Jesteś w: STRONA GŁÓWNA Opracowania
 
FELIETON ZAMIAST LISTU OTWARTEGO 
ZWIĄZKOWCÓW ,,SIEPNIA 80" DO  LUMINARZY NAUKI POLSKIEJ, W SZCZEGÓLNOŚCI ZAŚ DO WIELCE SZANOWNYCH PANÓW PROFESORÓW: JERZEGO HABERA  i  EDMUNDA MOKRZYCKIEGO
 
Do napisania tego felietonu skłoniło mnie oburzenie związkowców z "Sierpnia 80", na wypowiedzi i postawę, jakie zaprezentowali wymienieni w tytule panowie profesorowie, w wywiadzie przeprowadzonym przez redaktor Annę Paciorek z "Rzeczpospolitej" i opublikowanym następnie w 243 numerze tejże gazety (16-17.10.99) pod znamiennym tytułem "Ratunek w zagranicznych kontaktach". Bezpośrednią przyczyną tych reakcji było wyrażenie przez profesora Habera następującej - i chyba dość szokującej - myśli: ,,Ładujemy pieniądze na zaspokojenie roszczeniowych wystąpień, płacimy odprawy górnikom, rolnikom. Zamiast powiedzieć sobie - trudno, oni już swoje życie przeżyli, nasza przyszłość w dzieciach, zainwestujmy w młodzież, dajmy więcej pieniędzy na naukę".

 Każdy normalny CZŁOWIEK, nie tylko górnik czy rolnik, jeśli przeczyta te słowa i uświadomi sobie ich właściwy sens, to najpierw przetrze oczy i potrząśnie z niedowierzaniem głową, a potem zacznie się zastanawiać jakim CZŁOWIEKIEM jest Pan, Panie profesorze Haber, jakiej ideologii Pan hołduje i CZYM są dla Pana inni ludzie. Chodzi w szczególności o tych, którzy w wyjątkowo trudnych i niebezpiecznych warunkach wypracowywali w nieludzkich  warunkach, za marne pieniądze - dolary m.in. na wyposażenie Pana zakładu w nowoczesną aparaturę. Przecież to m.in. dzięki górnikom mógł Pan odnosić swoje sukcesy naukowe, pracując w komfortowych, jak na ich wyobrażenia, warunkach.

 Co ma znaczyć to Pana powiedzenie, że górnicy i  rolnicy (?) otrzymujący odprawy - "już swoje życie przeżyli". Czy uważa Pan, że wszyscy oni powinni już teraz, od razu, "pójść do piachu", żeby Pan miał więcej pieniędzy na swoje badania; czy też ma się  to dokonać jakoś wolniej, przez wyrzucenie kilkuset tysięcy, albo nawet kilku milionów,  tych "przeżytków" - na bruk lub na "zieloną trawkę", bez żadnych osłon finansowych; żeby ginęli powoli na własna rękę i według własnego gustu. Przecież Pan wie, że opłacalnej dla państwa i prywatnych przedsiębiorców pracy dla nich nie ma i długo jeszcze nie będzie. Bez pracy zaś i bez pieniędzy z odpowiednich osłon, nie tylko nie będą mieli za co jeść, ale nie będą nawet mogli utrzymać swoich mieszkań i przy lada większym mrozie zamarzną, jak tych dwustu nieszczęśników poprzedniej zimy.

 Czy do tych górników i rolników, którzy, jak Pan mówi, już swoje życie przeżyli - zalicza Pan też tych, którzy są jeszcze młodzieżą? A może uważa Pan, że dość już się "nażyli" ci starsi górnicy, których kosztem pieniędzy na naukę, z narażenie własnego życia kiedyś wyciągnęli z zawałów ratownicy górniczy. A tak na marginesie - czy wie Pan jaka jest średnia długość życia górnika i "dożywania" na emeryturze, a także ile jest w tej branży kalek i niezdolnych do żadnej innej pracy?

