Memoriał w sprawie przystosowania polskiego górnictwa
węgla kamiennego do wymogów gospodarki rynkowej
w warunkach transformacji systemowej i integrowania się Polski z Unią Europejską.
Wstęp
Wśród wielkich przemian ustrojowo - gospodarczych oraz
politycznych i społecznych, jakie dokonują się w Polsce od 1989 roku,
ważne miejsce zajmuje restrukturyzacja górnictwa węgla kamiennego. Jej
pomyślna realizacja jest stawiana przez Unię Europejską jako jeden z warunków
przyjęcia Polski na pełnoprawnego członka.
Formalnie potrzebę tego procesu wywołała głęboka deficytowość
produkcji węgla. Pociągała ona za sobą konieczność dużych dotacji z budżetu
państwa. W liberalnym modelu gospodarki rynkowej, jaki budowaliśmy i do
jakiego dążyliśmy w ramach integrowania się z Unią Europejską, na takie
górnictwo nie było miejsca. Wyniki wielu studiów i roboczych opracowań
diagnostycznych, prognostycznych oraz programowych opracowywanych zarówno
przez ekspertów Banku Światowego i Unii Europejskiej, jak też przez ekspertów
rządowych (i to już od początku drugiej połowy lat 80') jednoznacznie wskazywały,
że mamy jak na nasze potrzeby nadmiernie rozbudowane moce wydobywcze i
zatrudniamy w górnictwie za dużo ludzi. To w połączeniu z jednej strony
z ciągłą presją załóg na wzrost płac i polepszanie warunków pracy, a z
drugiej - z pogarszaniem się naturalnych warunków eksploatacji złóż węgla
- prowadziło tych ekspertów i bazujących na wynikach ich prac najbardziej
wpływowych polityków oraz lwią część kręgów opiniotwórczych do wniosku,
że jedynym wyjściem z sytuacji jest jak najszybsze, maksymalne, trwałe
zmniejszenie zdolności produkcyjnych i liczby zatrudnionych górników. Za
najbardziej racjonalną drogę mającą prowadzić do realizacji tych celów
uznano fizyczną likwidację wszystkich najmniej ekonomicznie
kopalń.
Przeciwko górnictwu, niejako "od zawsze" wysuwane były
też zarzuty, że eksploatacja węgla wywiera niszczycielski wpływ na zabudowe
powierzchniową i powoduje zasolenie rzek, a spalanie węgla silnie zanieczyszcza
i zatruwa atmosferę. Na tej podstawie stopniowo i coraz śmielej była
wysuwana, a w części nawet od razu realizowana, koncepcja przestawiania
naszej energetyki z węgla na gaz. Do tych tradycyjnych
zarzutów w ostatnich latach doszedł jeszcze jeden, mianowicie nieopłacalność
eksportu polskiego węgla i opłacalność importu tego surowca, na razie wszędzie
tam, gdzie jego transport jest tańszy niż trasport węgla krajowego. Dla
porządku wypada dodać, że na uzasadnienie konieczności likwidowania polskiego
górnictwa, jako liczącej się branży, były wysuwane i takie argumenty jak
ten, że jest to w ogóle przemysł schyłkowy i że przecież wszystkie kraje
Unii Europejskiej, które kiedyś budowały swoją potęgę gospodarczą i dobrobyt
w oparci o węgiel, dziś już albo całkowicie zlikwidowały swoje górnictwa
węglowe, albo są bardzo daleko w tych procesach zaawansowane.
Na rzecz uzasadnienia i upowszechnienia tego rodzaju opinii
szły ogromne środki zarówno ze źródeł rządowych, jak i zagranicznych. Finansowane
z nich były liczne studia i robocze opracowania diagnostyczne, prognostyczne
i programowe. Organizowane były atrakcyjne szkoleniowe wyjazdy zagraniczne
i szkolenia w kraju. W popularyzowanie wiedzy na temat strat, na jakie
gospodarkę i bużet, a z nimi i całe społeczeństwo naraża nieefektywne
górnictwo, angażowały się z niezwykłą energię i determinacją również największe
liberalne środki masowego przekazu, z "Rzeczpospolitą" i "Gazetą Wyborczą"
na czele.
Na tym tle dość blado i nieefektywnie rysowała się
działalność stosunkowo nielicznej grupy niezależnych ekspertów, polityków
i działaczy związkowych, którzy we wszystkich wymienionych wyżej sprawch
mieli poglądy zdecydowanie odmienne i aktywnie walczyli w obronie polskiego
górnictwa. Reprezentowali oni opinię, i wysuwali na jej poparcie niezbite
argumenty - że branża ta była i jest wysoko dochodowa i że została ona
przez państwo tylko celowo, w sztuczny sposób, uczyniona formalnie
głęboko deficytową, aby powstał pretekst do jej likwidacji i zaspokojenia
w ten sposób żądań naszych zagranicznych konkurentów. Zarzucali kolejnym
rządzącym ekipom niedopuszczenie górnictwa do udziału w swobodnej grze
rynkowej i narzucanie górnictwu zaniżonych administracyjnie cen zbytu węgla,
w sytuacji gdy większość dostawców towarów i usług dla górnictwa mogła
już na nie ustalać dowolnie wysokie ceny. Za niedopuszczalny błąd
uznawali obciążanie cen zbytu węgla podatkiem od wartości dodanej. Następny
poważny zarzut to administracyjne wstrzymywanie eksportu węgla i
obkładanie go wysokim podatkiem obrotowym wtedy, kiedy był on bardzo opłacalny
i sztuczna aprecjacja złotówki w sytuacji gdy wyrażane w dolarach ceny
na węgiel na rynkach światowych spadały, a górnictwo właśnie w oparciu
o te dolarowe ceny zaczynało się rozliczać z energetyką. W ten sposób złotówkowa
wartość węgla sprzedawanego na eksport i energetyce była z regułu zaniżana
o kilka punktów procentowych.
Obrońcy górnictwa poważne zarzuty wysuwali też pod adresem
energetyki, twierdząc, że stosuje ona wobec spólek węglowych i kopalń niedopuszczalne
prawem praktyki monopolistyczne. W ich opinii duża część wykazywanych przez
energetykę zysków pochodzi z wymuszonych na górnictwie cen zbytu węgla
nie pokrywających kosztów jego wydobycia. A przecież węgiel w gospodarce
rynkowej jest takim samym towarem jak energia elektryczna i cieplna. Spółki
węglowe działając na podstawie i w ramach Kodeksu Handlowego nie mogą więc
tego swojego towaru sprzedawać ze stratą.
Dla omawianej tu grupy kontestatorów restykturyzacji w
wydaniu rządowym, ograniczanie wydobycia i eksportu węgla, zamykanie, pozornie
tylko nierentownych, kopalń i zwalnianie setek tysięcy górników - było
nie tylko niepotrzebnym, poważnym i wysoce szkodliwym gospodarczo
i społecznie błędem, ale także działaniem niezgodnym z Konstytucją RP oraz
Powszechną Deklaracją Praw Człowieka i ratyfikowanym przez Polskę Międzynarodowym
Paktem Praw Gospodarczych, Socjalnych. W ich mniemaniu podejmowanie
tego rodzaju działań z inspiracji czy też pod naciskiem i w interesie naszych
zagranicznych konkurentów, ze szkodą dla ineresów Rzeczypospolitej Polskiej,
nadaje tym działaniom znamiona przestępstwa z art. 129 Kodeksu Karnego.
Przewaga, jaką dysponowali zawsze zwolennicy restrukturyzacji
górnictwa pozwalała im stosować wobec swoich przeciwników najskuteczniejsze
w takich przypadkach taktyki - ignorowanie lub piętnowanie, albo ośmieszanie
przeciwnika oraz podnoszonych przez niego krytyk czy protestów i ... robienie
swojego dalej, działając metodą faktów dokonanych.
W takiej atmosferze w ciągu ostatnich dziesięciu lat powstało
szereg kolejnych, coraz bardziej restrykcyjnych, rządowych programów
restrukturyzacyjnych, zakładających ograniczanie zdolności produkcyjnych
kopalń i wydobycie oraz eksportu węgla, a także przewidujących poważne
redukcje zatrudnienia. Obok całkowitej likwidacji licznych kopalń programy
te przewidywały również likwidację mniej efektywnych "ruchów" i pokładów
czy ich partii. Do niedawna jednak autorzy tych programów zapewniali zawsze,
że nie dążą do likwidacji polskiego górnictwa węgla kamiennego, ale tylko
do dostosowania go do warunków rynkowych oraz aktualnego zapotrzebowania
na węgiel, i że ostatecznym celem ich programów jest zapewnienie tej branży
wysokiej ekonomicznej efektywności. Byli nawet i tacy, którzy twierdzili,
że gwarancją dobrych i trwałych perspektyw polskiego górnictwa jest uznanie
go przez Unię za jej przyszłą główną bazę węglową, przynajmniej dla jej
wschodnich terenów.
Wszyscy jednak unikali wychodzenia ze swoimi wizjami programowymi
poza rok 2000. Przyczynę tego, w przypadku każdego kolejnego wprowadzanego
do realizacji programu, ujawniała przykra rzeczywistość: Każda taka próba
po krótkim czasie zamiast poprawy przynosiła takie pogorszenie się sytuacji
finansowej górnictwa i takie straty dla budżetu, że nie było nawet co ekstrapolować
możliwego rozwoju sytuacji poza rok 2000. Z reguły okazywało się,
że nawet przy utrzymaniu górnictwa w roli kotwicy inflacyjnej i nie dopuszczeniu
go w pełni do swobodnego uczestnictwa w grze rynkowej, znacznie mniej kosztowałoby
dalsze dopłacanie do jego działaności z budżetu, gdyby tylko nie zmniejszać
wydobycia i eksportu i nie zamykać kopalń posiadających jeszcze nie sczerpane
do końca zasoby dobrego węgla.
