewnątrz skrajnie liberalne doktryny
społeczno-ekonomiczne i wyrastające z nich reformy ustrojowo gospodarcze
oraz społeczne i polityczne. Ale trzeba też brać pod uwagę fakt, że ta
błędna polityka i niekorzystne dla nas zewnętrzne jej uwarunkowania wynikają
z kolei, w dużej mierze, z pewnych, również niekorzystnych dla polskiej
gospodarki i większości społeczeństwa oraz dla państwa polskiego - ogólnoświatowych
megatrendów rozwojowych, promowanych przez Takie wielkie międzynarodowe
organizacje gospodarcze, finansowe i polityczne, jak Międzynarodowy Fundusz
Walutowy, Bank Światowy, OECD i WTO oraz największe i najwyżej rozwinięte
państwa, takie m.in. jak Unia Europejska, USA i Japonia. Osobne w tym wszystkim
miejsce zajmują ograniczenia naszej suwerenności i polityczne oraz gospodarcze
zależności, wynikające ze statusu Polski jako państwa stowarzyszonego z
UE. A jeszcze innym czynnikiem pogarszającym naszą aktualną sytuację gospodarczą
i perspektywy rozwojowe na przyszłość jest pogłębiający się ogólnoświatowy
kryzys finansowy, który coraz wyraźniej wskazuje na błędność liberalnych
doktryn i dominujących megatrendów rozwojowych. Negatywne skutki tego kryzysu
uderzają w finanse wspomnianych wyżej międzynarodowych organizacji i najwyżej
rozwiniętych państw, a te z kolei usiłują przerzucić te konsekwencje na
takie biedniejsze i słabsze politycznie państwa jak Polska.
Ten systemowy charakter narastającego obecnie w Polsce kryzysu powoduje,
że broniąc się przed nim i przed jego negatywnymi konsekwencjami, nie możemy
liczyć na powodzenie przy koncentrowaniu się na walce tylko z pojedyńczymi
jego, konkretnymi, przejawami i bezpośrednimi, już ujawnionymi, skutkami.
Rzeczywistą, pełną i trwałą, poprawę sytuacji można uzyskać tylko w wówczas
gdy rozpozna się zasadnicze jego przyczyny i to właśnie je będzie się eliminowało.
Mówiąc dokładniej, konieczna jest radykalna zmiana całej długofalowej polityki
społeczno-gospodarczej, łącznie z jej naczelnymi celami i głównymi założeniami
dotyczącymi ich realizacji. Podstawowego znaczenia nabiera też konieczność
zrewidowania zasad na których opierają się stosunki Polski z zagranicą,
w szczególności zaś te, które ograniczają naszą suwerenność i determinują
politykę społeczno-gospodarczą Polski. Tu w pierwszym rzędzie chodzi o
własciwe zabezpieczenie naszych narodowych interesów w procesie integrowania
się Polski z Unią Europejską i wejściem do NATO.
Uzasadnienie potrzeby wprowadzenia we wszystkich wymienionych wyżej
dziedzinach takich zmian, które by zapewniły trwałą poprawę naszej sytuacji
społeczno-gospodarczej, jest zadaniem trudnym, ponieważ mamy do czynienia
nie tylko z ogromną mnogością przyczyn rodzących u nas zjawiska kryzysowe
oraz z wysoką złożonością systemu, które te przyczyny tworzą, ale także,
przeważnie, z dyskrecjonalnym charakterem wszystkiego, co się z tym systemem
wiąże. Wiele informacji dotyczących tej problematyki jest przez polityków
i wielkich menedżerów ukrywana lub fałszowana. Na szeroka skale stosowany
jest też kamuflaż definicyjny i eufemizacja pojęć. Dotyczy to w szczególności
celów działań wywołujących kryzysy i metod ich realizowania.
Wszystko to stanie się dużo jaśniejsze, jeśli przyjrzymy się uważniej
istocie wspomnianych wcześniej megatrendów rozwojowych z okresu ostatnich
kilku dziesięcioleci.
III. Zewnętrzne uwarunkowania strategii transformacji ustrojowo-gospodarczych,
społecznych i politycznych oraz bieżącej polityki społeczno-gospodarczej
Polski.
Współczesny etap rozwoju ludzkiego świata, w skali globalnej, cechują
trzy wielkie megatrendy: globalizacja, integracja i nasilająca się, coraz
bardziej bezwzględna i nabierająca cech mafijnych, konkurencja między państwami
i ich zgrupowaniami, a w ich obrębie - między różnymi narodowymi i międzynarodowymi
podmiotami gospodarczymi i kapitałem finansowym, między różnymi kategoriami
i grupami społecznymi oraz poszczególnymi jednostkami ludzkimi. Ta walka
o przeżycie i najlepsze miejsce pod słońcem odbywa się w ramach integrującego
się ludzkiego świata, który nie bez przyczyny określany jest mianem ,,globalnej
wioski". Jest to jednak równocześnie świat kurczących się zasobów podstawowych
surowców i dóbr, jeszcze niedawno nazywanych ,,wolnymi", z coraz bardziej
degradowanym środowiskiem przyrodniczym i permanentną eksplozją demograficzną
w uboższych regionach. Prace Klubu Rzymskiego sygnalizują, że jesteśmy
historycznie rzecz biorąc, o krok od ostatecznej katastrofy, grożącej nam
na skutek przekroczenia pojemności niszy ekologicznej gatunku ludzkiego
W okresie lat 1946 - 1960 w procesach rozwojowych krajów i społeczeństw
wysoko rozwiniętych przeważały tendencje humanistyczne o rodowodzie wyraźnie
chrześcijańskim. Ich wykładnikiem są mi.in.: Powszechna deklaracja praw
człowieka, międzynarodowe pakty praw gospodarczych, socjalnych, kulturalnych
i politycznych i Europejska Karta Społeczna.
W tym czasie biznes uznawał konieczność pełnienia pewnych misji społecznych
i tworzenia pozytywnego etosu. Państwa jako wspólne dobra narodów, które
je tworzyły, przyjmowały za swoje najwyższe cele, i zadania zarazem, dbanie
o swoją suwerenność oraz o obiektywnie pojmowane powodzenie wszystkich
swoich obywateli oraz o ich subiektywnie pojmowane poczucie szczęśliwości.
W dążeniu do tych celów stosowały na szeroką skalę interwencjonizm i protekcjonizm.
Za swój podstawowy obowiązek przyjmowały również troskę o zapewnienie możliwie
największej liczbie ludzi godnych źródeł utrzymania, z coraz bardziej rozbudowywanymi
zabezpieczeniami społecznymi. Powszechnie uznawaną zasadą był prymat człowieka
i ludzkiej pracy przed kapitałem. Za sprawę oczywistą uważano, że kapitał
powinien służyć przede wszystkim tym, którzy go wytwarzają, co ograniczało
oczywiście jego międzynarodowe przepływy. Wyraźnie nieakceptowane było
publiczne głoszenie, że państwo może służyć tylko jednej jakiejś grupie
społecznej lub że w swojej polityce może kierować się wyłącznie rachunkiem
ekonomicznym i traktować słabszą ekonomicznie część społeczeństwa w kategoriach
,,ludności zbędnej". Wyrazem tego m.in. była szeroko rozpowszechnione instytucje
,,non profit", ,,użyteczności publicznej", ,,robót publicznych" itp.
Narody tworzyły zwarte, spójne wewnętrznie wspólnoty powstające na bazie
uświadamianych sobie wspólnych interesów, celów i systemów wartości oraz
kultury i historii. W tych systemach dużą rolę odgrywały patriotyzm, obowiązek
pracy dla dobra wspólnego i solidarność narodowa oraz poczucie sprawiedliwości
społecznej, honoru, obowiązku opiekowania się słabszymi i zwykłej przyzwoitości,
nie mówiąc już o uczciwości
To wszystko w okresie późniejszym uległo i ulega dalej zasadniczym zmianom.
Humanizm jest zastępowany libertynizmem, a w ekonomii skrajnym liberalizmem
i monetaryzmem. Naczelnymi hasłami stają się globalizacja, prywatyzacja,
demonopolizacja, konkurencja i deregulacja. Kapitał finansowy emancypuje
się i umiędzynarodawia, uzyskując w poszczególnych krajach suwerenną pozycję.