 W związku z tym jeszcze jedna refleksja godna wzięcia przez Pana pod uwagę. Górnictwo, chłonące niepotrzebnie ogromne pieniądze, które radziłby Pan przeznaczyć raczej na naukę - nigdy nie musiało być i nie musi być teraz nierentowne.  Wręcz przeciwnie, mogło w przeszłości i mogłoby teraz dostarczać całej gospodarce, w tym i nauce - ogromnych pieniędzy z podatków płaconych od uzyskiwanych dochodów. Mogłoby, gdyby nie programowo niekorzystne dla tej branży reformy narzucone nam przez Bank Światowy i Unię Europejską, a realizowane z determinacją godną lepszej sprawy przez wicepremiera Balcerowicza i przez wszystkie kolejne rządy od  1989 r. do chwili obecnej. Czy Pan wie, że przez długie lata to nie polska myśl techniczna była naszym głównym "produktem" eksportowym, lecz węgiel i że to on właśnie dostarczał ponad 20% wszystkich walut wymienialnych, jakie otrzymywaliśmy z eksportu? A dodam, o czym Pan zapewne nie wie, że ten eksport węgla był w przeszłości niezwykle opłacalny

 Wykazałem to dowodnie w szeregu moich opracowań na temat górnictwa, poświęconych m.in temu zagadnieniu. (1 ) Podobnie wygląda sprawa rentowności i wielkości zatrudnienia w rolnictwie oraz "pomocy", którą ten sektor otrzymuje od państwa.

 Jestem uczonym-rencistą, który przez długi czas był związany z górnictwem i znam się dobrze na tym, o czym powiedziałem wyżej na temat rentowności tej branży. Teraz, według Pana kryteriów, przeżyłem już swoje życie i biorę rentę uszczuplającą środki na "urzędową" naukę. Ale  nie sądzę żeby pieniądze, jakie otrzymuję z ZUS'u były społecznie, i z punktu widzenia polskiej nauki - nieefektywne. Wprawdzie polska państwowa nauka mnie ignoruje, a zagraniczni "inwestorzy strategiczni" na pewno woleliby żebym dawno szczezł, ale ratunkiem dla mnie jako czynnego człowieka nauki jest WZZ "Sierpień 80", który organizacyjnie wspiera moją działalność.

 Związek ten, podobnie zresztą jak i niektórzy patriotycznie nastawieni posłowie, korzystając  z moich badań i z eksperckich opracowań Polskiego Lobby Przemysłowego przez kilka lat skutecznie blokował narzucane nam, właśnie przy pomocy współpracy naukowej z zagranicą i zagranicznych kontaktów naszych specjalistów, zabójcze  dla górnictwa i Polski reformy. Podejrzewamy, że te "zagraniczne kontakty" były również powodem, iż nic nie wyszło z poważnego zaangażowania się Związku w próbę "napędzenia" dużych pieniędzy dla nauki i przemysłu zajmujących się chemiczną przeróbką węgla. Celem tych działań było uruchomienie na większą skalę produkcji paliw płynnych z tego surowca i węgla ekologicznego, co mogło na długi czas uratować nasze górnictwo od katastrofy w którą zostało ono przez rząd wpędzone.