Równocześnie też coraz wyraźniej zaczynała się zarysowywać
i taka możliwość, że górnictwo dosłownie "z dnia na dzień" można byłoby
uczynić rentownym i nic do niego nie musieć dopłacać z budżetu, gdyby
tylko pozwolić mu bezinflacyjnie urealnić ceny węgla dla energetyki i zdjąć
z niego garb ogromnego, w większości przeterminowanego, a równocześnie
także niezawinionego przez tę branżę - zadłużenia. Można to zrobić naprawdę
tanim kosztem spłacając to zadłużenie w całości jednego dnia za pomocą
taniego kredytu pozyskanego z państwowych (nadmiernych) rezerw dewizowych
lokowanych obecnie w dużej mierze za granicą średnio na 6,5%.
Niestety, te na pozór oczywiste prawdy nie przebiły się
dotychczas na szerszą skalę ani do świadomości rządowych programistów i
polityków ani do opinii publicznej. Nadal króluje mit o konieczności likwidowania
polskiego górnictwa. A już do rangi naszego narodowego nieszczęścia urosło
rozpowszechnienie się i wyjątkowo mocne zakorzenienie tego mitu w wyraźnie
liberalnie nastawionych środowiskach postsolidarnościowych i solidarnościowych.
Wielu czołowych dziś polityków i działaczy związkowych należących do tych
kręgów nie ukrywało od dawna, że w zasadzie zgadzają się z koniecznością
poddania polskiego górnictwa daleko idącej restrukturyzacji nastawionej
na likwidację kopalń i redukcję zatrudnienia, pod warunkiem tylko, że dotkniętym
nią ludziom na tyle dobrze się zapłaci, iż sami zgodzą się na zrezygnowanie
z zajmowanych przez siebie dotychczas miejsc pracy w tej branży.
Bazując na takich właśnie postawach, Unia Europejska przy
pomocy zagranicznych i polskich specjalistów, opłaconych pieniędzmi
z PHARE, doprowadziła do opracowania wstępnej koncepcji radykalnej
restrukturyzacji polskiego górnictwa węgla kamiennego. Jej główną realizacyjną
siłą napędową i warunkiem realności, stał się sławetny już dziś i jak się
okazuje dostatecznie atrakcyjny dla wielu górników - "pakiet socjalny".
Na tej koncepcji powstały wyborcze programy reform górniczych Akcji
Wyborczej Solidarność i Unii Wolności, a następnie - przyjęty przez Radę
Ministrów w dniu 1lipca 1998 r. rządowy program pt: "REFORMA GÓRNICTWA
WĘGLA KAMIENNEGO W POLSCE W LATACH 1998 - 2002. Zakładana w nim restrukturyzacja
opiera się w zasadzie na takich samych założeniach, jak we wszystkich poprzednich
programach. W tym sensie więc stanowi ich kontynuację, ale mimo to stanowi
jednak nową jakość. Jest przede wszystkim zdecydowanie wyraźniej doktrynerski
i radykalny. Cechuje go też większy rozmach oraz bezwzględność i
determinacja.
Wprawdzie formalnie obejmuje okres tylko niewiele przekraczający
rok 2000, ale zawiera wystarczające projekcje na lata 2010 i 2020 aby można
sobie wyrobić zdanie o przyświecającej mu generalnej, długofalowej strategii,
jej celach i założeniach realizacyjnych oraz o możliwych skutkach dla całego
najszerzej pojętego otoczenia. (nie tylko dla samego górnictwa, ale
także dla województwa śląskiego oraz dla całej polskiej gospodarki i społeczeństwa.)
Ten program, przez podawane liczby, nie ukrywa już, że
prowadzi do likwidacji polskiego górnictwa węgla kamiennego jako liczącej
się branży. W wyniku jego realizacji:
- sprzedaż węgla ma spaść z poziomu około 190 mln t.
w roku 1988 i 133 mln t. w 1997; do 110 mln t. 2002 r. i około 80
mln t. w 2020 r.
- eksport węgla ma spaść z 43 mln t. w 1984 r. i 31 mln
t. w 1997r; do 20 mln t. w 2002 i 10 mln t. od roku 2007
- zatrudnienie ma zmniejszyć się z ponad 400 tys. pracowników
w1988 r. i 250 tys. w 1997 r.; do 164 - 144 tys. w 2002 r.(138,4 tys. prac.
w końcu 2002 r) i około 77 - 54 tys. pracowników w 2020 r.
- wydajność ma wzrosnąć z około 470 t/rok/prac. w okresie
przed 1989 r. i 561 t/rok/prac w 1997 do 792 t/rok/prac w 2002 i około
1481 t/rok/prac. w 2020.
Program przewiduje znaczne oddłużenie branży, częściowo
jednak kosztem jej wierzycieli i pod warunkiem, że spółki węglowe, które
będą jeszcze czynne, spełnią szereg trudnych do zrealizowania wymogów .
Równocześnia zakłada, że mimo całkowitego uwolnienia cen zbytu węgla, w
ujęciu bezinflacyjnym, na rynku krajowym ulegną one do 2002 r. niewielkiemu
zmniejszeniu z uwagi na niekorzystne zmiany w "strukturze" sprzedaży. Wzrost
realnej wartości płac górniczych ma podlegać tak licznym i tak poważnym
restrykcjom, że można się liczyć z bardzo niskim jego tempem lub wręcz
stagnacją. Wynika to z uzależnienia go od ekonomicznej efektywności, a
rentowność - i to bardzo niewielką - górnictwo jako całość ma uzyskać dopiero
gdzieś od 2000 r.
Aby osiągnąć te wszystkie założone w programie cele trzeba
będzie zlikwidować kilkadziesiąt kopalń i zrezygnować z pozostałych w nich
niewyeksploatowanych lub nieudostępnionych jeszcze zsobów. To miliardy
ton. Z 71 kopalń czynnych jeszcze na początku lat 90' pozostanie
zaledwie kilkanaście, a według szacunków specjalistów Górniczej Izby Przemysłowo
- Handlowej w roku 2025 zasoby operatywne netto skurczą się do około 2,8
mld ton. Kopalnie rokujące dłuższą i opłacalną eksploatację mają zostać
sprywatyzowane, a do czasu ich prywatyzacji w spółkach węglowych ma zostać
wprowadzona instytucja kontraktów menedżerskich.
Realizacja powyższych założeń wymagać będzie ogromnych
nakładów, ktore w związku ze złą kondycją finansową branży, będą musiały
być w lwiej części pokrywane bezpośrednio lub pośrednio przez budżet państwa
i budżety terenowe oraz przez szereg innych instytucji o charakterze ogólnospołecznym.
Chodzi o takie instytucje jak ZUS czy fundusze ochrony środowiska.
Szczegółowszych danych z tego zakresu w tym miejscu nie
przytaczam, podobnie zresztą jak też nie przytaczam informacji dotyczących
osłon socjalnych, zakresu inwestycji, przyjętych w programie sposobów i
harmonogramów realizacji poszczególnych zadań oraz przewidywanych efektów
reformy. Powody tych pominięć, generalnie biorąc są trzy. Pierwszy to niejasność
czy niedostateczna precyzyjność lub wyraźna niepełność niektórych zawartych
w programie konkretnych wyliczeń i propozycji, albo też zbyt wątpliwa
ich realność. Powód drugi, dotyczący głównie "pakietu socjalnego", to -
dodatkowo - jego wyraźna specyfika i powszechna, jak się wydaje, znajomość
rządowych propozycji we wszystkich zainteresowanych tą problematyką środowiskach.
Ale najważniejszy jest powód trzeci, który czyni bezprzedmiotowym szczegółowe
odnoszenie się przeze mnie już tutaj do wszystkich elementów omawianego
programu. Ten powód, to fakt, że już to co zostało przytoczone, w moim
przekonaniu, wystarcza w zupełności do wysnucia wniosku, że w ogóle
nie do przyjęcia są ani faktyczne cele, dla realizacji których został on
opracowany, ani diagnozy, na których zostały oparte jego podstawowe
założenia, ani wreszcie metody, przy pomocy których mają zostać osiągnięte
założone cele.
Zakładany w programie regres, w aktualnej sytuacji ekonomiczno
- finansowej górnictwa i kraju, nie jest żadną metodą uzdrawiania tej branży.
Wiele danych wskazuje na to, że podobnie jak wszystkie poprzednie programy,
oparte na analogicznych założeniach, również i ten doprowadzi do katastrofy,
jeśli nie resztki samego górnictwa ocalałe z "uzdrowieńczego pogromu",
jaki zakłada, to na pewno województwo katowickie wraz z jego mieszkańcami
w pierwszym rzędzie, a w dalszej kolejności także budżet państwa i całą
gospodarkę.
Stawiając tak sprawę trzeba zwrócić uwagę na fakt,
że równocześnie z reformą górnictwa ma być realizowanych szereg innych
równie drakońskich i bardzo kosztownych reform, jak choćby dla przykładu:
reforma hutnictwa i PKP, reforma emerytalna, reforma służby zdrowia i bardzo
istotna dla omawianych tu problemów - reforma administracyjna. Zniszczenie
górnictwa może się tu stać przysłowiowym jajkiem, przy pomocy którego można
"przełożyć" furę. Ta katastrofa może nie mieć tylko charakteru ekonomicznego.
Może mieć również tragiczne aspekty społeczne i polityczne, wykraczające
poza granice naszego kraju.