Przestaje służyć tym, którzy go wytwarzają. Płynie tam, gdzie jest najtańsza
siła robocza.
Prowadzi to do paradoksu polegającego na tym, że kraje najwyżej rozwinięte,
w związku z coraz droższą produkcją i coraz wyżej opłacanymi usługami,
mają coraz mniejsze szanse na utrzymanie swojej dominującej pozycji i przeżycie
w ramach zdrowej konkurencji, którą same lansują. Ich jedynym atutem jest
posiadanie wiedzy i nowoczesnych technologii oraz ogromnych, wolnych, kapitałów
, dzięki którym uboższe kraje mogą przekształcać w sfery swoich wpływów
i rynki zbytu, a ponadto przejmować na korzystnych warunkach nie tylko
najbardziej atrakcyjne elementy ich majątku narodowego, ale również najbardziej
istotne funkcje regulacyjne. W tym ostatnim przypadku najbardziej efektywnymi
instrumentami pozyskiwania wpływów są: uzależnianie udzielenia pomocy finansowej
i technicznej od spełnienia określonych warunków politycznych lub ekonomicznych,
organizowanie doradztwa i szkoleń, finansowanie opracowywania lub bezpośrednie
opracowywanie na własny koszt programów i propozycji reformatorskich czy
restrukturyzacyjnych, przejmowanie mediów publicznych i korumpowanie względnie
pozyskiwanie jako ,,agentów wpływu" - polityków, uczonych, duchownych,
urzędników, menedżerów i dziennikarzy.
Stąd druga grupa zjawisk i procesów, mających być synonimami nowoczesności
i warunkami sprostania wyzwań, jakie niesie przyszłość. To przede wszystkim
walka wyznawców bezwzględnego, skrajnie liberalnego, kosmopolitycznego
i mafijnego kapitalizmu z chrześcijańskimi zasadami solidaryzmu społecznego
i sprawiedliwości społecznej, wynikającymi z uznawania przyrodzonego prawa
każdego człowieka i każdej rodziny do ludzkich warunków egzystencji i godnego
życia w oparciu o dobrowolną pracę dla dobra wspólnego. A szerzej - to
zastępowanie Boga - Kapitałem, jako ?Złotym Cielcem?, którego powiększanie,
kosztem zatrudnienia i ludzkiej konsumpcji, staje się najwyższą wartością.
Innymi słowy, to także dążenie do zapewnienia kapitałowi prymatu przed
człowiekiem i jego pracą, co w praktyce oznacza zastępowanie człowieka
w procesach wytwórczych i twórczych - tańszymi komputerami i automatami
oraz ograniczanie wynagrodzeń płaconych pracownikom najemnym.
Drugim frontem liberalizmu jest walka ze wspólnotami narodowymi, opartymi
na solidaryźmie społecznym, i z suwerennymi państwami narodowymi, pojmowanymi
jako dobro wspólne, mające służyć pomyślności wszystkich obywateli. W ich
miejsce forsowane są otwarte, globalne, społeczeństwa obywatelskie i globalizacja
rynków z wielkimi, międzynarodowymi przedsiębiorstwami oraz organizacjami
gospodarczymi i finansowymi, a także integrujące się, wielkie, federacje
ponadpaństwowe.
W przeciwieństwie do solidarnych z założenia wspólnot narodowych, społeczeństwa
obywatelskie są, ex definitione, zbiorami nieskrępowanych żadnymi więzami
solidarności, zbiorami rywalizujących z sobą w walce o byt i najlepsze
miejsce pod słońcem - wolnych jednostek, dowolnie dysponujących posiadanymi
dobrami i uzależnionymi ekonomicznie od siebie innymi jednostkami. Dozwolone
jest wszystko to czego wyraźnie nie zabrania prawo. Szeroka wolność gospodarcza
i formalna równość wszystkich wobec prawa teoretycznie wszystkim jednostkom
daje równe szanse na bogacenie się. Ale w praktyce łatwiej jest bogacić
się tym, którzy są bogaci na starcie, niż tym, którzy nie dysponują dużym
kapitałem umożliwiającym samodzielne uruchomienia wielkiego biznesu lub
wejście do niego w charakterze liczącego się udziałowca.
Podobnie ma się rzecz z polityką, której uprawianie również wymaga coraz
większych pieniędzy własnych lub pozyskiwanych od bogatych sponsorów. Prawo
tworzone przez polityków uzależnionych od pieniędzy, w świecie niewystarczających
dla wszystkich i stale kurczących się zasobów podstawowych surowców i dóbr
wolnych, prędzej czy później staje się prawem niemoralnym, niesprawiedliwym,
dzielącym społeczeństwo na równych i ?równiejszych?, na bardzo bogatych
i bardzo biednych. Demokracje parlamentarne w krajach najwyżej rozwiniętych
stopniowo przekształcają się w technokratyczno - biurokratyczne oligarchie.
Klasyczny trójpodział władzy zostaje zastępowany czwórpodziałem. Obok władzy
ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej pojawia się czwarta władza w postaci
suwerennych banków centralnych i niezależnych od parlamentów i rządów rad
polityki pieniężnej. Równocześnie władza państwowa, w oparciu o zasadę
subsydiarności (pomocniczości), ulega erozji na rzecz władz samorządowych.
Zapomina się, że ta władza ma sens jedynie na szczeblu gminnym. Jej
przesuwanie wzwyż na kolejne szczeble administracji dotychczas państwowej
prowadzi do szkodliwej dwuwładzy. Jej końcowym rezultatem może być rozpad
dotychczasowych państw narodowych na autonomiczne wielkie regiony, mogące
samodzielnie integrować się w wielkie ponadpaństwowe struktury takie jak
np. Unia Europejska. Rola państw narodowych sprowadzałaby się w takim przypadku
do roli koordynatora i arbitra w godzeniu, sprzecznych z natury rzeczy,
oddolnych interesów i aspiracji regionów, ewentualnie także antagonizmów
dzielnicowych.
Opieranie polityki państwa na rachunku ekonomicznym i regulacyjnej roli
,,niewidzialnej ręki rynku", przy programowym ograniczaniu wszystkich funkcji
regulacyjnych państwa, a w szczególności funkcji opiekuńczych oraz wszelkich
form państwowego interwencjonizmu i protekcjonizmu - na dłuższą metę prowadzi
do chaosu, recesji i bezrobocia a w końcowej fazie cyklu - do powstawania
tzw. ruchów narodowo - wyzwoleńczych i komunistycznych lub teokratycznych
dyktatur, jak to się działo niedawno w krajach azjatyckich, środkowoamerykańskich
i afrykańskich, albo też do głębokich kryzysów, do jakiego niedawno doszło
w Meksyku i do jakich tej chwili dochodzi w niektórych krajach azjatyckich.
Technokratyczno - lesseferystyczny liberalizm, zwany tu w skrócie ideologią
,,ZŁOTEGO CIELCA", jest ideologią nieludzką, głęboko niemoralną i samobójczą.
Humanistyczne i demokratyczne hasła, którymi się posługuje, są jedynie
przysłowiowymi ,,kwiatkami do kożucha". Jego prawdziwa natura przejawia
się w takich maksymach jak te które mówią, że: ,,dozwolone jest wszystko,
czego prawo wyraźnie nie zakazuje", ,,własność wspólna (społeczna) jest
własnością niczyją (którą każdy, kto zna prawdziwą wartość pieniądza i
nie ma zbędnych skrupułów, może bezkarnie zawłaszczyć)", ,,przedsiębiorstwo
może dobrze funkcjonować tylko wówczas, gdy ma prawdziwego właściciela",
,,w okresie wielkich transformacji wzrost przestępczości jest zjawiskiem
normalnym i nie ma co z tego robić tragedii ani też przedsiębrać jakichś
specjalnych środków, bo nic one nie dadzą", ,,w fazie pierwotnej akumulacji
kapitału każdy pierwszy milion dolarów, potrzebny do rozkręcenia dużego
biznesu - musi być ukradziony".
Tego rodzaju koncepcje nie pozostawiają właściwie w ogóle miejsca na
aktywną i efektywną politykę społeczno-gospodarczą państwa.