 Wielcy zamorscy eksporterzy węgla i Unia Europejska naciskająca Polskę, aby tani rodzimy węgiel zastąpiła dwa razy droższym importowanym z Rosji gazem, są zainteresowani maksymalnym ograniczeniem wydobycia węgla w Polsce i stworzeniem u nas jak największego bezrobocia, a także likwidacją polskiej nauki zorientowanej na bronienie polskich interesów i polskiej racji stanu. W naszym przekonaniu skłonni są finansować  oraz wspierać programowo, organizacyjnie i  logistycznie tylko takie dziedziny badań i takich naukowców, którzy służyć będą skutecznie interesom naszych zagranicznych wrogów politycznych i konkurentów gospodarczych. To wszystko ma osłabić nasze pozycje przetargowe w negocjacjach akcesyjnych z Unią i opóźnić lub wręcz uniemożliwić przyjęcie nas do Unii na pełnoprawnych jej członków. W tych warunkach niektóre udzielane Polsce  zagraniczne środki pomocowe w oczach związkowców z WZZ "Sierpień 80" wykazują znamiona legalnych międzynarodowych łapówek, a wiele "zagranicznych kontaktów" i "owoców" międzynarodowej współpracy naszych naukowców oraz polityków wymaga dokładniejszego przyjrzeniu się przez NIK i UOP czy nie naruszany jest art. 129 Kodeksu karnego.

 Może to zakrawać na paradoks, ale do takich wniosków skłaniają także dwie przytoczone niżej, z omawianego tu wywiadu -  Pańskie wypowiedzi, Panie profesorze Haber:

 1.  "Pan wicepremier Balcerowicz powtarza, że jest patologią, jeżeli cała nauka jest finansowana z budżetu państwa, bo w USA finansuje ją prywatny przemysł. Ale u nas przy prywatyzacji zapomniano o nauce. W sprywatyzowanych przedsiębiorstwach chemii gospodarczej nie zagwarantowano  istnienia laboratoriów badawczych. Wobec tego zachodnie koncerny czym prędzej rozwiązały laboratoria, bo mają własne. Nie ma obecnie możliwości uzyskania środków na badania z prywatnego przemysłu, ponieważ, albo należy on do koncernów zagranicznych, albo jest za słaby.

 2.  "Staram się uratować sytuację w dziedzinie katalizy, lansując tezę, że jeżeli naszego przemysłu nie stać na utrzymanie badań w Polsce, to może stać będzie na to przemysł europejski. Nasze laboratoria powinny wejść w nurt badań europejskich, powinniśmy umiędzynarodowić wszystkie nasze instytucje badawcze. Ja już mam 20% funduszy z Europy".

 W związku z tymi wypowiedziami nasuwa się jedno uzupełnienie i jedna uwaga krytyczna.
 Likwidacja  laboratoriów badawczych służących potrzebom polskiego przemysłu nie jest tylko specjalnością koncernów zachodnich i nie jest powodowana wyłącznie tym, że nasz przemysł jest za słaby aby finansować tego rodzaju działalność w zorganizowanej formie. Dowodem tego może być realizowane już od wielu lat planowe likwidowanie przez kolejne polskie rządy na koszt budżetu państwa resortowych instytutów i  placówek badawczo-rozwojowych. (Vide: projekt budżetu Ministerstwa Gospodarki na  2000 r.)

 Pana logika, Panie Profesorze jest zadziwiająca. Jeśli działające na terenie Polski laboratoria przy przejętych przez zachodnie koncerny przedsiębiorstwach zostały przez te koncerny zlikwidowane, to na jakiej podstawie przypuszcza Pan, że jak wszystkie nasze instytucje badawcze zostaną umiędzynarodowione - i jak przypuszczam przejdą na finansowanie przez zagranicę - to nie spotka ich ten sam los, co wcześniej wspomnianych laboratoriów? Chyba, że wszystkie nasze instytucje badawcze zaczną prowadzić badania, w części za nasze pieniądze, odpowiadające interesom naszych zagranicznych konkurentów. W takim przypadku trudno, aby Pana pomysł zyskał szerokie poparcie polskiego społeczeństwa. Jeśli wielu naukowców myśli podobnie jak Pan, to właśnie to może być przyczyną, iż - jak Pan mówi - "w Polsce nie ma społecznego uznania dla działalności naukowej", a w gabinetach naszych polityków nie wiszą portrety współczesnych uczonych, nad czym Pan tak ubolewał w udzielanym przez siebie wywiadzie.