Z tych wszystkich względów obecny rządowy program restrukturyzacji
górnictwa powinien zostać jak najszybciej odrzucony, a ponieważ poprawić
się go nie da, więc powinien zostać zastąpiony zupełnie nowym.. Ten drugi
powinien stawiać sobie za główne zadanie optymalne przystosowanie polskiego
górnictwa węgla kamiennego nie tylko do wymogów otwartej, liberalnej, gospodarki
rynkowej i integracji z Unią Europejską, ale także - i to w pierwszym rzędzie
- zaspokojenie w możliwie najtańszy sposób potrzeb energetycznych Polski
i zapewnienie dopływu potrzebnych jej dewiz, zachowanie jak największej
liczby miejsc pracy, a równocześnie także uczynienie całej tej branży rentowną,
z korzyścią, a nie stratą, dla budżetu państwa i budżetów terenowych oraz
dla wszystkich dotychczasowych wierzycieli górnictwa. Ten nowy program
powinien zostać przy tym tak ustawiony by górnictwo jako branża strategiczna
na długie jeszcze lata mogło w ręku państwa pozostać ważnym i skutecznym
instrumentem jego aktywnej polityki społecznej i gospodarczej, a równocześnie
by wszyscy obywatele, w tym przede wszystkim także górnicy, mogli uzyskać
w nim swój udział właścicielski i dochodowy. Program ten powinien być budowany
w pierwszym rzędzie z myślą o naszym narodowym interesie, z uwzględnieniem
naszych rzeczywistych potrzeb i możliwości realizacyjnych, a nie dla realizowania
jakichkolwiek doktryn czy też zagranicznych nacisków.
Dotychczasowy rozwój sytuacji w dziedzinie programowania
przyszłości górnictwa węgla kamiennego wskazuje, że obecny program odrzucić
mogą tylko parlamentarzyści lub Trybunał Konstytucyjny, a nowy program
powinni opracować inni autorzy niż ci, którzy byli twórcami wszystkich
dotychczasowych. Dla osiągnięcia tych celów niezbędna jest w obu
tych przypadkach szeroka współpraca niezależnych, polskich, ekspertów oraz
przedstawicieli menedżmentu górniczego i związków zawodowych. Równie niezbędnym
warunkiem jest wymiana informacji i opinii oraz eliminowanie funkcjonujących
dotychczas szkodliwych mitów i stereotypów. Potrzebny jest ponadto
dopływ nowych ogólnych idei i pomysłów. Tego wszystkiego nie załatwią żadne
okazjonalne "stanowiska", "uchwały" czy opracowywane na instytucjonalne
zamówienia i poddane "warsztatowym", naukowym czy dziennikarskim rygorom,
ekspertyzy i artykuły. Obok wszystkich tego rodzaju opracowań potrzebne
są również różne robocze szkice studialne i materiałowe, które stanowiłyby
coś w rodzaju poszerzonych głosów w wolnej i możliwie szerokiej dyskusji
na temat przełamania impasu istniejącego w programowaniu sanacji górnictwa
i stworzenia w końcu dla tej branży naprawdę dobrego programu. Próbą takiego
głosu jest właśnie niniejszy "MEMORIAŁ".
1. Regres polskiego górnictwa węgla kamiennego i jego
konsekwencje finansowe
Polskie górnictwo węgla kamiennego w latach 1989 - 1997
w wyniku realizowanych w tym czasie przemian ustrojowo - gospodarczych
oraz społecznych i politycznych w skali całego Państwa Polskiego, a także
na skutek procesów restrukturyzacyjnych prowadzonych w samej tej branży
- uległo głębokiemu regresowi i od dawna już znajduje się w bardzo złej,
stale pogarszającej się sytuacji finansowej.
Wydobycie węgla zmniejszyło się ze 193 mln. ton w 1988
r. do 137 mln. t. w roku 1997. Eksport oscylował w granicach 32 - 19 mln
t. Natomiast wyraźnemu załamaniu uległo krajowe zapotrzebowanie na węgiel.
W 1988 r. zużycie krajowe sięgało jeszcze 160 mln. t, a w roku 1997
spadło ono już do poziomu 104,4 mln t. W pierwszym półroczu 1998 r.w związku
z bardzo lekką zimą zużycie w stosunku do pierwszego półrocza 1997
r. zmniejszyło się o dalsze blisko 13 mln t, a zapasy węgla na zwałach
w czerwcu 1998 r. wyniosły 7,9 mln t, co w stosunku do stanu z grudnia
1997 r oznacza wzrost prawie o 100% i przekroczenie dopuszczalnej pojemności
zwałowisk.
Stan zatrudnienia w kopalniach w okresie lat 1988 - 1997
został zredukowany z 416 tysięcy pracowników do 238 tys (XII.97)., czyli
zmniejszył się o 178 tys. osób. W pierwszym półroczu 1998 r. odeszło z
kopalń węgla kamiennego dalsze 8 tys. pracowników.
Ten regres polskiego górnictwa węgla kamiennego nie miał
charakteru okresowego załamania, wywołanego niekorzystną koniunkturą. Był
wynikiem programowego i w zasadzie nieodwracalnego ograniczania zdolności
wydobywczych, przede wszystkim w drodze, bardzo kosztownej, całkowitej
lub częściowej, likwidacji kopalń uzyskujących najgorsze wyniki finansowe
i uznanych za trwale nierentowne. W wyniku realizacji kilku kolejnych programów
restrukturyzacyjnych liczba czynnych kopalń zmniejszyła się z 71 do 61,
a kilkanaście dalszych kopalń jest w trakcie likwidacji, przede wszystkim
w ramach łączenia z kopalniami posiadającymi szanse utrzymania się na rynku.
Temu regresowi towarzyszyło pogarszanie się wyników i
sytuacji finansowej. Rok 1997 górnictwo węgla kamiennego zamknęło ujemnym
wynikiem finansowym netto w wysokości -2,6 mld zł, przy uwzględnieniu umorzeń
zobowiązań z tytułu art 7 ustawy o restrukturyzacji finansowej jednostek
górnictwa węgla kamiennego, w wysokości około 0,8 mld zł. Gdyby nie powyższa
pomoc, to strata sięgnęłaby 3,4 mld zł. W pierwszym półroczu 1998
r. straty kopalń brutto i netto szacowane są na około 1,2 mld. zl.
Syntetycznym wykładnikiem wyników finansowych branży za
cały omawiany tu okres może być stan jej zadłużenia. Na koniec 1997 r.
zobowiązania wynosiły 13,3 mld zł; należności 3,1 mld zł, a ujemne saldo
-10,2 mld zł. Coraz większą część zobowiązań górnictwa, to wciąż niespłacane
zobowiązania przeterminowane. W związku z tym koszty obsługi zadłużenia
rosną w sposób lawinowy, na zasadzie reakcji łańcuszkowej. Można szacować,
że obecnie kształtują się one grubo ponad 2,5 mld zł. rocznie. I to one
właśnie ostatnio zaczynają stanowić główną część ujemnego wyniku finansowego
kopalń. Na skutek tego w roku 1997 ujemne saldo zobowiązań i należności
w stosunku do roku 1996 zwiększyło się prawie o 2,9 mld zł, chociaż ujemna
akumulacja na węglu wyniosła tylko -5,55 zł/t (co przy wdobyciu rzędu 137
mln t. daje stratę "tylko" około 760 mln zł.).
W tej sytuacji, gdyby w praktyce przestrzegane były przepisy
Kodeksu Handlowego i prawa upadłościowego, to duża część spółek węglowych
i kopalń już dawno powinna zostać postawiona w stan upadłości, a reszcie
groziło by to w niedługim czasie. Można więc mówić o prawdziwej katastrofie
ekonomiczno - finansowej polskiego górnictwa.
Skalę nieszczęścia i negatywnych skutków, jakie to wszystko
stanowi dla całej gospodarki i społeczeństwa, można sobie w pełni uświadomić
dopiero wówczas, gdy weźmie się pod uwagę fakt, że dająca takie efekty
restrukturyzacja, niezależnie od wykazanych wyżej strat i zadłużenia,
w latach 1990 - 1997, licząc w cenach 1997 r, kosztowała dodatkowo budżet
państwa i wierzycieli, w formie dotacji i różnych ulg oraz umorzeń, więcej
niż wynosi obecne całe zadłużenie tej branży. Oznacza to więc w skali całej
gospodarki dalsze jeszcze kilkanaście miliardów złotych strat. Niestety,
i na tym jeszcze nie koniec, bo należałoby do tego wszystkiego doliczyć
jeszcze kilka miliardów dolarów strat, jakie nasza gospodarka poniosła
w wyniku administracyjnego ogranicznia eksportu węgla, szczególnie w tych
okresach kiedy był on bardzo opłacalny i były właściwie nieograniczone
możliwości jego zwiększania.
2. Geneza i motywacja aktualnego programu
Zamieszczona we wstępie do niniejszego opracowania ogólna
charakterystyka aktualnego rządoweg programu reformy polskiego górnictwa
węgla kamiennego zwracała uwagę na fakt, że jeśli chodzi o generalne
założenia i kierunki planowanej restrukturyzacji, to jest on wyraźną, a
jedynie bardziej radykalną, wersją wszystkich wcześniejszych programów.
W świetle dramatycznie złych efektów, jakie przyniosła realizacja tamtych,
pierwszym pytaniem, jakie się nasuwa przy próbie oceny obecnego, jest pytanie
o przyczyny, które spowodowały, że jego autorzy zdecydowali się nie tylko
powtórzyć, ale nawet pogłębić błędy swoich poprzedników. Bez tego, jak
się wydaje , w ogóle nie można ani dokonać właściwych ocen meritum sprawy,
ani - tym bardziej podjąć ostatecznych decyzji dotyczących tego czy obecny
program powinien być dalej realizowany, czy też odrzucony i zastąpiony
zupełnie nowym. W moim odczuciu wiąże się to ze szczególnymi uwarunkowaniami
zewnętrznymi, jakie towarzyszyły powstawaniu wszystkich dotychczasowych
programów z obecnym włącznie. Dlatego wydaje mi się warto przedstawić tu
choćby w migawkowym skrócie historię "upadku" poprzedniego programu
pt: "Górnictwo węgla kamiennego - polityka państwa i sektora na lata 1996
- 2000. Program dostosowania górnictwa węgla kamiennego do warunków gospodarki
rynkowej i międzynarodowej konkurencyjności" oraz genezę i motywacje,
które zdeterminowały narodziny i ostateczny kształt aktualnie obowiązującego.