Autorzy takich opracowań programowych jak np. osławiony ,,List intencyjny"
Ministra Przemysłu do Banku Światowego z 1991 r., czy ,,Demonopolizacja
i prywatyzacja elektroenergetyki" z września 1996 r, lansujący bezkrytycznie
idee: globalizacji, nieograniczonego przepływu kapitału, nieskrępowanej
niczym konkurencji, demonopolizacji, deregulacji i powszechnej prywatyzacji
z udziałem kapitału zagranicznego, a także konieczności ubiegania się o
zagraniczną ,,pomoc" nie tylko finansową, ale także logistyczną - muszą
zdawać sobie sprawę, że we wszystkich tych dziedzinach, obok pozytywów
mamy do czynienia z licznymi i różnorodnymi, coraz bardziej nasilającymi
się, groźnymi w skutkach - negatywnymi zjawiskami.
Jednym z najgroźniejszych tego rodzaju zjawisk jest korupcja. Leopold
Unger w artykule pt.: ,,W obronie rynku", zamieszczonym w ,,Gazecie Wyborczej"
z dnia 19 grudnia 1997 r. - pisze: W ciągu ostatnich dwóch lat amerykański
biznes stracił 45 miliardów (!) dolarów na kontraktach utraconych z powodu
łapówek. /../ Wali się istota wolnego rynku. Państwa na drodze rozwoju,
a o nie głównie chodzi, ponoszą ogromne straty, bo zastępowanie konkurencji
korupcją oznacza zawieranie nie tych kontraktów, które najbardziej odpowiadają
ich potrzebom, lecz tych, które ?poparte? są największą łapówką. /../ Jeżeli
chodzi o przedsiębiorstwa, to grzęzną one w sytuacji bez dobrego wyjścia:
albo dają łapówkę i popełniają przestępstwo, albo nie dają i tracą rynek.
Wynik paradoksalny: to rak korupcji sprzyja przepływowi bogactwa z krajów
biednych do bogatych. Polityczna stawka jest ogromna. Wynaturzając rynek
kapitalistyczny, korupcja sprawia, że obywatel, zwłaszcza w krajach biednych
czy na dorobku, np postkomunistycznych, utożsamia reformy, kapitalizm i
liberalizm z oszustwami. W tych warunkach argument, że to nie reformy,
ale właśnie ich brak użyźnia glebę wszelkiej patologii, tylko z trudem,
jeżeli w ogóle, trafia do obywatela wydanego na łup demagogii wszelkich
ekstremizmów.
Problemy te urosły do takich rozmiarów, że w połowie grudnia 1997 r.
w Paryżu podpisana została międzynarodowa konwencja o zwalczaniu korupcji
w handlu światowym.
Jak dotąd jednak nie został rozwiązany problem korupcjogennego charakteru
międzynarodowej bezzwrotnej pomocy udzielanej przez bogatsze państwa biedniejszym
m.in na opracowanie różnych programów reform i restrukturyzacji oraz na
szkolenie wysokich urzędników państwowych i samorządowych lub na finansowanie
podstawowej działalnosci niektórych ważnych urzędów państwowych. To samo
dotyczy udzielania międzynarodowych pożyczek obwarowanych różnymi warunkami
politycznymi i niekorzystnymi dla pożyczkobiorców warunkami ekonomicznymi.
Ale korupcja nie jest jedynym wynaturzeniem współczesnego kapitalizmu
i coraz bardziej otwierających się na integrujący się ludzki świat społeczeństw
obywatelskich. Na temat tych innych zwyrodnień i płynących z nich niebezpieczeństw,
aby nie zostać posądzonym o kryptokomunizm czy ,,oszołomstwo" - przytoczę
opinie George?a Sorosa (G. Soros: Groźba kapitalizmu. The Atlantic Monthly)
, jednego z najbardziej sprawnych finansistów kapitalistycznego świata,
a przy tym człowieka zdolnego do teoretycznej i filozoficznej refleksji,
aktywnie zaangażowanego w budowę światowego ,,otwartego społeczeństwa".
Zrobiłem fortunę na międzynarodowym rynku finansowym, a obecnie obawiam
się, że nieograniczona intensyfikacja kapitalizmu ,,laissez - fair" i rozciągnięcie
wartości rynkowych na wszystkie dziedziny życia stanowi zagrożenie dla
otwartego i demokratycznego społeczeństwa.
W swoim oskarżeniu Soros
posunął się nawet do następującego, wielce osobliwego w jego ustach, stwierdzenia:
kapitalizm
zastąpił komunizm jako najpoważniejsze zagrożenie otwartego społeczeństwa.
Przestrzegając przed wiarą w magiczne działanie rynku zauważa, że otwarta
została droga do powszechnej dominacji własnego interesu nad wspólnym dobrem,
co prowadzi do ustanowienia pieniądza jako prawdziwej miary wszystkich
wartości. /../ To, co miało być środkiem wymiany, zajęło miejsce fundamentalnych
wartości. /../ Osiągania sukcesu nie można identyfikować z posiadaniem
racji. (Cytowane za redakcyjnym artykułem pt: ,,Cudowne nawrócenie
Sorosa" - zamieszczonym w ,,Poza Układem" nr 1-2/97
Podobnie przedstawia opinie Gyorgy`a Sorosa (z pochodzenia węgierskiego
Żyda) Bronisław Misztal w artykule pt: ,,Adieu monsieur Soros, bonjour
Laokoon" - zamieszczonym w ,,Rzeczpospolitej" z dnia 22-23 marca 1997 r.:
/../ rynek uzyskał całkowitą dominację nad zachowaniami ludzkimi, eliminując
przede wszystkim kategorie moralne. /../Upadek komunizmu, otrąbionywcześniej
przez. Francisa Fukuyamę jako dowód na wyższość kapitalizmu i koniec historii
walk systemowych, jest dla Sorosa jeno dowodem na to, że kapitalizm może
również zawalić się pod ciężarem własnej wielkości, rozlecieć pod wpływem
sił odśrodkowych, przegrać z innymi systemami na skutek ortodoksyjnego
trzymania się wolnorynkowych metod zarządzania,które przekształcają ludzi
w kolejne generacje ogłupiałych zwierząt rynkowych.
/../Soros -
moralizator wskazuje, że ludzkość musi mieć swobodę myślenia i działania,
której jedynym ograniczeniem jest jeno wspólny interes ogółu. Ten interes
wykracza dzisiaj poza granice interesu narodowego i dlatego geopolityka,
jako sposób realizacji stosunków między narodami, przeżyła się wraz z upadkiem
komunizmu. Alianse, układy, pakty i koalicje, bazujące na geopolitycznym
widzeniu świata, są wyrazem krótkowzroczności.(Zauważmy - to zakamuflowany,
ale dość łatwy do odczytania atak na ideę Unii Europejskiej i Europejskiego
Wspólnego Rynku. - Uwaga i podkreślenie moje - G.K.)
/../swoboda
rynkowych manipulacji i łatwość w monopolizacji dostępu do ogromnych środków
finansowych w krajach uważanych dotychczas za otwarte, faktycznie zamyka
społeczeństwa, oddalając ideał tolerancji, demokracji i faktycznej wolności.
/../ Dominacja kapitału nad procesem politycznym, tak ewidentna dzisiaj
w obliczu ?kupowania? życzliwości administracji waszyngtońskiej za ogromne
pieniądze pokazuje także, iż współczesny kapitalizm przerósł sam siebie
i rynek nie tworzy automatycznie równych możliwości udziału w życiu państwowym.