 Z tych przyczyn takie portrety nie prędko zawisną również w pomieszczeniach Komisji Krajowej WZZ "Sierpień 80", a na pewno nie będą to portrety ani Pana Profesora, ani pana profesora Edmunda Mokrzyckiego. A szkoda, bo ten Związek, jak rzadko który, docenia znaczenie nauki dla realizacji związkowych misji i realizacji polskich interesów narodowych.

 Od ośmiu lat współpracuję - nie  tylko jako działacz Związku, ale także jako jego ekspert - z osobami, które założyły "WZZ Sierpień 80" i do dziś nim kierują. Dlatego mam prawo powiedzieć:  MY zdajemy sobie doskonale sprawę z tego, że obecnie nauka i edukacja są czynnikami decydującymi o tempie i efektywności rozwoju zarówno techniki i produkcji, jak też poszczególnych ludzkich zbiorowości i wchodzących w ich skład jednostek.

  Jesteśmy Związkiem, który w swej działalności na co dzień korzysta zarówno z naukowego dorobku wielu dyscyplin, jak też z dorad i twórczej współpracy wybitnych naukowców oraz specjalistów-praktyków. Dzięki temu mamy możliwość sprawdzania praktycznej wartości wykorzystywanych przez nas teorii, a równocześnie też doświadczamy, nieraz bardzo boleśnie, na własnej skórze skuteczności teorii, które nasi przeciwnicy stosują w walce z nami i w niszczeniu wszystkich tych ludzi i całego tego świata w obronie których my stajemy. Tam gdzie nauka nie nadąża za zapotrzebowaniem na pogłębioną refleksję teoretyczną i specjalistyczne badania czy nowe metody badawcze - sami musimy starać się próbować nadrabiać te braki.

 Dzięki temu cała nasza działalność nabiera w jakimś stopniu charakteru wielkiego "eksperymentu naturalnego" czy - jak kto woli - "terenowego". To coś na kształt drugiego eksperymentu prowadzonego przed siedemdziesięciu laty, pod kierunkiem Eltona Mayo, w zakładach Western Electric w Hawthorne. W wyniku harmonijnej i twórczej współpracy prostych robotników o otwartych umysłach i gorących sercach oraz genialnych, a przy tym uczciwych, ich przywódców - z uczonymi z prawdziwego zdarzenia, rodzi się nowy paradygmat nauk społecznych. Ja osobiście z uczestniczenia w tym eksperymencie mam m.in. taką korzyść, że pracując naukowo na potrzeby WZZ "Sierpień 80" metodą "obserwacji uczestniczącej", czuję się współtwórcą sukcesów odnoszonych przez ten Związek. Mam też to szczęście, że nawet nie przychodzi mi do głowy, aby wzorem Pana, Panie Profesorze Mokrzycki wygłaszać poglądy w rodzaju:

"Nauka w Polsce zginęła". (...) "Polska socjologia miała na świecie dobrą markę dlatego, że zajmowała wysoką pozycję w teorii i metodologii. Ale to się skończyło w 1989 roku. Mimo, że otworzyło się nowe pole badawcze - odkręcanie eksperymentu socjalistycznego. Niestety zapowiedź wielkiego odkrycia spełzła na niczym." (...) "Sam demontaż społeczeństwa socjalistycznego okazał się wyzwaniem niezwykle trudnym." (...) "Można uprawiać socjologię, tylko po co ?"