Myślę, że można postawić i obronić tezę, że poprzedni
program upadł, bo nie został zaakceptowany ani przez Bank Światowy, ani
przez Unię Europejską, jako zbyt mało restrykcyjny. Bank Światowy dał temu
jednoznaczny wyraz w swoim opracowaniu pt.: "Polska: Analiza strategii
rozwoju kraju i jej wdrażania" (Bank Światowy, Misja Stała: Poland - Country
Strategy and Implementation Review, Warszawa, czerwiec 1996). Stwierdził
on tam m.in., że program ten jest niedość "ambitny". Przewidziany w nim
zakres ograniczeń mocy wydobywczych i likwidacji kopalń, a także zmniejszeń
dotyczących wydobycia i sprzedaży węgla na rynku krajowym i na rynkach
zagranicznych jest niewystarczający. Podobnie zostały ocenione zaplanowane
i realizowane redukcje stanu ztrudnienia. Przy tej okazji wysunięty został
konkretny zarzut, że "nie ma sygnałów co do sposobów w jaki mają być wprowadzone
mechanizmy ograniczania wzrostu płac", które mogłyby skłanić górników do
zmiany rodzaju zatrudnienia. Krytycznie ocenione zostały plany przywrócenia
Odry do stanu żeglowności w celu obniżenia kosztów transportu węgla oraz
wyposażenie kopalń w instalacje do płukania węgla, co mogłoby zapewnić
wyższe ceny zbytu.
W podobnym tonie utrzymany był, opublikowany w sierpniu
1887 r, raport Banku Światowego zatytułowany: "Polska: reformy i wzrost
gospodarczy na drodze do Unii Europejskiej." Jak doniosła "Rzeczpospolita",
zalecał on zamknięcie deficytowych kopalń i przekwalifikowanie górników
do pracy w innych zawodach. W tym samym czasie zespół BŚ pod kierownictwem
Marka Radetzkiego opracował raport pt. "Polski węgiel - droga do ekonomicznego
uzdrowienia.". Jeden z przyjętych w nim wariantów rozwiązań
przewidywał zamknięcie do 2001 r. 28 kopalń i redukcję zatrudnienia o 118
tys. osób. Koszt redukcji w przeliczeniu na jednego zwolnionego miał wynieść
około 33 400 zł. wobec 12 300 zł według omawianego tu poprzedniego
rządowego programu (Trybuna Górnicza z dn. 7 sierpnia 1997 r.).
Te sugestie były kontynuacją nacisków Banku Światowego
wywieranych na rząd polski już od drugiej połowy lat 80', a w szczególności
od początku lat 90' na maksymalne ograniczenie zdolności wydobywczych górnictwa
węgla kamiennego, głównie przez likwidację niedość efektywnych ekonomicznie
kopalń, a także na zmniejszenie wydobycia i sprzedaży rodzimego węgla tak
na rynku krajowym i zagranicznym oraz na drastyczne redukcje stanu zatrudnienia
w tym podsektorze sektora paliwowo-energetycznego.
Z dalszego rozwoju wypadków wynika, że to stanowisko Banku
Światowego pod koniec 1996 r. znalazło pełne poparcie ze strony Unii Europejskiej.
Świadczy o tym m.in. fakt, że w kwietniu 1997 r. pojawił się raport
pt.: " Ocena społecznych, środowiskowych, technicznych i ekonomicznych
aspektów wybranych kopalń węgla kamiennego oraz propozycje konwersji terenów
kopalń", opracowany na zlecenie PHARE przez firmę Montan Consulting GmbH,
przy udziale specjalistów z British Coal Enterprise i polskich. Prezentował
on koncepcję przyspieszonego zamykania kopalń wraz z projektami "pakietów
socjalnych", mających zachęcić górników do dobrowolnego rezygnowania z
pracy w kopalniach. Przedstawione propozycje, mówiły o szansie obniżenia
w ten sposób zatrudnienia w polskim górnictwie węgla kamiennego do roku
2000 o 96 tysięcy pracowników.
Do tego raportu wprost nawiązywał wyborczy "Program uzdrowienia
górnictwa węgla kamiennego" Unii Wolności (Katowice, 1977 r.). W podobnym
kierunku szedł również szczegółowy górniczy program wyborczy AWS
pt.: "Reforma górnictwa węgla kamiennego - problem i obowiązek państwa,
szansa dla regionu." (maj 1997).
Wiele wskazuje na to, że to właśnie to ostatnie opracowanie
stało się podstawą wyjściową do skonstruowania ostatecznej wersji obecnego
rządowego programu. Dlatego warto z tego wcześniejszego (wyborczego) zacytować
te jego fragmenty, które dają najpełniejsze pojęcie o filozofii, którą
się kierowali autorzy obecnego programu oraz o założeniach i celach,
które przyjmowali jako główne wytyczne w swoich pracach nad tym programem.
"Przemysł węgla kamiennego w Polsce rozbudowywany przez
dziesięciolecia w warunkach gospodarki centralnie planowanej był całkowicie
nieprzygotowany do funkcjonowania w systemie rynkowym. Dostosowania górnictwa
węgla kamiennego do wymogów globalnej konkurencji, w warunkach otwarcia
polskiej gospodarki na świat i jej przyszłej integracji z Unią Europejską,
podobnie jak restrukturyzacja całego regionu Śląska i Zagłębia jednego
z głównych regionów przemysłowych Europy, to wielkie przedsięwzięcie konieczne
do planowania i realizacji w skali dziesięcioleci z aktywnym udziałem państwa.
/../ Proces restrukturyzacji Śląska i Zagłębia jest to proces zasadniczej
zmiany cywilizacyjnej w tym regionie. Przemiany dokonywane w procesie restrukturyzacji
górnictwa węgla kamiennego i przemysłu ciężkiego powinny przede wszystkim
prowadzić do stworzenia dziesiątków tysięcy nowych i nowoczesnych miejsc
pracy o wiele wyższej niż dotychczasowe produktywności, które wytrzymałyby
próbę czasu w szybko zmieniających się warunkach. Muszą temu towarzyszyć
przemiany kulturowe./../ (s.3) Nie można również planować zachowań wielkich
grup społecznych uczestniczących zazwyczaj biernie w procesie przemian.
Należy natomiast rozpoznawać ich potrzeby i motywacje oraz promować ich
jako aktywnych uczestników koniecznych i pożądanych zmian.(s 3/4) /../Alternatywnym
rozwiązaniem, realizowanym obecnie, jest dalsze generowanie strat finansowych
obciążających praktycznie budżet państwa i odsuwanie w czasie rozwiązanie
problemu polskiego górnictwa węgla kamiennego. Nie można dalej tracić czasu
na pozorowanie przemian w górnictwie, na niekonsekwencję w postępowaniu
oraz oszukiwanie załóg górniczych, zarządów spółek i władz lokalnych. Ostatnie
kilka lat wykazuje, że obecna ekipa rządowa (chodzi o rząd premiera Cimoszewicza
- dop. mój, G.K.) nie potrafi sformułować sensownego, wykonalnego programu
przekształceń górnictwa. Kolejna mutacja propagandy sukcesu ekipy rządzącej
połączona z zaniechaniem radykalnych przemian w górnictwie i swoistą celebracją
"suwerenności energetycznej" kraju doprowadziły do lawinowego przyrostu
zadłużenia całego sektora węglowego. Spółki węglowe znajdują się w dramatycznej
sytuacji finansowej. W stosunku do niektórych z nich należałoby podjąć
procedurę upadłościową. (s.4) /../Dziś, z perspektywy czasu można ocenić,
że rządowy program restrukturyzacji na lata 1994 - 1995 został skonstruowany
poprawnie. Brak było natomiast woli politycznej dla jego realizacji. (s11)
/../ Istnieje konieczność opracowania nowego programu dla dalszej realizacji
reformy polskiego górnictwa węgla kamiennego. Aktualny rządowy program
nie stwarza warunków dla jego naprawy, a brak podjęcia działań naprawczych
petryfikuje jedynie stare, nieefektywne górnictwo. /../ Przemysł węgla
kamiennego przestał być - a tym bardziej nie będzie w przyszłości lokomotywą
rozwoju gospodarczego kraju. Podobnie stało się w rozwiniętych gospodarczo
krajach Zachodniej Europy. (s.17) /../ Strategia restrukturyzacji górnictwa
wymaga ścisłej integracji z koncepcjami restrukturyzacji gospodarki regionu.
Przełamanie monokultury gospodarczej gmin i subregionów górniczych, tworzenie
nowych miejsc pracy przez aktywizację sektora małych i średnich firm oraz
przyciąganie do regionu inwestorów zewnętrznych wymaga przemyślanej polityki
intraregionalnej, prowadzonej przez władze regionu. Skuteczność integralnie
pojętej restrukturyzacji regionu i górnictwa wymaga decentralizacji państwa
oraz upodmiotowienia województw. Przy obecnej strukturze terytorialnej
państwa i hipercentralizacji decyzji rozwojowych cały ciężar przekształceń
górnictwa spoczywa na władzach rządowych. (s.20) /../ Podstawowym problemem
polskiego górnictwa węgla kamiennego obecnie i w przyszłości jest poziom
zatrudnienia. Trzeba podejmować aktywne działania na rzecz aktywnego zmniejszenia
zatrudnienia w kopalniach, a nie odsuwać rozwiązanie tego problemu na przyszłość
(s.22) /../ ..nadmierne zatrudnienie szacowane jest na ok. 60 tys. osób.