Dominacja kapitału nad procesem tworzenia życia kulturalnego, a dokładniej
zupełnie niepojęta w swoim wymiarze merkantylizacja i miernota komercyjnej
produkcji książkowej, filmowej i telewizyjnej, demonstruje także, że zwykły
człowiek, nie przygotowany do selektywnego odbioru bombardujących go treści
pada ofiarą rynku i bezbronnie kupuje głupotę, wulgaryzm i przemoc, poddając
się stymulowanym przez kapitał rytmom wręcz orgiastycznej konsumpcji. W
rezultacie w otwartych do niedawna społeczeństwach zachodnich następuje
coraz wyraźniejsze zamknięcie umysłu tzw. szerokich rzesz, mas ludzkich
zajmujących niższe i średnie pozycje w strukturze społecznej, /../powierzających
swój los już nawet nie politykom, ale menedżerom wielkiego przemysłu. /../
Soros - finansista myślał, że otwartość można kupić, że można za nią zapłacić,
że z totalitarnego zamknięcia można społeczeństwa ludzkie wykupić, kierując
ogromne środki na propagowanie zachodniego kapitalizmu w krajach państwowego
socjalizmu. Zapewne już dzisiaj widzi sam Gyorgy Soros, że głównym rezultatem
jego działania był eksport mitu wolnorynkowego kapitalizmu. Rację ma Robert
Samuelson, twierdząc, że jedynie w krajach dawnego bloku wschodniego, w
Chinach i Indiach, wolnorynkowa filozofia zakorzeniła się naprawdę. /../
Faktyczną siłą, która mogłaby przestawić społeczeństwa z powoli zamykających
się na chociażby powoli otwierające państwo, ale nie postoświeceniowe ?państwo
- naród?; ani też nie postindustrialne globalne, zintegrowane państwo transnarodowe,
ale ?państwo - kultura?, które przejmie odpowiedzialność za stopniowe,
z pokolenia na pokolenie, wypracowanie otwartych i przyzwoitych obywateli.
Krytycy Sorosa wskazują, że jego koncepcja nieuchronnie prowadzi do zwiększenia
skali państwowego rozdawnictwa, które w 1995 r. już i tak osiągnęło w USA
33% produktu narodowego brutto, w Niemczech 50%, a we Francji 54%. Tymczasem
zaś globalizacja rynku wymusza konkurencyjnie niskie ceny robocizny, a
co za tym idzie - zmusza instytucje państwowe do szukania drastycznych
cięć w nakładach społecznych. Racjonalizacja zysku nie pozostawia możliwości
wyboru, a więc koniec końców rację ma Soros, gdyż zamyka ona powoli niegdyś
otwarte społeczeństwa.
Obecne poglądy George`a Sorosa spotkały się z takim zainteresowaniem
w Polsce, ze ,,Rzeczpospolita" zdecydowała się zamieścić (24-26 grudnia
1997 r.) jego obszerny artykuł pt: ,,Globalne społeczeństwo otwarte". W
tym artykule Soros pisze m.in.: Żyjemy w gospodarce globalnej. /../
nie zgadzam się z ideologią leseferyzmu utrzymującą, że wolny rynek sam
się wspiera i że rynkowe ekscesy korygują się samoistnie pod warunkiem,
że rządy i regulatorzy nie przeszkadzają mechanizmom samokorygującym. /../
Kapitał jest w znacznie lepszej sytuacji niż siła robocza, ponieważ kapitał
jest bardziej mobilny. Co więcej, kapitał finansowy bardziej pasuje do
globalnego systemu kapitalistycznego niż kapitał przemysłowy, trudno bowiem
przenieść w inne miejsce już istniejącą fabrykę. /../ Istnieje dodatkowa
korzyść z samego bycia w centrum globalnej gospodarki. Wszystkie te czynniki
wspólnie przyciągają kapitał do centrum finansowego i przyczyniają się
do ciągłego zwiększania rozmiarów oraz znaczenia rynków finansowych. /../
Niemniej jednak leseferystyczna idea, że rynki powinny być pozostawione
samym sobie, nadal wywiera istotny wpływ. Uważam to za niebezpieczne. Niestabilność
rynków finansowych może spowodować poważne zaburzenia ekonomiczne i społeczne.
/../ Niedawne zamieszanie na rynkach azjatyckich rodzi trudne pytania dotyczące
uzależnienia wartości jednej waluty od innej, tworzenia się ,,baniek" inwestycyjnych,
niewystarczającego nadzoru bankowego czy braku informacji finansowej. /../
Nie można pozostawić rynków samym sobie, aby skorygowały swe własne błędy,
gdyż najprawdopodobniej zareagują w sposób przesadny i bezładny. /../ Cel
konkurentów, to zwycięstwo, a nie zachowanie konkurencji na rynku. Naturalna
tendencja do tworzenia się monopoli i oligopoli powinna zostać powstrzymana
przez regulatorów./../ Globalizacja poważnie osłabiła możliwości państwa
w zakresie ochrony dobrobytu jego obywateli, gdyż kapitał może znacznie
łatwiej uciec przed opodatkowaniem niż siła robocza. Kapitał ma tendencję
do omijania krajów, w których zatrudnienie jest wysoko opodatkowane lub
mocno chronione, co prowadzi do bezrobocia. /../ jestem zaniepokojony redukcją
zabezpieczeń socjalnych, tak w Europie jak w Ameryce. /../ Jak twierdzi
ekonomista Dani Rodnik, globalizacja zwiększa popyt na zabezpieczenia społeczne
ze strony państwa, a jednocześnie zmniejsza jego możliwości ich zapewnienia.
Niesie to zalążki konfliktu społecznego. Jeśli usługi socjalne zostaną
zredukowane zbyt mocno w sytuacji rosnącej niestabilności, to oburzenie
społeczne może prowadzić do fal protekcjonizmu, szczególnie jeśli w ślad
za obecnym boomem nastąpi dotkliwy krach. Może to prowadzić do załamania
na wzór lat 30. W miarę jak spada znaczenie państwa, rośnie potrzeba współpracy
międzynarodowej. Ale tego typu współpraca sprzeczna jest z ideami leseferyzmu
z jednej oraz nacjonalizmu i fundamentalizmu z drugiej strony. Państwo
odgrywa jeszcze inną rolę w rozwoju ekonomicznym: w krajach z niedoborami
własnego kapitału sprzymierzyło się z lokalnymi biznesmenami, którym pomaga
w zebraniu kapitału. Ta strategia powiodła się w Japonii i Korei. /Ale
/ polityczne perspektywy cudownych gospodarek azjatyckich pozostają mroczne.
Każde społeczeństwo potrzebuje pewnych wspólnych wartości. Wartości rynkowe
nie mogą służyć temu celowi, ponieważ odzwierciedlają jedynie to, co jeden
uczestnik gry rynkowej jest gotów zapłacić drugiemu w ramach wolnej wymiany.
Rynek redukuje wszystko, włącznie z istotami ludzkimi (siła robocza) i
przyrodą (teren) do poziomu towaru. Możemy mieć gospodarkę rynkową, ale
nie możemy mieć rynkowego społeczeństwa. Jako dodatek do rynków społeczeństwo
potrzebuje instytucji służących takim społecznym celom, jak wolność polityczna
i sprawiedliwość społeczna. Instytucje takie istnieją w poszczególnych
krajach, ale nie na poziomie społeczeństwa globalnego. Rozwój społeczeństwa
globalnego pozostał w tyle za rozwojem globalnej ekonomii. Jeśli luka ta
nie zostanie wypełniona, to globalny system kapitalistyczny nie przetrwa.
/../ Aby dzisiejszy globalny system kapitalistyczny mógł przetrwać, musi
zaspokoić on potrzeby i aspiracje jego uczestników.
Te obszerne fragmenty artykułów poświęconych krytyce postępującej globalizacji
rynków światowych, dominacji skrajnego liberalizmu i bezwzględnej konkurencji
oraz prywatyzacji, emancypowania się kapitału finansowego i tworzenia globalnego,
otwartego społeczeństwa, zamieszczone tu zostały w charakterze ,,ściągi"
dla specjalistów i polityków, którzy opracowują strategię i logistykę przyszłości
państwa oraz narodu polskiego i których zadaniem jest opiniowanie lub zatwierdzanie
programów z tego zakresu. Chodzi o dostarczenie im ,,w pigułce" materiału,
który uświadomiłby im, że bezkrytyczne przyjmowanie i lansowanie, narzucanych
nam przez naszych zagranicznych partnerów, liberalno - globalistycznych
koncepcji, oznacza gotowość aplikowanie Polsce rozwiązań, które tam gdzie
były stosowane dały złe rezultaty i których np. Unia Europejska w swoich
stosunkach ze światem zewnętrznym stara się za wszelką cenę uniknąć; sama
zaś na własny użytek stosuje je w sposób wybiórczy, często z zastosowaniem
reguł będących zaprzeczeniem tych, które nam zaleca.