 Nawiązując do tego ostatniego wynurzenia, można by było wszystkie te, zacytowane wyżej Pana wypowiedzi skwitować trawestacją: "Można publicznie głosić głupstwa, tylko po co ?" Ale w Pana przypadku taki "sztych" polemiczny sprawy nie załatwia. Ja rozumiem, że jest Pan socjologiem sfrustrowanym. Ale mimo to nadal zajmuje Pan stanowisko kierownika Zakładu Socjologii Teoretycznej, i to w nie byle jakiej instytucji, bo w Instytucie Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk. Poza tym organizuje Pan wydział socjologii uniwersytetu środkowo-europejskiego, fundowanego przez George Sorosa. W internecie można znaleźć Pańskie nazwisko na liście tutorów instytucji występującej pod zagadkową dla niektórych nazwą - "Collegium Invisibile". (1 ) Na powyższej liście, liczącej 71 nazwisk, można też odnaleźć takie potęgi umysłowe i wzory cnót naukowych oraz obywatelskich jak Leszek Balcerowicz, Bronisław Geremek, Andrzej Olechowski, Józef Tischner czy Edmund Wnuk-Lipiński. Z tego co wiem, Collegium Invisibile kształci kandydatów na członków polskich elit naukowych politycznych i opiniotwórczych.

 Nie jest więc Pan "zwykłym" socjologiem. Jest Pan jednym z luminarzy polskiej socjologii i mentorem  wielu adeptów tej dyscypliny i wielu innych dyscyplin kształcących przyszłe kadry polityków, dziennikarzy, urzędników i menedżerów. Takiemu człowiekowi, jak Pan nie przystoi głosić tezy o końcu nauki polskiej i braku sensu uprawiania socjologii, uzasadniając te twierdzenia faktem, że "Środowisko akademickie w Polsce przestało czytać, bo musi pracować na kilku etatach, nie ma czasu na czytanie, polemiki i dyskusje, na pogłębioną refleksję."

 Może to i prawda, a na pewno prawda, jeśli chodzi o Pana, bo to przecież  o sobie mówił Pan w przeczytanym przeze mnie i moich związkowych kolegów wywiadzie, że: "ograniczył (...) w znacznym stopniu swoje zainteresowania teoretyczno-metodologiczne", a nieco dalej: "Ciągle chodzą mi po głowie szalone programy badawcze, ale nie mam czasu, bo rozdrabniam się na różne komisje, komitety, ciała doradcze, opiniodawcze i dydaktykę."

 Ale w kontekście wcześniejszych Pana wypowiedzi wcale nie jest sprawą jasną czy to rzeczywiście brak czasu i pieniędzy jest główną przyczyną degrengolady, która staje się Pana udziałem i wielu innych luminarzy polskiej socjologii, ekonomii i nauk politycznych, czy też jest tak, że to właśnie niemoc twórcza i zagubienie się intelektualno-etyczne w nowej rzeczywistości - której nie jesteście w stanie, albo może boicie się, ogarnąć i pojąć - jest tą właściwą przyczyną, która skłania Was do rezygnacji z twórczej pracy na rzecz jej pozorowania lub po prostu administrowania nią. Z tego, co Pan zdecydował się ogłosić światu na łamach "Rzeczpospolitej" za pośrednictwem pani redaktor Paciorek, wynika, że bliższa prawdy jest druga z wymienionych wyżej możliwości.

 Za takim wnioskiem przemawia choćby ten fakt, że przemiany, które dokonują się w Polsce sprowadza Pan do "odkręcania eksperymentu socjalistycznego", a jeśli chodzi o społeczne aspekty tego procesu, to ogranicza je Pan do "demontażu społeczeństwa socjalistycznego". Taki sposób widzenia naszej rzeczywistości przywodzi na myśl nie "szkiełko i oko", lecz raczej - słaby wzrok i krzywe zwierciadło. Daje to powód do przypuszczenia, że nie tylko nie ma Pan czasu na własne obserwacje i badania, ale nie czyta Pan nawet tego co publikuje się w naszej prasie codziennej na temat reform społecznych w kontekście integracji Polski z Unią Europejską i udziału w tych procesach międzynarodowych organizacji finansowych oraz gospodarczych, a także ogólnoświatowych megatrendów rozwojowych oraz gospodarczych, społecznych i politycznych, związanych z rozwojem neoliberalizmu i budową otwartego społeczeństwa obywatelskiego. (2)