(s.26) /../ Proces integracji Polski z Unią Europejską i samo wstąpienie
w jej struktury będzie wywierało określony wpływ na sytuację polskiego
górnictwa węgla kamiennego. W realizacji procesu reform w górnictwie należy
dostrzegać ten aspekt, aby sytuacja górnictwa węgla kamiennego w Polsce
nie utrudniała procesu integracji.(s.23) /../Celem generalnym dalszej realizacji
przemian w górnictwie węgla kamiennego jest dostosowanie podmiotów gospodarczych
w tym sektorze do efektywnego ekonomicznie funkcjonowania w warunkach gospodarki
rynkowej poprzez znaczące obniżanie kosztu wydobycia węgla.(s.25) /../
Stopniowe wycofywanie się spółek węglowych z najbardziej nieopłacalnego
eksportu węgla kamiennego. (s.26) /../ Działania na rzecz zmniejszenia
zatrudnienia będą możliwe do podjęcia przy pełnej akceptacji związków zawodowych
w oparciu o wynegocjowane instrumenty socjalne. /../ Podwyższenie wysokości
osłon socjalnych do poziomu, który zagwarantuje zmniejszenie zatrudnienia
w sposób akceptowalny społecznie. Osłony socjalne w połowie byłyby finansowane
z budżetu państwa, a w połowie z funduszu restrukturyzacji górnictwa. /../
Dywersyfikacja działalności gospodarczej spółek węglowych w celu tworzenia
alternatywnych miejsc pracy poza górnictwem dla pracowników kopalń. (s.27)
/../ Wobec nadmiernych zdolności produkcyjnych górnictwa szacowanych obecnie
na 10 - 11 mln ton rocznie, konieczne jest dalsze prowadzenie procesu likwidacji
całych kopalń i ich części. Likwidacja będzie dotyczyła kopalń, które uznaje
się za trwale nierentowne oraz części kopalń, w których wyeksploatowano
zasoby węgla lub też eksploatacja odznacza się szczególnie wysokim kosztem.
/../ Decyzje w zakresie likwidacji całych kopalń lub ich części należy
pozostawić zarządom spółek węglowych. Powinny one być podejmowane w nawiązaniu
do wieloletniej strategii działalności górnictwa, którą należy opracować.
/ ../ Wszystkie kopalnie (poza KWK "Bogdanka i KWK "Nowa Ruda") będą zgrupowane
w spółkach węglowych. (s.28) Wykonywanie praw z akcji spółek
węglowych zostanie przekazane osobie prawnej (bez udostępnienia akcji).
/../ Podejmowane będą działania na rzecz powiązań kapitałowych podmiotów
gospodarczych w górnictwie z dużymi odbiorcami i użytkownikami węgla kamiennego.
/../ Ciężar finansowania procesu restrukturyzacji górnictwa węgla kamiennego
powinien ponosić budżet państwa oraz odbiorcy węgla kamiennego. /../ Powinien
zostać utworzony fundusz restrukturyzacji górnictwa węgla kamiennego, który
byłby zasilany opłatą węglową. (s.29) Jej wysokość byłaby ustalona corocznie
w ustawie budżetowej jako procentowy narzut do ceny każdej tony węgla kamiennego
sprzedawanego w kraju. (s.29/30) O ustaloną wielkość opłaty węglowej obniżony
byłby równocześnie podatek VAT na węgiel kamienny. /../ W sytuacji gdy
państwo występuje wobec górnictwa węgla kamiennego w podwójnej roli "właściciela"
podmiotów gospodarczych oraz twórcy reguł gry rynkowej, występuje legitymacja
państwa lub wręcz obowiązek do opracowania i wdrożenia systemu zbytu węgla
w Polsce. (s.30) Konieczne jest radykalne zmniejszenie narastającego zadłużenia
podmiotów gospodarczych w górnictwie dla odzyskania przez nie płynności
finansowej, oraz stworzenia im normalnych warunków funkcjonowania w gospodarce
rynkowej. (s.31)
Jak widać wiele oryginalnych myśli i propozycji tu nie
ma. W przeważającej mierze są one aplikacjami doktryn, koncepcji i rozwiązań
zalecanych nam przez naszych zagranicznych partnerów i konkurentów, mających
nie tylko interesy sprzeczne w wielu dziedzinach z naszymi, ale także inne
problemy i warunki do ich rozwiązywania. To tłumaczy dlaczego przyjęte
w ostatecznej wersji programu rządowego rozwiązania są obarczone tak wielkimi
niedoskonałościami zarówno metodologicznymi, jak i metodologicznymi.
W programie tym pełno jest wieloznacznych ogólników
i bardzo istotnych luk, a równocześnie także wiele w nich wykrętnych stwierdzeń
i klasycznych sofizmatów. Z dotychczasowego przebiegu i efektów realizacji
aktualnego programu rządowego i z tego, co mówią i piszą na temat swoich
zamiarów w zakresie przyszłej restrukturyzacji górnictwa przedstawiciele
obecnej koalicji, wynika, że autorzy tego program często podchodzą
do swoich zadań mało realistycznie, a czasami wręcz woluntarystycznie,
żeby nie powiedzieć - nierzetelnie, bez skrupułów metodologicznych i bez
liczenia się z tym, co mogą sobie o nich pomyśleć ci, którzy będą ich program
czytali, albo - nie daj Boże - będą musieli go realizować. Program ten
już w trakcie tworzenia musiał być wielokrotnie zmieniany, a jego
realność stoi nadal pod poważnym znakiem zapytania, bo nie wiadomo ile
ostatecznie zgodzi się na jego realizację dać pieniędzy Minister Finansów,
który zawsze uważał, że jest on za drogi. A jego realizacja też, jak dotąd,
nie wróży niczego dobrego, bo poza szybką redukcją zatrudnienia dobrych
efektów ekonomicznych nie przynosi. zakładanych.
Wszystko to czyni niemożliwym i bezcelowym krytyczne
ustosunkowywanie się do pojedyńczych, konkretnych, bardzo różnych tez i
propozycji zawartych w obecnym programie. Jedynym sensownym wyjściem jest
przedstawienie samodzielnej, możliwie kompleksowo i syntetycznie ujętej,
analizy oraz diagnozy dotychczasowego rozwoju sytuacji w polskim górnictwie
węgla kamiennego, falsyfikujących, podobnie potraktowane, główne tylko
tezy, założenia i rozwiązania zawarte we wszystkich dotychczasowych i obecnym
rządowych dokumentach programowych, dotyczących bezpośrednio lub pośrednio
przyszłości omawianego tu podsektora energetyki. Jeśli przyszły program
dla górnictwa ma być programem poprawnym pod względem metodologicznym,
to potrzebne są w tym zakresie pewne ogólne konstruktywne propozycje i
postulaty. Podobnie ma się rzecz z celami, na realizację których powinien
być on nastawiony i warunkami, które muszą być uwzględnione i/lub
spełnione, aby realizacja założonych celów była możliwa.
Wśród tych ostatnich ważne miejsce zajmują wspomniane
już poprzednio uwarunkowania międzynarodowe. Tworzą one trzy grupy. Pierwsza
z nich to światowa koniunktura gospodarcza i stosunki polityczne łączące
Polskę z innymi krajami, decydujące bezpośrednio o możliwościach w zakresie
eksportu polskiego węgla i dopływu zagranicznych kapitałów do Polski, a
pośrednio również o tempie, kierunkach i efektywności rozwoju naszej
gospodarki oraz o wielkości krajowego zapotrzebowania na poszczególne nośniki
energii i źródła jego pokrycia. Druga grupa tych uwarunkowań, to światowe
megatrendy rozwojowe w zakresie światowej polityki i programowania strategii
rozwoju ludzkiego świata oraz w zakresie tego, co możnaby nazwać
ideologią menedżerską. I wreszcie grupa trzecia, to konkretne relacje,
jakie zachodzą międy Polską i Unią Europejską w procesie integracji.
To właśnie te uwarunkowania nie pozwalają na to by programowanie
przyszłości polskiego górnictwa węgla kamiennego mogło się dokonywać przede
wszystkim w spółkach węglowych i kopalniach, ściśle według zasad gospodarki
rynkowej i żeby całościowy program tej branży na szczeblu Ministerstwa
Gospodarki był sumą biznes planów wszystkich jej, formalnie samodzielnych,
podmiotów. Te uwarunkowania nie pozwalają też władzom centralnym na zupełnie
swobodne wybory planistyczne i decycje realizacyjne, a co gorsze - jak
dotąd - w mojej opinii opartej na konkretnych dowodach, uniemożliwiały
im kierowanie się w tych wyborach i decyzjach wyłącznie naszymi narodowymi
interesami oraz najbardziej racjonalnymi w naszych warunkach - potrzebami
i możliwościami.
Dopiero po uwzględnieniu tych wszystkich czynników można
sformułować optymalne z punktu widzenia potrzeb górnictwa, gospodarki,
społeczeństwa i państwa, konkretne propozycje dotyczące głównych założeń
przyszłego programu uzdrowienia polskiego górnictwa i jego dalszego, pomyślniejszego,
niż do tej pory, rozwoju.
3. Potencjalne szanse rozwojowe polskiego górnictwa
węgla kamiennego w warunkach gospodarki rynkowej i międzynarodowej konkurencyjności
Chłodna analiza dotychczasowego
rozwoju sytuacji w polskim górnictwie węgla kamiennego prowadzi do wniosku,
że regres, z którym mamy do czynienia, i związana z nim zapaść finansowa
branży - nie są wynikiem żadnych obiektywnych przyczyn ani złej pracy samych
kopalń. Polskie górnictwo węgla kamiennego przez kilkadziesiąt lat po drugiej
wojnie światowej było jednym z głównych filarów, na których wspierała się
cała polska gospodarka. Nie tylko dostarczało jej około 2/3 potrzebnej
energii pierwotnej i 1/5 wszystkich walut wymienialnych pozyskiwanych z
eksportu, ale dawało też stosunkowo dobrze płatną pracę ponad 400 tysiącom
górników. Na potrzeby górnictwa pracowało szeroko rozbudowane "zaplecze"
w postaci przedsiębiorstw górniczego wykonawstwa inwestycyjnego, transportu,
zaopatrzenia i zbytu.
Produkcja węgla w Polsce,
w latach największego rozkwitu górnictwa węglowego, była, w przeciwieństwie
do krajów Zachodniej Europy, działalnością wysoce opłacalną. Formalnie
deficytową czyniły ją tylko sztucznie zaniżane urzędowe ceny zbytu.