IV. Wpływ światowych megatrendów rozwojowych na Unię Europejską
i proces integrowania się z nią Polski.
Ostatni akapit preambuły do ,,Układu ustanawiającego Stowarzyszenie
między Wspólnotami Europejskimi i ich Państwami Członkowskimi z jednej
strony, a Rzecząpospolitą Polską z drugiej strony", zwanego w skrócie ,,Układem
Europejskim" - brzmi: Mając na uwadze fakt, że końcowym celem Polski
jest członkostwo we Wspólnocie, a Stowarzyszenie zdaniem Umawiających się
stron pomoże Polsce osiągnąć ten cel, uzgodniły, co następuje ... Powyższe
sformułowania w odczuciu niespecjalistów nie pozostawiają wątpliwości co
do tego, że:
Po pierwsze - ówczesna Wspólnota przyjmowała zabiegi Polski o członkostwo
jako jednostronną deklarację woli wejścia Polski do przyszłej Unii Europejskiej,
bez udzielania jej jakichkolwiek gwarancji co do praktycznych możliwości
zrealizowania tego dążenia. Późniejsze, mgliste do dziś zapewnienia Unii
o gotowości przyjęcia Polski, nie zmieniają wynikających z tego tytułu
wątpliwości co do wiarygodności tych zobowiązań.
Po drugie - polscy negocjatorzy podpisywali Układ, godząc się z myślą,
że wejście do Unii może oznaczać koniec Polski jako niepodległego i suwerennego
państwa, dla którego dobro i pomyślność własnych jego obywateli jest najwyższym
celem i nakazem zarazem.
Po trzecie - w zasadzie godzili się z góry na wszystkie warunki i żądania
Unii, uznając Polskę, być może podświadomie, za coś w rodzaju niechcianej
masy upadłościowej, a rządy polskie za syndyków, którzy mają za główny
cel jak najszybsze znalezienie kandydatów na nabycie jej w całości lub
jej wybranych przez Unię, najbardziej atrakcyjnych elementów, za niezbyt
wygórowaną cenę. (Nawiązuję tu do tez głoszonych już dawno przez prof.
Józefa Balcerka i dra Wojciecha Błasiaka.)
Za taka interpretacją powołanego wyżej fragmentu preambuły Układu Europejskiego
przemawia fakt, że Polska zgodziła się w ramach tego Układu na jednostronne
dostosowywanie swojego ustawodawstwa do aktualnego i przyszłego ustawodawstwa
Wspólnoty /Unii/ Europejskiej oraz na liczenie się z żądaniami Wspólnoty
dotyczącymi m.in. racjonalizacji, restrukturyzacji oraz ograniczania zdolności
produkcyjnych i produkcji najbardziej konkurencyjnych dla niej sektorów
polskiej gospodarki; ograniczania subsydiowania przedsiębiorstw będących
własnością Skarbu Państwa ze środków publicznych, traktowania przez Polskę
przedsiębiorstw zakładanych na jej terenie przez przedsiębiorstwa i obywateli
Wspólnoty w sposób nie mniej korzystny niż własnych obywateli i przedsiębiorstwa;
zmniejszania ceł i liberalizacji przepływów kapitałowych; dostarczania
Wspólnocie informacji dotyczących gospodarki i państwa; wreszcie także
zacieśnianie współpracy w programowaniu rozwoju gospodarki, w tym zwłaszcza
w takich dziedzinach jak np:
- opracowywanie i planowanie polityki energetycznej,
- zarządzanie i szkolenie kadr dla potrzeb sektora energetycznego,
- zagospodarowanie zasobów energetycznych,
- produkcja energii elektrycznej i gazu,
- opracowywanie ramowych warunków dla współpracy między
przedsiębiorstwami tego sektora,
- przepływ technologii know-how,
- szersze otwarcie rynku energetycznego; usprawnienie przesyłania gazu
i elektryczności.
Problem polega na tym, że Unia jako całość, w praktyce, w stosunkach
ze swoim otoczeniem działa jak kartel, stosujący praktyki monopolistyczne
i nieuczciwą konkurencję. Żąda od nas wprowadzania reform i restrukturyzacji
na zasadach, które są szkodliwe dla naszej gospodarki i zmniejszają jej
międzynarodową konkurencyjność, a których sama nie stosuje. Uwidocznia
to wyraźnie niekorzystny dla nas, bo ujemny, bilans handlowy z krajami
UE. W roku 1997 wyniósł on ponad -10 mld ECU
Poza wzrostem zadłużenia zagranicznego Polski i wynikającymi z tego
tytułu poważnymi zagrożeniami dla naszego bilansu płatniczego tak ogromny
deficyt w naszym handlu z Unią, to także import bezrobocia albo, jak kto
woli, finansowanie przez nas utrzymywania setek tysięcy miejsc pracy w
Unii lub import potencjalnego bezrobocia z Unii.
Istotne z tego punktu widzenia znaczenie ma fakt, że Unia w szerokim
zakresie stosuje: subsydiowanie swojej gospodarki i jej restrukturyzacji
ze środków publicznych, kontygentowanie produkcji i importu; całkowicie
sprzeczne z zasadami wolności gospodarczej i liberalnej gospodarki rynkowej
praktyki w polityce cenowej i w ustawodawstwie gospodarczym. Równocześnie
nam tego wszystkiego coraz bardziej zdecydowanie zabrania. Dotyczy to m.in.
dotowania górnictwa węgla kamiennego. Górnictwo niemieckie otrzymywało
subwencje rzędu 12 mld marek, a w najbliższej przyszłości ma otrzymywać
nadal po kilka mld marek rocznie.
Miarą nierównoprawnych stosunków Polski z Unią Europejską w tym względzie
może być ,,List Rządu Polskiego do Wspólnoty", stanowiący załącznik do
Układu Europejskiego: Rząd Polski oświadcza, że nie będzie powoływać
się na postanowienia Protokołu Nr 2 w odniesieniu do produktów objętych
EWWiS, a szczególnie na postanowienia Artykułu 8, by zakwestionować zgodność
z niniejszym Protokołem porozumień zawartych między przemysłem węglowym
Wspólnoty a firmami energetycznymi i przemysłem stalowym zapewniającym
sprzedaż węgla Wspólnoty.
Czytając ostatnie zdanie z przytoczonego wyżej zapisu trzeba zdawać
sobie sprawę, że dla Unii, broniącej się przed kannibalistyczną już u niej
wewnętrzną konkurencją, jedynym wyjściem jest ekspansja na zewnątrz w tym
na rynek polski. Ponieważ zaś siła robocza i energia w Polsce są wciąż
jeszcze tańsze niż w Unii, więc żąda ona podniesienia u nas cen na energię
i ograniczenia mocy produkcyjnych w tych sektorach, które są dla niej szczególnie
konkurencyjne.
W związku z tym warto sobie też uświadomić jak w ogóle w praktyce funkcjonuje
i skutkuje tak natarczywie lansowana przez neoliberałów idea konkurencji
i jak w rzeczywistości rozumie ten termin Unia Europejska w stosunkach
ze swoim otoczeniem.
Otóż, ujmując rzecz w największym skrócie, można powiedzieć, że nieskrępowana
niczym konkurencja w liberalnej gospodarce rynkowej jest czynnikiem pozytywnym
tylko wówczas, gdy rynek jest nienasycony; naczelnym celem konkurujących
z sobą podmiotów nie jest osiąganie zawsze doraźnego, maksymalnego w danych
warunkach, zysku, a na rynku pracy popyt przekracza podaż. Jeśli choć jeden
z tych warunków nie jest spełniony, konkurencja przemienia się w walkę
o byt i prowadzi do likwidacji wszystkich słabszych podmiotów, aż do momentu
gdy na placu boju pozostanie jeden najsilniejszy.
Z tego punktu widzenia interesujące są poglądy profesora Europejskiego
Kolegium w Brugii, Ricardo Petrella ogłoszone przez niego w 1997 r. na
27-ym Sympozjum Zarządzania w St. Gallen.