 Czy mówiąc o stosowaniu takiego uproszczonego sposobu patrzenia i analizowania tego, co się w Polsce i świecie obecnie dzieje, a także publicznie ogłaszając swoją rezygnację z poważniejszych ambicji badawczych - nie obawia się Pan, że może to zostać w odbiorze społecznym poczytane za uprawianie czegoś w rodzaju intelektualno-etycznego ekshibicjonizmu. Czy nie pomyślał Pan, że przez takie wypowiedzi, w oczach wielu zwykłych ludzi, może Pan skompromitować nie tylko samego siebie, ale także tych którzy wynieśli Pana do piastowanych przez Niego tytułów i urzędów, a w jakimś stopniu - także całe środowisko akademickie ?  A może to nie tylko wynik frustracji ? Może chodzi o podcięcie skrzydeł młodym adeptom nauk społecznych i wytworzenie w nich przekonania, że w Polsce, przy takich mentorach i tutorach, jacy nadają ton polskiej nauce, na wielkie odkrycia nie ma miejsca i jedynym ratunkiem mogą być tylko zagraniczne kontakty lub w ogóle ucieczka za granicę. Ale czy to jest naprawdę dobre wyjście?

 Pan tęsknie wzdycha do minionej epoki, kiedy to polska socjologia miała jeszcze na Zachodzie dobrą markę. Czy jednak nie zastanawiał się Pan dlaczego tak było i dlaczego to wszystko skończyło się w 1989 roku? To ja spróbuję Panu, tak na wszelki wypadek, podpowiedzieć.

 Według mnie przyczyny były dwie. Pierwsza z nich to fakt, że odrodzoną po okresie stalinowskim polską socjologię tworzyli przeszkoleni, przede wszystkim w USA, naukowcy, którzy później twórczo przystosowywali dorobek zachodniej socjologii do potrzeb i możliwości systemu bolszewickiego, humanizując go i równocześnie przygotowując polskie społeczeństwo do przemian, które rozpoczęły się już w latach siedemdziesiątych, a ostatecznie zaowocowały rewolucyjnymi przemianami ustrojowymi w roku 1989 i w latach następnych. Przyczyna druga natomiast to fakt, że socjologia zachodnia przed 1989 cierpiała na głęboki kryzys, wyraźnie nie nadążając za błyskawicznym  postępem, jaki dokonywał się w innych, bardziej ścisłych dyscyplinach naukowych. Gorzej, że nie nadążała również za szybkimi i głębokimi  zmianami, jakie dokonywały się w całym ludzkim świecie, we wszystkich jego dziedzinach.

 Wiele interesujących i społecznie ważnych spostrzeżeń oraz wniosków można znaleźć w zapomnianej już, być może, przez Pana książce: "Czy kryzys socjologii ?", opublikowanej przed ponad dwudziestoma laty. Na wszelki wypadek przypomnę kilka cytatów i tytuł jednego z rozdziałów z tej książki:

 "Historia socjologii jawi się częściej jako historia porażek i zawodów niż jako historia zauważalnego postępu. (...) "Kryzys" jest ostatecznie kryzysem  t e o r i i, z których żadna nie dorasta do rangi "paradygmatu", żadna (nawet funkcjonalizm - wbrew Gouldnerowi - w socjologii zachodniej) nie stwarza "mapy społecznej", której białe plamy mogłyby być spokojnie wypełniane przez wyniki szczegółowych badań. Wina zdaje się leżeć całkowicie po stronie samej socjologii i socjologów, którzy kryzys mieliby już poza sobą, gdyby tylko lepiej myśleli i pracowali. Wszystko zależy tu od ich  n a u  k o w e j  sprawności. (...) Istnieje wszakże drugi sposób  tłumaczenia "kryzysu socjologii (...) Ci, którzy go proponują, zwracają uwagę nie tyle na to, że , socjologia jest niedostatecznie dojrzała, by znaleźć klucz do gotowego już zamka, ile na to, że raz dobrane klucze przestają co pewien czas pasować, ponieważ zmieniają się zamki. (...) posunięty do granic zobojętnienia obiektywizm ("eufemizm socjologiczny", jak pisze Merton) czyni socjologię bezużyteczną społecznie, rezygnujące zaś z wszelkiego obiektywizmu zaangażowanie po prostu ją likwiduje, przekształcając w ozdobnik dowolnych taktyk i sloganów. (3)