Rola, jaką węgiel pełnił w naszej gospodarce i duże możliwości
eksportowania go na bardzo korzystnych warunkach, powodowały, że pełne
urynkowienie naszej gospodarki otwierało przed górnictwem węgla kamiennego
szanse rozwoju nie tylko pomyślnego dla niego samego, ale także efektywnego
z punktu widzenia całej tej gospodarki oraz społeczeństwa i państwa polskiego.
Górnictwo było do tego przygotowane zarówno pod względem ściśle produkcyjnym,
jak też organizacyjnym i kadrowym. Przy odpowiednim wykorzystaniu możliwości
eksportowych i przy przyjęciu za podstawę ustalania cen zbytu węgla na
rynku krajowym - cen transakcyjnych i importowych, mogło ono utrzymać w
latach 1989 - 1992 wydobycie na poziomie 190 - 170 mln. t., a w latach
1993 - 2005 w granicach 150 - 170 mln, z perspektywą ewentualnego
zwiększenia go w latach późniejszych, gdyby uzasadniał to wzrost zapotrzebowania
na rynku krajowym w związku z ogólnym wzrostem gospodarczym i zwiększeniem
się zapotrzebowania energetyki na ten nośnik energii pierwotnej.
Żadna poważniejsza restrukturyzacja do roku 1997, poza
zlikwidowaniem Ministerstwa Górnictwa, nie była tej branży potrzebna. Jedynym
problemem, który wymagał jakiegoś rozsądnego rozwiązania, było znalezienie
optymalnych relacji między wielkością zatrudnienia z jednej strony i wysokością
wynagrodzeń oraz pożądaną stopą rentowności - z drugiej. Z rachunków symulacyjnych
wynika jednak, że i w tym przypadku można było znaleźć rozwiązania o połowę
mniej drastyczne i kosztowne, aniżeli te, które faktycznie zostały zastosowane.
Przy relacjach cenowo - kosztowych, jakie mogły mieć miejsce
w latach 1989 - 1997, w przypadku pełnego urynkowienia górnictwa węgla
kamiennego i utrzymania realnego kursu złotego względem najważniejszych
walut wymienialnych (chodzi o kurs uwzględniający inflację) - branża ta
mogła być przez cały ten czas wysoce rentowna. Rentowność ta mogła być
na tyle wysoka by zapewnić górnictwu, po uregulowaniu przez nie wszystkich
obowiązkowych wpłat na rzecz budżetu państwa i gmin górniczych oraz ZUS
i NFOŚ, środki niezbędne na konieczne inwestycje i likwidację kopalń o
wyczerpujących się zasobach. Przez cały omawiany tu okres kopalnie, gdyby
rozliczenia prowadzone były w skali całego górnictwa węgla kamiennego,
nie musiałyby pożyczyć ani jednej złotówki i dziś zamiast długu per saldo
rzędu kilkunastu miliardów złotych, dysponowały by znacznymi rezerwami
finansowymi. Równocześnie pozyskane dla polskiej gospodarki z eksportu
węgla dewizy (bez żadnego oprocentowania) mogły by być dużo większe niż
wszystkie te kredyty, które Polska, właśnie z braku tych wpływów, zmuszona
została do zaciągnięcia w bankach zagranicznych z Bankiem Światowym i Międzynarodowym
Funduszem Walutowym włącznie.
W tej sytuacji jest więc rzeczą jasną, że górnictwo nie
musiałoby być w żadnej formie subsydiowane ze środków publicznych i ani
Unia Europejska, ani żadna z międzynarodowych organizacji finansowo
- gospodarczych nie miałyby podstaw do wysuwania w tym zakresie zarzutów,
a pod ich pretekstem - również żądań dotyczących zwiększenia zakresu
i przyspieszania likwidacji kopalń oraz ograniczania wydobycia i zatrudnienia.
W latach 1990 - 1997
najważniejsze wskaźniki techniczno - produkcyjne, poza tymi, które bezpośrednio
określone są przez możliwości finansowe kopalń, uległy i ulegają poprawie.
Z moich własnych analiz i z analiz przeprowadzonych przez wielu innych
polskich, niezależnych, ekspertów wynika, że obecna fatalna sytuacja ekonomiczno
- finansowa polskiego górnictwa węgla kamiennego w całości została spowodowana
niewłaściwymi programami restrukturyzacyjnymi i programowo niekorzystną
dla tej branży bieżącą polityką państwa, zdeterminowaną przez
fałszywe założenia narzucone Polsce przez Unię Europejską oraz międzynarodowe
organizacje finansowe i gospodarcze. Najważniejszą i najbardziej negatywną
rolę odegrały tu zupełnie absurdalne tezy o:
"organicznym" niejako nieprzystosowaniu górnictwa węgla
kamiennego do warunków i wymogów gospodarki rynkowej i o oporach lobby
górniczego przeciwko urynkowieniu tej branży,
trwałej nierentowności dużej części polskich kopalń węgla
kamiennego i nieopłacalności jego eksportu - związanych w istotnym stopniu
z rzekomo nadmiernym zatrudnieniem,
znacznej nadprodukcji węgla kamiennego i konieczności zastępowania
węgla kamiennego oraz brunatnego gazem ziemnym,
schyłkowym charakterze górnictwa węgla kamiennego, czego
dowodem ma być jego stopniowa likwidacja we wszystkich krajach Unii Europejskiej.
niemożności dopuszczenia górnictwa węgla kamiennego do swobodnej
gry rynkowej z uwagi na inflacjogenny wpływ wzrostu cen zbytu węgla loco
kopalnia i groźbę uczynienia nierentowną produkcji energii elektryczne
opartej na węglu kamiennym,
możliwości i konieczności uzdrowienia górnictwa węgla kamiennego
oraz zapewnienia mu niezbędnej ekonomicznej efektywności w drodze głębokiej
restrukturyzacji, zakładającej: likwidację formalnie nierentownych kopalń,
ograniczenie zdolności wydobywczych, wydobycia i eksportu węgla oraz wielkości
zatrudnienia, a w przyszłości również prywatyzację kopalń.
Równocześnie pomijane były takie podstawowe fakty
jak:
wszystkie poważne ośrodki prognostyczne przewidują stały
wydatny wzrost zapotrzebowania na węgiel kamienny w skali całego świata
i Europy, a w Polsce, do roku 2020 - około dwukrotny wzrost zapotrzebowania
na ten surowiec ze strony energetyki,
gaz ziemny, w przeliczeniu na zawartą w nim energię cieplną,
jest w przybliżeniu dwukrotnie droższy od węgla kamiennego, a jego
ceny gazu mają wyraźną tendencję wzrostową,
ogromny deficyt w handlu zagranicznym i rosnące koszty obsługi
zadłużenia zagranicznego, z ekonomicznego punktu widzenia czynią absurdalną
ideę zastępowanie przez Polskę rodzimego węgla kamiennego - węglem importowanym,
a tym bardziej - gazem ziemnym.
Unia Europejska i Bank Światowy, wykorzystując nasze słabości
ekonomiczne i polityczne, uzależniają swoją pomoc finansową i przyjęcie
Polski do Unii od realizowania przez polskie władze zabójczych dla naszej
gospodarki oraz dla narodu i państwa polskiego reform w dziedzinie ustawodawstwa
oraz polityki gospodarczej i społecznej, m.in. tych właśnie, które zakładają
rządowe programy restrukturyzacji górnictwa węgla kamiennego i które mówią
o ograniczeniu suwerenności państwa polskiego oraz jego roli w zapewnianiu
wszystkim obywatelom pomyślności i chronieniu narodowych interesów
przed nierówną i nieuczciwą międzynarodową konkurencją.
Takie żądania Unii są sprzeczne z art. 1 Międzynarodowego
Paktu Praw Gospodarczych, Socjalnych i Kulturalnych.
Wymienione wyżej tezy miały charakter samospełniających
się proroctw. Ten charakter nadawały im następujące, stosowane w latach
1989 - 1997 przez wszystkie kolejne rządy, machinacje:
"odgórne" pozbawienie górnictwa węgla kamiennego możliwości
swobodnego uczestniczenia w grze wolnorynkowej, przez utrzymanie
dla tej branży w I półroczu 1990 r. absurdalnie niskich urzędowych cen
zbytu węgla, a w następnych latach administracyjne hamowanie wzrostu, formalnie
wolnych już cen;
przyznawanie górnictwu węgla kamiennego dotacji nie wyrównujących
niezawinionych przez tą branżę strat fnansowych, ponoszonych w wyniku programowo
niekorzystnej dla niej polityki rządu i Narodowego Banku Polskiego,
obkładanie eksportu węgla bardzo wysokim podatkiem obrotowym
i administracyjne ograniczanie jego wielkości w latach 1990 - 1992, kiedy
był on wysoko opłacalny,
obciążanie kosztów wydobycia węgla wysokimi opłatami na rzecz
ochrony środowiska i za eksploatowanie złóż węgla, w sytuacji gdy większość
kopalń pracowała już z dużymi stratami i nie mogła uiszczać tych opłat,
zwiększając przez to swoje zadłużenie,
dopuszczanie przez rząd do stosowania przez energetykę monopolistycznych
praktyk przy ustalaniu cen, na nabywany przez nią od kopalń węgiel - dużo
niższych od kosztów wydobycia,
zliberalizowanie i sprywatyzowanie handlu węglem w takim
stopniu i w taki sposób, że stał się on polem dla zakrojonej na szeroką
skalę zorganizowanej działalności przestępczej,
sztuczna aprecjacja złotówki wydatnie obniżająca opłacalność
eksportu węgla i rozliczanej w dolarach sprzedaży węgla dla
elektrowni,
bardzo wysokie koszty likwidacji kopalń w związku ze stosowaniem
coraz bardziej atrakcyjnych osłon socjalnych dla górników dobrowolnie rezygnujących
z pracy w górnictwie. (Wielu niżej zarabiających pracowników uważa te osłony
za łapówki płacone górnikom za zgodę na likwidację ich miejsc pracy,
które nie są ich własnością.)
obłożenie węgla najwyższą stawką podatku od towarów i usług
w sytuacji, gdy malał popyt na węgiel na rynku krajowym,
nie wykorzystanie dla uwolnienia górnictwa od niezawininych
przez nie długów posiadanych przez państwo nadmiernych rezerw dewizowych
4. Wielkość niezawinionych przez górnictwo strat i
mechanizmy ich powstawania
Na skutek tych wszystkich "odgórnych" i zagranicznych
zabiegów, według wyliczeń Górniczej Izby Przemysłowo - Handlowej zawartych
w opracowaniu pt: "Problematyka niezawinionych strat górnictwa węgla kamiennego
w latach 1990 - 1995"( Katowice, sierpień 1996 r.) - branża ta tylko w
tym okresie, została przez państwo pozbawiona możliwych do uzyskania przychodów
lub wprost skazana na straty rzędu 17,7 mld. PLN. Po odliczeniu uzyskanych
przez górnictwo węgla kamiennego dotacji z budżetu państwa i łącznych skutków
finansowych decyzji administracyjnych Centrum, mających na celu poprawienie
sytuacji finansowej tej branży - jej niezawinione straty wyniosły w tym
czasie 12,3 mld.PLN. Na koniec 1997 r. Izba ocenia te straty, w okresie
od 1990 r, na - odpowiednio 26,8 i 20,0 mld zł.