Jego zdaniem powszechne dążenie
do coraz wyższej konkurencyjności osłabia proces integracyjny w Europie.
Lekiem na zło globalizacji powinno być zastąpienie konkurencyjności współpracą
i polityczna kontrola rynków finansowych, które dzisiaj coraz bardziej
są zdominowane przez operacje spekulacyjne. Podkreślił przy tej okazji,
że wiara w to, iż globalizacja, konkurencyjność oraz całkowita liberalizacja
i deregulacja rynku są jedynymi właściwymi formami - jest mistyfikacją.
Konieczne według niego jest powstanie międzynarodowej gospodarczo - walutowo
- finansowej rady bezpieczeństwa nadzorującej rynki finansowe.
Zdaniem prof. Petrelli, takiej funkcji nie będzie spełniał w obecnie planowanej
formie unijny bank centralny. Jego przewidywana niezależność od jakiejkolwiek
władzy politycznej w Europie oznacza, że europejskie władze nie będą miały
nic do powiedzenia w kluczowej kwestii centralnych finansów UE, a centralny
bank europejski stanie się prawdziwym i nie kontrolowanym centrum władzy
w Europie. (Anita Błaszczak: Współpraca zamiast konkurencji. ,,Rzeczpospolita"
z dnia 28-29 maja 1997 r.)
W krajach wysoko rozwiniętych nieodłącznym elementem konkurencji staje
się ograniczanie zatrudnienia i płac w rozmiarach powodujących duże bezrobocie.
Dzieje się tak, ponieważ komputeryzacja i automatyzacja usług pozwala na
wykorzystywanie ich do pomnażania kapitału w drodze bezzatrudnieniowego
rozwoju. W związku z tym ten tzw. III sektor (poza rolnictwem i przemysłem
wraz z budownictwem) przestaje być niszą rynku pracy o nieograniczonych
możliwościach zatrudnieniowych, jaką był jeszcze do niedawna w optymistycznych
wizjach twórców koncepcji społeczeństwa postindustrialnego.
V. Postulaty dotyczące potrzeby zmian w strategii i polityce społeczno-gospodarczej
Polski.
Punktem wyjścia do wszelkich działań w tym kierunku musi być ścisłe
zdefiniowanie samego pojęcia ,,polityka". Potrzeba ta wynika z dwóch przyczyn.
Po pierwsze z faktu, że do tej pory termin ten nader często używany był
w charakterze zbitki pojęciowej, o bliżej nieokreślonej denotacji. Najbardziej
dramatycznym i brzemiennym w negatywne skutki tego przejawem było sławetne
powiedzenie Tadeusza Syryjczyka, gdy był on ministrem przemysłu jeszcze
w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, że najlepszą polityką przemysłową jest
brak takiej polityki. Minister Syryjczk zapomniał tylko wówczas powiedzieć,
albo wolał nie mówić, co przy takim rozumieniu polityki, robił w ministerstwie
i jak należałoby nazwać to czym ono się w praktyce zajmowało.
Po drugie - Polska nie ma właściwie do tej pory własnej strategii rozwoju,
a jej bieżąca polityka społeczno-gospodarcza jest w swoich zasadniczych
założeniach jedynie praktyczną aplikacją zadań wyznaczanych przez Unię
Europejską, Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy i OECD oraz
inne międzynarodowe organizacje. Jak określiło to w 1992 r. czasu Konsorcjum
Kanadyjskie, opracowujące studium restrukturyzacji polskiego hutnictwa:
?Polska jeszcze nie określiła polityki rozwoju gospodarczego. Bieżący
kurs rozwoju gospodarczego jest określany przez zobowiązania Polski wobec
Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) w wysiłkach zwalczania inflacji
i utrzymania w miarę stałego kursu wymiany waluty. /../ Podejście polityki
,,wolnej ręki" przy decyzjach zdecentralizowanych i żadanie udzielenia
pełnomocnictw przy rozwiązywaniu głównych problemów rozwoju gospodarczego
wobec ledwie funkcjonujących mechanizmów rynku, odwleka postęp gospodarczy
Polski i tworzenie właściwych instytucji, które w normalnych warunkach
dostarczają oparcia i podtrzymują działania rozwoju gospodarczego.?
Po trzecie - istnieją tendencje by programowanie, będące jednym z atrybutów
polityki każdego państwa, zastąpić prognozowaniem, co jest wprawdzie zgodne
z ideą deregulacji, ale w praktyce oznacza danie wolnej ręki wielkiemu
kapitałowi i kompletne obezwładnienie państwa.
Narastający kryzys światowych finansów i zabezpieczeń społecznych nawet
w najbogatszych krajach świata dowodzi, ze idea nieograniczonej konkurencji
na globalnym rynku światowym, nieregulowanym przez państwa, nie zdaje egzaminu.
Postulujemy w związku z tym przyjęcie tezy mówiącej o konieczności prowadzenia
przez Polskę nadal w szerokim zakresie aktywnej polityki społeczno-gospodarczej,
rozumianej jako zespół celów, które państwo zamierza osiągnąć, jak też
planowane przez to państwo sposoby i środki oraz podejmowane faktycznie
działania, mające tworzyć warunki umożliwiające osiągnięcie w/w celów.
W warunkach zaostrzającej się, bezwzględnej, a często także nieuczciwej
międzynarodowej konkurencji - za konieczne uważamy opracowanie i konsekwentne
realizowanie przez Polskę jasno określonej, długookresowej strategii rozwoju
społeczno gospodarczego i dostosowanej do tej strategii. Polityki. Zgodnie
z Konstytucją - głównymi, nadrzędnymi, celami tej strategii i polityki
powinny być dobro Państwa Polskiego i pomyślność wszystkich obywateli,
a nie interesy i wymagania Unii Europejskiej oraz innych naszych zagranicznych
partnerów. Podstawami do kreowania takiej polityki powinny być nasze własne
potrzeby i możliwości realizacyjne. Programy dostosowawcze nie mogą przewidywać
wprowadzania w Polsce zagranicznych rozwiązań nie dostosowanych do naszych
warunków lub na obecnym etapie rozwoju zbyt dla nas kosztownych.
Dynamika wzrostu gospodarczego powinna przekraczać 7%. Wzrost ten w
większym niż dotychczas stopniu powinien opierać się na intensyfikacji
rozwoju rynku wewnętrznego, a nie głownie tylko na eksporcie. Jednym z
czynników dynamizujących nasz rozwój społeczno-gospodarczy powinien być
wzrost płac realnych i zwiększanie siły nabywczej przedsiębiorstw, co powinno
owocować wzrostem dobrobytu i zmniejszaniem wrażliwości naszej gospodarki
na kryzysy zagraniczne. W handlu zagranicznym w szerokim zakresie powinny
być wykorzystywane instrumenty celne i inne chroniące nasz rynek przed
nierówną i nieuczciwą konkurencją zagraniczną. Szczególnej ochronie powinny
podlegać sektory strategiczne i - jeśli nie aktualnie to potencjalnie -
konkurencyjne dla zagranicy. Do tych sektorów należy zaliczać również rolnictwo.
Wytworzony przez nas kapitał powinien służyć przede wszystkim nam samym,
a nie wyciekać za granicę. Dotyczy to także ogromnych (około 28 mld USD)
rezerw dewizowych, jakie posiadamy. Nie powinny one być w większości lokowane
na niskie stopy procentowe za granicą, lecz inwestowane w kraju, m.in.
dla oddłużenia tych przedsiębiorstw i branż, których nierentowność jest
powodowana w głównym stopniu przez niezawinione przez te podmioty gospodarcze
zadłużenie. Jest to jeden z pewniejszych sposobów szybkiego zwiększenia
dynamiki wzrostu gospodarczego i rentowności całej naszej gospodarki, a
w konsekwencji także zwiększenia dochodów budżetowych.