 Tyle cytaty. A teraz zapowiadany, a wiele mówiący tytuł rozdziału, który  napisał Stanislav Andresky: "Nauki społeczne jako czary. Dymna zasłona żargonu." (Social Sciences as Sorcery).

 Czy "dobra marka" polskiej socjologii sprzed 1989 r. w środowisku targanym przedstawionymi wyżej wątpliwościami i samokrytycyzmem, to rzeczywiście uzasadniony powód do dumy i dobrego samopoczucia socjologa, którego studia nad socjologią humanistyczną "wytrycha" do otwierania społecznych "zamków" nie stworzyły ? Nie sądzę ! Polska nauka, programowo pozbawiana przez władze państwowe pieniędzy niezbędnych na prowadzenie poważnych badań, skazywana jest na korzystanie z zagranicznych środków. A tych nikt nie da bezinteresownie. Dla przykładu: Soros daje je tym, którzy decydują się prowadzić badania służące budowie globalnego, otwartego, społeczeństwa obywatelskiego, które jest niczym innym jak praktyczną formą realizacji teorii społecznego darwinizmu.  Fundacja im. Friedricha Eberta najchętniej finansuje badania służące temu co eufemistycznie nazywa się integracją europejską, a  dla nas oznacza m.in. zwalczanie związków zawodowych. Najlepszym tego dowodem mogą być sfinansowane przez tę Fundację badania poświęcone ewolucji, której podlegały związki zawodowe, ich cele i funkcje, struktury i zatrudnienie. Badania te zostały przeprowadzone przez Fundację Centrum Badania Opinii Społecznej w 1998 r. Zaowocowały książką pt. "Rozpad bastionu. Związki zawodowe w gospodarce prywatyzowanej." (4) O naukowej i społecznej (a także politycznej) wartości tych badań świadczyć może następujący fakt. Niewątpliwie wysoce profesjonalne i znające się na rzeczy dziennikarki "Gazety Wyborczej" (5 ) zadały profesorowi Juliuszowi Gardawskiemu, jednemu z uczestnków badań i współautorów wspomnianej wyżej książki - wyjątkowo dobrze "socjologicznie" ustawione - pytanie: "Ale czy Sierpień 80 to w ogóle związek zawodowy ? Działa jak desant zrzucany wszędzie tam, gdzie ktoś protestuje. Bez struktur, bez żadnego programu gospodarczego i społecznego, bez liderów umiejących prowadzić negocjacje ..." Na to pan profesor Gardawski:

 "Oczywiście, że to związek. Nie wykształcił silnych struktur centralnych i regionalnych, istnieje głównie na poziomie zakładów. Głosi najprostszy program: bronimy naszej firmy, naszych ludzi. (...) Taki związek może być w pewnych okolicznościach podatny na populistów w rodzaju Wrzodaka. Zawsze się znajdzie ktoś, kto powie: "Ja znam odpowiedź na zagadkę bytu". Tą odpowiedzią może być np. spisek Żydów czy masonów. Jest tylko kwestia, kto pierwszy to powie i potrafi przekonać ludzi do siebie. (...) Związków "ewakuacyjnych" jest w Polsce kilkadziesiąt (a do takich pan profesor zalicza także WZZ "Sierpień 80" - uwaga moja G.K.). Często nie mają one struktur, a jedynie tymczasowe, przejściowe elity. Takim elitom grozi to, że bardzo szybko zaczną się korumpować - samochody, pieniądze ..."