Najbardziej brzemienne w negatywne skutki finansowe dla
polskiego górnictwa węgla kamiennego było jednak pierwsze półrocze 1990
r. Produkcja węgla, obiektywnie biorąc, była wówczas niezwykle opłacalna
i mogła być wysoce dochodowa zarówno dla samych kopalń węgla kamiennego,
jak też dla całej gospodarki. Nie pozostawiają co do tego żadnej wątpliwości
relacje cenowo - kosztowe z tamtego okresu czasu. Wartość rynkowa polskiego
węgla, mierzona faktycznie uzyskiwanymi cenami transakcyjnymi, wynosiła
wtedy średnio 47,52 PLN/t, a koszt własny jedynie 17,64 PLN/t. Oznaczało
to, że każda złotówka włożona w produkcję węgla mogła przynieść 2,69 PLN,
a na każdej sprzedanej tonie węgla gospodarka polska mogła zarobić około
29,88 PLN czyli 169%. Czyniło to węgiel kamienny, obok węgla brunatnego,
bezkonkurencyjnym na naszym rynku energetycznym, nośnikiem energii pierwotnej.
Przy wydobyciu w I półroczu 1990 r. na poziomie rzędu
75 mln t. nasza gospodarka, jako całość zarobiła wówczas faktycznie
około 2,2 mld PLN.. tj. więcej, niż wyniosła w tym czasie cała "pomoc"
finansowa ze strony Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego
oraz innych zagranicznych źródeł dopływu dewiz razem wziętych. Można tu
jeszcze dodać, że jeśli zastosowałoby się przelicznik na poziom cen z roku
1997 w wysokości 7,669, to kwota zarobiona w I półroczu przez Polskę dzięki
górnictwu, w cenach 1997 wyniosłaby około 16,9 mld PLN.
Ta nieprawdopodobnie duża dochodowość powodowana była
tym, że w owym czasie koszt wydobycia węgla w Polsce był kilkakrotnie
niższy niż w krajach zachodnioeuropejskich i około 2,5 razy niższy od tzw.
cen importowych. W Polsce kształtował się on wówczas na poziomie około
0,85 USD/GJ, podczas gdy w Wielkiej Brytanii wynosił w przybliżeniu 2,7
USD/GJ, a więc około 3 razy więcej, a w Republice Federalnej około 5,68
USD/GJ, tj przeszło 6 razy więcej. Równocześnie koszt wydobycia jednej
tony węgla kamiennego w Polsce był mniej więcej 2,3 razy niższy od kosztu
pozyskania tej samej ilości węgla z dostępnego w naszych portach importu
(1 GJ zawarty w tym węglu musiałby nas kosztować około 1,94 USD). W związku
z tym, nawet uwzględniając ograniczenia popytu na węgiel na rynku krajowym
wywołane recesją i konieczne bonifikaty z tytułu niższej jakości węgla
sprzedawanego przez polskie kopalnie na tym rynku - cena zbytu tego węgla,
oparta na parytecie importowym, loco kopalnia, mogłaby kształtować się
w granicach 38 - 40 PLN. Urynkowienie górnictwa nie mogłoby wymusić znaczniejszego
obniżenia tej ceny z uwagi na duże możliwości eksportowe, przy wspomnianej
wyżej, bardzo korzystnej, cenie 47,52 PLN.
Ówczesna dochodowość produkcji węgla potencjalnie pozwalała
więc nie tylko z dużym zyskiem pokrywać pełne koszty wydobycia kopalniom,
ale umożliwiała także zyskowny transport węgla dla odbiorców krajowych
i zagranicznych oraz godziwy zarobek dla pośredników uczestniczących w
handlu węglem.
Te szanse na pomyślny rozwój polskiego górnictwa węgla
kamiennego w warunkach reform rynkowych zostały zaprzepaszczone przede
wszystkim przez zachowanie dla tej branży na okres całego pierwszego półrocza
1990 r. absurdalnie niskich urzędowych cen zbytu. Ministerstwo finansów
na wniosek Ministerstwa Przemysłu ustaliło ceny zbytu pozwalające kopalniom
na uzyskanie w I półroczu 1990 r. średniej ceny w wysokości
10,57 PLN/t., przy koszcie własnym w wysokości 17,64 PLN/t. Ta cena pokrywała
więc jedynie około 40% ponoszonych przez kopalnie kosztów. Tak wielkich
strat kopalnie nie mogły wyrównać niezwykle opłacalnym eksportem węgla,
ponieważ został on obłożony równie wysokim podatkiem obrotowym, okresowo
sięgającym nawet 80%.
W ten sposób kopalnie węgla kamiennego, zamiast zyskiwać
na jednej tonie węgla około 20 PLN, ponosiły stratę w wysokości 7,07
PLN, a licząc w stosunku do cen zbytu, jakie uczestnicząc swobodnie w grze
rynkowej mogły uzyskiwać - strata wynosiła około 27 PLN/t.
Uzyskiwane w tym czasie dotacje z budżetu nie wyrównywały
tych strat. W I półroczu wyniosły one łącznie 434,3 mlnPLN W wielu kopalniach
dotacje te często nie zapewniały nawet na bieżąco płynności finanansowej,
zmuszając je do zaciągania pożyczek w bankach na bardzo wysoki procent.
W tych warunkach pierwsze półrocze 1990 r. kopalnie zamknęły ujemnym
wynikiem finansowym -54,3 mln PLN.
O znaczeniu jakie dla finansów kopalń miała wówczas konieczność
zaciągania i spłacania kredytów najlepie świadczą obowiązujace wówczas
stopy procentowe. W okresie styczeń - czerwiec 1990 r. stopa kredytu refinansowego
wynosiła: I - 432%, II - 240%, III - 120%, IV - 96%, V - 66%, VI - 48%.
To wtedy właśnie na skutek hiperinflacji wywołanej przez państwo gwałtownymi
podwyżkami z dniem 1 stycznia 1990 r. cen urzędowych i kursu walut wymienialnych
w stosunku do cen z grudnia 1995 r., a także na skutek gwałtownego uwolnienia
cen na większość towarów i usług - kopalnie węgla kamiennego, ze swoimi
absurdalnie zaniżonymi cenami zbytu węgla zostały z winy rządu wpędzone
w pułapkę zadłużeniową, z której nie uwolniły się do dnia dzisiejszego.
Państwo mogło to wszystko zrobić w imię dobra całej gospodarki,
społeczeństwa i państwa, ale nie wolno w związku z tym jego przedstawicielom
dzisiaj mówić o całkowitym i niejako organicznym nieprzygotowaniu górnictwa
do wymogów gospodarki rynkowej oraz o jego, takiej samej, trwałej nierentowności.
Niedopuszczalne jest też formułowanie w programach takich stwierdzeń jak
to, że ukształtował się irracjonalny stosunek załóg do relacji ekonomicznych.
Trzeba w tym miejscu podkreślić, że do ustalenia tak niskich
urzędowych cen zbytu węgla, daleko poniżej kosztów jego wydobywania, nie
było żadnych obiektywnych podstaw. W każdym razie uzasadnieniem dla takiej
decyzji nie mogła być konieczność wywieranie na górnictwo presji w kierunku
obniżania kosztów. Również tłumaczenie, że rząd zmuszony był narzucić kopalniom
tak niskie ceny aby przeciwdziałać inflacji, nie wytrzymuje krytyki. Świadczą
o tym dowodnie takie, wyraźnie inflacjogenne, praktyki rządu, jak: obkładanie
eksportu węgla bardzo wysokim podatkiem obrotowym, wprowadzenie w okresie
późniejszym podatku od wartości dodanej i sukcesywne zwiększanie go aż
do granicy 22 %; obciążanie kopalń wysokimi opłatami eksploatacyjnymi i
coraz wyższymi opłatami na rzecz ochrony środowiska wtedy gdy kopalnie
były już wpędzone w głęboki deficyt i pułapkę zadłużeniową. Oficjalne twierdzenia
rządu o priorytetowym traktowaniu przezeń walki z inflacją zakrawają na
naigrawanie się ze społeczeństwa w świetle podwyżek urzędowych cen energii
elektrycznej, grubo powyżej ścieżki inflacji, w sytuacji gdy energetyka
wykazywała ogromne zyski. Podobnie wygląda sprawa w przypadku zgody na
przestawianie energetyki z taniego węgla krajowego na dużo droższy importowany
gaz ziemny.