Nasz zdecydowany protest budzi kontynuowanie przez obecny rząd złych
praktyk poprzednich rządów, polegających na: ograniczaniu regulacyjnych
i opiekuńczych funkcji państwa (przy równoczesnym promowaniu prywatyzacji
sektorów strategicznych i bezzatrudnieniowego wzrostu gospodarczego); wpędzaniu
przez państwo przedsiębiorstw i spółek państwowych w długi, stosowaniu
nieuzasadnionej sztucznej aprecjacja złotówki, utrzymywaniu wysokich stóp
procentowych, tolerowaniu nadmiernego i niepotrzebnego importu, zwiększaniu
biurokracji, wprowadzaniu niemoralnego prawa, podporządkowywaniu narodowych
interesów Polski interesom naszych zagranicznych konkurentów, programowym
ograniczaniu wzrostu płac, rozwarstwianiu społeczeństwa pod względem dochodów
i szans na przyszłość, podwyższeniu wieku emerytalnego dla pracowników
zatrudnionych w szczególnie trudnych i szkodliwych dla zdrowia warunkach,
powiększaniu sfery bezrobocia, ubóstwa oraz bezdomności.
Ujęte w budżecie na rok 1999 wydatki nie zaspokajają nawet absolutnego
minimum rzeczywistych, obiektywnie uzasadnionych, potrzeb całej sfery budżetowej.
W obszarze naszych zainteresowań szczególnie duże braki dają się zauważyć
w dziedzinie płac pracowników ?budżetówki?, emerytur i rent, a także brak
dostatecznie dużych środków na rekompensaty za nie zwaloryzowanie tych
świadczeń w przeszłości oraz na pomoc społeczną, opiekę zdrowotną i oświatę,
naukę, szkolnictwo wyższe, bezpieczeństwo, transport i komunikację; na
tworzenie nowych miejsc pracy i budownictwo mieszkaniowe oraz zapobieganie
klęskom żywiołowym i usuwanie ich skutków.
Budżet w przyjętej przez Sejm wielkości nie tylko nie pozwala na zlikwidowanie
dotychczasowych długów sfery budżetowej, ale grozi nawet zwiększeniem ich
wysokości wzmacniając pętlę zadłużenia. Stwarza to niekorzystne perspektywy
dla tej sfery na przyszłość, szczególnie, że w związku z dokonaną decentralizacją
finansów państwa, odpowiedzialność za realizację większości potrzeb społecznych
finansowanych z budżetu spadnie na samorządy. Wprowadzony przez nową Konstytucję
zakaz zwiększania przez Sejm deficytu budżetowego skazuje komisje sejmowe
i posłów usiłujących usunąć najbardziej bolesne braki na działanie w warunkach
,,krótkiej kołdry". Oznacza to, że każdy wniosek o zwiększenie jakiejś
pozycji w budżecie wymaga wskazania pozycji, którą należałoby o taką samą
kwotę zmniejszyć aby ostateczny bilans zmian wypadł na zero. Taka sytuacja,
przy ogólnym nie dofinansowaniu wszystkich podstawowych potrzeb społecznych
i potrzeb państwa, prowadzi tylko do wewnętrznego konfliktowania Sejmu
i zainteresowanych wspomnianymi wyżej poprawkami grup społecznych, bez
możliwości rzeczywistego ulepszenia budżetu.
Niedobory budżetowe wynikają z jednej strony z przewidzianych podwyżek
cen energii elektrycznej i ciepła oraz lekarstw, a także z realizacji bardzo
kosztownych, niepotrzebnych, reform, których jednym z efektów jest wzrost
liczby pracowników tracących pracę i ludzi korzystających z wcześniejszych
emerytur (w tym także z przedemerytalnych ,,urlopów" górniczych) lub jednorazowych
odpraw oraz różnego rodzaju zasiłków, z drugiej zaś z programowego i wyraźnie
doktrynalnego zmniejszenia wielkości dochodów budżetu m.in. przez ,,schładzanie"
gospodarki, zmniejszenie ceł oraz tolerowanie korupcji, afer gospodarczych
i praktyk prywatnych przedsiębiorców, mających na celu nie płacenie podatków
i świadczeń socjalnych.
Jedną z przyczyn wadliwości budżetu jest jego typowo księgowy charakter
i podporządkowanie jego konstruowania realizacji narzucanych nam z zewnątrz,
skrajnie liberalnych doktryn społeczno-ekonomicznych, a nie rzeczywistych,
najbardziej palących potrzeb rzeczowych naszego społeczeństwa i państwa.
Za niedopuszczalne uważamy programowe zmniejszanie procentowego udziału
budżetu w PKB, w sytuacji gdy w kwotach bezwzględnych, w przeliczeniu na
jednego mieszkańca, zarówno budżet jak i PKB są kilkakrotnie niższe niż
w krajach Unii Europejskiej a dochody większości pracowników najemnych
i rolników - nawet kilkanaście razy niższe.
Dowodami całkowicie nieodpowiedzialnego podchodzenia przez Ministerstwo
Finansów do sprawy opracowania budżetu są: nie przygotowanie na czas ustaw
podatkowych i nie zapewnienie środków finansowych niezbędnych dla sprawnego
finansowania poszczególnych województw, powiatów i gmin, a także nie skonsultowanie
projektu budżetu ze związkami zawodowymi, przed skierowaniem go do Sejmu.
Koncepcje podatku liniowego i wyrównywania powodowanych przez jego wprowadzenie
ubytków w dochodach budżetowych przez rozszerzanie i zwiększanie podatku
VAT oraz akcyzy, uważamy nie tylko za absurdalne, ale i niesprawiedliwe
społecznie. Podobnie negatywnie oceniamy znoszenie ulg budowlanych i inwestycyjnych.
Zbyt szczupły budżet źle rokuje szansom Polski na przyjęcie do Unii
Europejskiej z uwagi na powiększenie naszego cywilizacyjnego i społecznego
zapóźnienia nawet w stosunku do najuboższych krajów zachodnioeuropejskich.
Przedłużanie zaś okresu stowarzyszenia może mieć dla Polski katastrofalne
następstwa, ponieważ tę fazę integracji Unia wykorzystuje na wymuszanie
na nas realizowania szkodliwych dla narodu i państwa polskiego, a bardzo
kosztownych dla naszego budżetu, reform, sama nie ponosząc większych kosztów
z tego tytułu. Wyjątek stanowią niewielkie, bezzwrotne środki pomocowe,
które zresztą w dużej części wracają później do państw Zachodniej Europy.
Unia wyciąga z tego stanu rzeczy ogromne korzyści w postaci przejmowania
za bezcen najbardziej atrakcyjnych elementów naszej gospodarki i wysoko
dodatniego bilansu w wymianie towarowej. Coraz więcej danych wskazuje na
to, że UE nie ma w ogóle ani interesu, ani woli przyjęcia Polski w charakterze
pełnoprawnego członka, mogącego korzystać w pełni z dobrodziejstw budżetowych,
jakie ten status daje obecnie państwom członkowskim. Najważniejszą (choć
nie jedyną) tego przyczyną jest relatywnie niski poziom rozwoju gospodarczego
Polski w ogóle, a sfery budżetowej w szczególności. Najbogatsze państwa
Unii z Niemcami na czele nie widzą interesu w tym aby ze swoich budżetów,
które zaczynają się łamać, finansować niwelowanie różnic dzielących Polskę
od średnich standardów zachodnioeuropejskich - jeśli pozostawienie Polski
na statusie państwa ubiegającego się o członkostwo zapewnia im większe
korzyści niż byłoby to możliwe po jej przyjęciu do Unii. W związku z tym,
nie chcąc abyśmy przedwcześnie sami zrezygnowali ze starań o to członkostwa,
jako warunek przyjęcia naszej akcesji, narzuca nam takie reformy, których
zrealizowanie może na tyle pogorszyć naszą sytuację społeczno-gospodarczą,
aby Unia uzyskała możliwość usprawiedliwienia oddalania przez długie jeszcze
lata przyjęcia Polski jako pełnoprawnego członka.