 Co można powiedzieć na takie "dictum"? W takim artykule, już i tak przydługim", chyba tylko tyle, że za moją kilkunastoletnią działalność w NSZZ "Solidarność" dorobiłem się internowania w stanie wojennym, rezygnacji z etatowej pracy naukowej i z udziału w obradach "Okrągłego Stołu" a na początku lat 90' - również z członkostwa w tym związku. Teraz zaś - w "Sierpniu 80" - za swoją działalność naukową dla Związku i za pisanie artykułów do "Kuriera Związkowego" żadnych pieniędzy nie biorę. Natomiast panu profesorowi Gardawskiemu mogę tylkopogratulować, że biorąc pieniądze od Fundacji Eberta, nie dał się skorumpować, i jak widać z cytowanych wyżej wypowiedzi - zachował wyjątkowy ,,obiektywizm naukowy", rzetelność badawczą oraz zdolność do trafnych wniosków i formułowania prawdziwie wizjonerskich uogólnień. Nade wszystko jednak gratuluję mu odwagi cywilnej w publicznym głoszeniu swoich poglądów.

 W związku z tym mam też przyjemność zgodzić się nareszcie z jednym stwierdzeniem Pana, Panie profesorze Mokrzycki; z tym mianowicie, że: "Polska socjologia przekształciła się w dziedzinie badań społecznych w wąskim empirycznym sensie, związanych z praktycznym wymiarem egzystencji społeczeństwa" i że: "Wytworzyła się próżnia intelektualna miedzy badaniami upolitycznionymi i rynkowymi a tymi nielicznymi osobami, które kontynuują dawną socjologię."

 Zgadzam się też z poglądem prof. Leszka Kuźnickiego, że za obecny zły stan nauki w Polsce winę ponoszą nie tylko elity polityczne, ale także ludzie nauki - "środowisko, które w ustroju demokratycznym wielokrotnie okazało się oportunistyczne, zachowawcze i kierujące się interesami partykularnymi. Co gorsze, ludzie pełniący funkcje kierownicze nie potrafili przekonać ani rządu, ani parlamentu, ani społeczeństwa do roli nauki i jej znaczenia dla przyszłości Polski." (6)

 Wypadałoby zakończyć powiedzeniem: "Nic dodać, nic ująć !".  Ale ja mam jeszcze sporo do dodania, tylko że już nie w tym felietonie i być może w innego typu publikacji ...

Katowice,
dnia 14 listopada 1999 r.

1 O tym jakie skojarzenia i refleksje może budzić nazwa rzeczonej instytucji można się dowiedzieć z lektury pisma "Opoka w kraju". Nr 16 (37), luty 1996, str. 9
2 Między innymi: Bronisław Misztal: Adieu monsieur Soros, bonjour Laokoon. "Rzeczpospolita" 22-23 marca 1997 i  George  Soros: Globalne społeczeństwo otwarte. "Rzeczpospolita"  24-26 grudnia 1997 r.
3 Jerzy Szacki: Czy kryzys socjologii ? /w:/ Czy kryzys socjologii ?. Praca zbiorowa pod redakcją J. Szackiego. Czytelnik. Warszawa 1977.
4  Tytuł jak w tekście. Wydawnictwo: Friedrich Ebert Stiftung. Warszawa 1999.
5  Jolanta Koral i Iza Pur Rahnama: Bezpieczne Związki. "Gazeta Wyborcza" 27 sierpnia 1999 r.
6  Leszek Kuźnicki: Kto za to odpowiada. "Rzeczpospolita" 29 listopada 1999 r.


up
Polecamy strony: Trybuna Robotnicza, Polska Partia Pracy, KPiORP
(c) 2000-2001 Biuro KK WZZ Sierpień 80. All Rights Reserved!