Na przyszłość należałoby przyjąć zasadę, że podstawowym celem konstytuującym
prace nad budżetem musi być finansowe zabezpieczenie najbardziej zasadnych
potrzeb rzeczowych zarówno społeczeństwa, jak i państwa, rozumianego jako
wspólne dobro wszystkich obywateli. Chodzi o podstawowe potrzeby, na zaspokajanie
których, przy obecnym niskim poziomie rozwoju społeczno-gospodarczego,
uboższej części społeczeństwa w ogóle nie byłoby stać, albo też które ze
względu na swój charakter, z natury rzeczy muszą być zaspokajane w ramach
zorganizowanych działań państwa względnie samorządów. Te ostatnie to np.
bezpieczeństwo publiczne, obronność, administracja publiczna, drogi, oświata,
służba zdrowia, budownictwo mieszkaniowe, inwestycje centralne, pomoc społeczna
itp. Potrzeby te powinny być szczegółowo określane i kwantyfikowane w ramach
założeń polityki społeczno gospodarczej. Założenia te nie mogą być tylko
elementem uzasadnienia ustawy budżetowej. Powinny być jej integralną częścią
i wynikać z przyjmowanej przez Sejm generalnej długofalowej strategii rozwoju
kraju.
Konstruowany na takich zasadach budżet, powinien być konsultowany ze
związkami zawodowymi i zatwierdzany przez Sejm w dwóch etapach - wstępnych
założeń w okresie wiosenno-letnim i w formie ostatecznego projektu w okresie
jesienno-zimowym, jak obecnie.
Konieczne jest określenie społecznie uznanych minimów zaspokojenia wszystkich
rodzajów podstawowych potrzeb socjalnych i państwowych, które powinny być
sfinansowane ze środków budżetowych. Ustalenia te powinny dotyczyć zarówno
rzeczowej jak i finansowej strony powyższych potrzeb, a w tym drugim przypadku
powinny mieć postać nie wskaźników określających procentowy udział danych
wydatków w całości budżetu, lecz konkretnych kwot, wynikających z przyjętych
ogólnych standardów i zaplanowanych do realizacji w danym roku zakresów
rzeczowych poszczególnych potrzeb i prognozowanych cen.
Do tych standardów powinien zostać dostosowany również budżet na rok
1999.
Pierwszoplanowym zadaniem w tym zakresie jest zlikwidowanie zadłużenia
sfery budżetowej.
Źródłami pokrycia zwiększonych potrzeb budżetowych powinny być działania
mające na celu z jednej strony zwiększenia dochodów budżetu, z drugiej
zaś zmniejszenie nieracjonalnych wydatków i niepotrzebnych strat. Z ważniejszych
zadań w tym zakresie zaliczyć należy: zdynamizowanie rozwoju gospodarczego,
rezygnację z reform polegających na zmniejszaniu produkcji i zatrudnienia,
prywatyzacji wysoko dochodowych przedsiębiorstw (spółek), oddłużenie podmiotów
gospodarczych rokujących poprawę rentowności, wykorzystanie dla potrzeb
gospodarki nadmiernych rezerw dewizowych, powiązanie poziomu płac z ekonomiczną
i społeczną efektywnością działalności gospodarczej przy równoczesnym ograniczeniu
horrendalnie wysokich płac menedżmentu; wysokie opodatkowanie luksusowej
konsumpcji i zysków przeznaczanych na cele nie inwestycyjne, oraz bardziej
skuteczną walkę z ,,szarą strefą" i przestępczością gospodarczą, podwyższenie
ceł i przeciwdziałanie niepotrzebnemu importowi.
Szczególnym, ale typowym dla budżetu na rok 1999, przykładem nielegalności,
niegospodarności, niecelowości i świadomego działania na szkodę społeczeństwa
i państwa polskiego - jest zaangażowanie ogromnych środków budżetowych
w realizację niepotrzebnej reformy polskiego górnictwa węgla kamiennego.
Oficjalnie głoszonymi przyczynami konieczności podjęcia tej reformy miały
być: nadprodukcja węgla i zbyt duży, nieopłacalny jegoeksport, nadmierne
zatrudnienie i zbyt wysokie płace górników. To te czynniki miały według
rządowych ekspertów uczynić polskie górnictwo głęboko i trwale nierentownym
oraz doprowadzić do jego katastrofalnie wielkiego zadłużenia. W rzeczywistości
główną przyczyną tego niekorzystnego stanu rzeczy była programowo niekorzystna
dla tej branży polityka cenowo-kosztowa i kursowa państwa. To ona powodowała,
że górnictwo od roku 1990 uzyskiwało ujemny wynik finansowy i zwiększało
swoje zadłużenie. W roku 1997 ujemny wynik finansowy netto wyniósł -2617,3
mln zł. Stało się tak zresztą tylko dzięki uchwalonej w 1997 r. ustawie
o restrukturyzacji jednostek górnictwa węgla kamiennego, która pozwoliła
umorzyć 766,2 mln zł zobowiązań górnictwa. Gdyby nie to, ujemny wynik finasowy
tego sektora wyniósłby -3383,5 mln zł. Zadłużenie ?per saldo? na koniec
1997 r. wyniosło 10,2 mld zł, a koszt jego obsługi 2,5 mld zł przy oprocentowaniu
średnio 26,2%. Z tej ostatniej kwoty górnictwo było w stanie zapłacić tylko
515,3 mln zł. Ale i tak zadłużenie górnictwa per saldo zwiększyło
się w 1997 r. w porównaniu do stanu z roku 1996 o 2,9 mld zł. Utrzymanie
się tej tendencji w latach następnych groziło upadłością całego sektora.
Dlatego, kierując się w tym względzie żądaniami Unii Europejskiej oraz
Banku Światowego - Rząd wysunął koncepcję znacznego zaostrzenia i przyspieszenia
realizowanej już od 1990 r. reformy górnictwa zakładającej z jednej stronie
likwidację na koszt budżetu najmniej efektywnych kopalń i drastyczne zmniejszenie
zatrudnienia oraz wydobycia i nieopłacalnego dla spółek węglowych i kopalń
eksportu węgla, a z drugiej - częściowe tylko oddłużenie spółek i kopalń
węgla kamiennego w znacznej mierze kosztem budżetu państwa i budżetów gmin
górniczych, ZUS, Funduszu Pracy i Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych,
Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, NFOŚiGW oraz
WFOŚiGW. Ocenia się, że tak pomyślana reforma w ciągu kilku najbliższych
lat kosztować ma finanse publiczne około 14 mld zł, przy czym Rząd zamierza
pożyczyć na ten cel 1 - 2 mld USD z Banku Światowego, a więc będzie musiał
później oddać co najmniej 2 - 4 mld USD, tj. około 7 - 14 mld zł. Tak więc
całkowity koszt reformy można szacować na 17 - 21 mld zł, nie licząc strat,
które państwo poniesie na skutek zmniejszonych przychodów z tytułu zmniejszenia
wydobycia i eksportu węgla i konieczności przestawienia energetyki z taniego
krajowego węgla na dużo droższy importowany węgiel lub gaz. W projekcie
budżetu na rok 1999 przewiduje się wydatkowanie na reformę górnictwa ponad
1,5 mld zł. Tych wydatków i całej tej reformy można byłoby uniknąć gdyby
długi ?złotówkowe? o średniej stopie 26,2% spłacić jednorazowo przy pomocy
kredytów dewizowych pozyskanych za pośrednictwem NBP z państwowych rezerw
dewizowych, dotychczas lokowanych za granicą na 6,5% i gdyby górnictwu
państwo umożliwiło, zgodnie z prawem, uzyskiwanie za węgiel sprzedawany
energetyce cen ekonomicznie uzasadnionych. Jak wynika z powyższych danych,
koszt obsługi zadłużenia był prawie równy całemu ostatecznemu ujemnemu
wynikowi finansowemu netto i przeszło 75 procentom faktycznej straty, która
wyniosła 3,4 mld zł. Oznaczało to, że umożliwienie górnictwu uzyskania
rentowności. Osiągnięciu tego celu mają służyć: kontynuowanie częściowego
oddłużenie tego sektora, likwidacja najmniej efektywnych kopalń i drastyczne
zmniejszenie zatrudnienia oraz wydobycia i nieopłacalnego dla spółek węglowych
i kopalń eksportu węgla. Większość związanych z tym wydatków ponieść ma
budżet państwa. Na rok 1999 w budżecie państwa przewidziano na te cele
około 1,5 mld zł. Pozostałe koszty obciążyć mają zasilanych z budżetu wierzycieli
górnictwa.
Ekspert Wolnego Związku Zawodowego ,,Sierpień 80"
Gabriel Kraus