W tym kontekście, dla środowiska górniczego nie do przyjęcia
i niesłychanie drażniące były, wyraźnie popierane przez rząd, monopolistyczne
praktyki cenowe uprawiane jeszcze do niedawna przez szereg lat przez energetykę
wobec spółek węglowych i kopalń węgla kamiennego i brunatnego. W ich wyniku
górnictwo straciło na rzecz wysokich zysków energetyki miliardy złotych.
Te straty w części powodowane były też przez sztuczną
aprecjację złotowki.
Sprzedaż węgla dla energetyki odbywała się bowiem w oparciu
o rozliczenia dolarowe. Jeśli kurs dolara nie nadążał za stopą inflacji,
to wartość węgla sprzedawanego energetyce ulegała sztucznemu zaniżaniu.
To samo działo się w eksporcie. Efektem tego była jego
wysoka, choć w rzeczywistości pozorna, nieopłacalność. Formalnie bowiem
nieopłacalny był on tylko dla kopalń. W roku 1997 średnia cena węgla eksportowanego
wynosiła tylko 97,47 zł, podczas gdy w sprzedaży krajowej osiągała wysokość
126,18 zł, przy średnim jednostkowym koszcie wydobycia równym 125,59 zł.
W I półroczu 1998 r. relacje te kształtowały się odpowiednio: 90,68 zł,
136,27 zł i 151,31 zł. Ale warto wiedzieć, że tak to wyglądało tylko wtedy
gdy kopalnie eksportowały węgiel przy pomocy pośredników. W eksporcie
realizowanym bezpośrednio przez własne biura sprzedaży w 1997 r uzyskiwały
128,93 zł/t, a w pierwszym półroczu 1998 r . 138,17 zł/t. Krótko mówiąc
w eksporcie bezpośrednim uzyskiwały ceny wyższe niż średnio w kraju.
Mówiąc o tych problemach, nie wolno jednak zapominać,
że opłacalności eksportu węgla nie można oceniać wyłącznie tylko na poziomie
jego bezpośrednich producentów i aktualnej jego jakości. Analizy z tego
zakresu muszą być dokonywane z jednej strony z uwzględnieniem rachunku
ciągnionego, obejmującego wkład i zyski wszystkich uczestników tej
formy sprzedaży, a z drugiej z uwzględnieniem rachunku kosztów uniknionych,
związanych z koniecznością zastąpienia dewiz nie pozyskanych w drodze eksportu
węgla - zagranicznymi pożyczkami. W tym ostatnim przypadku koszt może siękazać
kilka
razy większy niż formalna strata ponoszona przez kopalnie na eksporcie.
5. Dylematy i konieczne refleksje, związane
z odpowiedzialnością za właściwe programowanie przyszłości górnictwa
Specjaliści biorący udział w pracach nad nowym programem
i ci politycy, którzy będąoceniali program dotychczasowy, muszą -
w świetle przedstawionych wyżej faktów - zdać sobie nareszcie sprawę z
tego, że powtarzając komunały o faktycznej, trwałej czy "organicznej",
nierentowności polskiego górnictwa węgla kamiennego oraz dużej liczbie
kopalń wymagających zamknięcia - po upowszechnieniu niniejszego "MEMORIAŁU.."
- jawić się będą wszystkim uczciwym i umiejącym myśleć ludziom albo jako
bardzo nieporadni intelektualnie, albo jako świadomie i cynicznie usiłujący
wprowadzać w błąd opinię publiczną, służąc obcym interesom ze szkodą dla
naszych narodowych interesów. Podobnie wyglądać będzie sprawa z twierdzeniami
o nieopłacalności eksportu węgla i konieczności ograniczania wydobycia
oraz zdolności produkcyjnych kopalń i zmniejszania zatrudnienia.
Wszyscy zainteresowani problematyką programowania przyszłości
górnictwa muszą też przyjąć do wiadomości - albo odpowiednio docenić -
kilka innych, niesłychanie ważnych, a już nie tak oczywistych, prawd, dotyczących
roli i zadań współczesnego państwa oraz wpływów, jakie na jego politykę
mogą wywierać niekorzystne uwarunkowania międzynarodowe. To samo można
powiedzieć na temat metod programowania i zasad obowiązujących przy ustalaniu
głównych celów przy opracowywaniu programów oraz osobistej odpowiedzialności,
jaką za jakość tych programów ponoszą wyżsi urzędnicy państwowi. Konieczność
poruszenia tych problemów w niniejszym "MEMORIALE.." wynika z faktu,
że analiza dotychczasowych programów wskazuje wyraźnie na poważne braki
w tym zakresie ze strony ich autorów lub też na ich niedopuszczalną niefrasobliwość.
Zasadnicze zmiany w układzie sił politycznych w Polsce,
jakie przyniosły wrześniowe wybory parlamentarne w 1997 r, zbiegły się
z dramatycznym przesileniem ekonomiczno - finansowym do jakiego doszło
w tym samym czasie w górnictwie węgla kamiennego.
Sektor ten według oficjalnych danych, formalnie, nigdy
nie był rentowny, ale realizacja opracowanego w 1995 r. programu restrukturyzacji
na lata 1996 - 2000 pogorszyła jeszcze bardziej sytuację w tej dziedzinie,
doprowadzając większość kopalń do skraju bankructwo i groźby ich
fizycznej likwidacji oraz drastycznych redukcji stanu zatrudnienia.
Urzeczywistnienie się tych niebezpieczeństw w ich ostatecznych
formach oznaczało by niewyobrażalnie wielkie straty nie tylko dla
samego górnictwa i zatrudnionych w nim ludzi, ale także dla całej gospodarki,
społeczeństwa i państwa. Zasadniczemu i bezpowrotnemu zmniejszeniu musiał
by ulec majątek trwały tego sektora, którego wartość odtworzeniową można
szacować na około 28 mld. USD (nie uwzględniając kosztów wynikających z
oprocentowania koniecznych kredytów). W związku z tym ogromne straty ponieśliby
wszyscy wierzyciele. Znacznemu zmniejszeniu musiałaby ulec wielkość i wartość
produkcji oraz wpływów dewizowych uzyskiwanych z eksportu węgla. Ponadto
powstałaby zapewne konieczność importowania dużych ilości węgla i wydatnego
zwiększenia importu gazu, co mogłoby z kolei powiększyć już i tak ogromny
deficyt w naszej wymianie handlowej z zagranicą i stworzyć poważne zagrożenia
dla bilansu płatniczego. Masowe redukcje zatrudnienia, obejmujące od
stu kilkudziesięciu do dwustu tysięcy pracowników, w obrębie jednego tylko
województwa - musiałyby spowodować poważne pogorszenie sytuacji na rynku
pracy i mogłyby wywołać ostre protesty społeczne z strony związków zawodowych
oraz bezrobotnych.
Są dane by przypuszczać, że istnieje grupa polityków i
menedżerów, nie tylko związanych z samym górnictwem - zainteresowanych
z różnych względów wykorzystaniem tych wszystkich zagrożeń jako argumentów
mających przekonać władze i opinię publiczną o tym, że jedynym wyjściem
w tej sytuacji jest prywatyzacja, z udziałem inwestorów strategicznych,
tych nielicznych kopalń, które rokują jeszcze jakieś szanse na przetrwanie
w warunkach gospodarki rynkowej. Oznaczałoby to powtórzenie do cna już
skompromitowanych w przeszłości praktyk planowego doprowadzania dobrych,
nowoczesnych przedsiębiorstw, będących własnością państwa, do finansowego
krachu, po to tylko, żeby "obiektywną" koniecznością stało się sprzedanie
ich za bezcen zagranicznemu inwestorowi strategicznemu, oczywiście po to
aby chociaż niewielkiej części załogi zapewnić pracę. Tak stało się w przypadku
Fabryki Samochodów Małolitrażowych i Huty Warszawa oraz wielu innych wielkich,
polskich, przedsiębiorstw państwowych. Na taką drogę wprowadzono też Stocznię
Gdańską i tylko wyjątkowy, polityczny, charakter tego zakładu, jako kolebki
"Solidarności", oraz masowe protesty społeczne uchroniły ją przed ostateczną
likwidacją i zlicytowaniem jej resztek z udziałem spekulacyjnego kapitału
zagranicznego. Są podstawy by podejrzewać, że tak natarczywie wymuszana
na nas przez Unię Europejską drastyczna redukcja zatrudnienia w polskim
górnictwie na koszt naszego budżetu i podatników, to nic innego jak robienie
w polskich kopalniach miejsca dla produkowanych w krajach zachodnioeuropejskich
wysoko wydajnych, ale bardzo drogich maszyn i urządzeń górniczych,
których unijni wytwórcy nie mają gdzie sprzedać, bo swoje górnictwa, m.in.
na skutek ich przemechanizowania, już dawno uczynili nieefektywnymi i musieli
je w większości zlikwidować. Jeśli nasze kopalnie i centrale eksportowe
zostaną sprywatyzowane i to z udziałem kapitału zagranicznego, to można
mieć pewność, że nasze kopalnie zarżnie do końca import zachodnich
maszyn i urządzeń, a o eksporcie węgla będziemy mogli zapomnieć.
W przekonaniu, iż górnictwo węgla kamiennego jest przez
polskie władze w sposób programowy doprowadzane do tragicznej sytuacji
finansowej, mającej uzasadniać planowane, wbrew wszelkim racjonalnym zasadom
ekonomicznym i społecznym, drastyczne ograniczenie wydobycia, eksportu
i mocy produkcyjnych oraz stanu zatrudnienia, utwierdza fakt, że poprzednie
rządy nie zgodziły się ani na zdjęcie z górnictwa węgla kamiennego niezawinionych
przez nie długów, ani na uzyskanie ekonomicznie uzasadnionych cen
zbytu węgla dla energetyki, co było prostymi, a nieodzownymi warunkami
jego samodzielnego wyjścia z obecnej zapaści i uchronienia się od wszystkich
wymienionych poprzednio zagrożeń. Uchwalona przez Sejm w sierpniu
1997 r. ustawa o finansowej restrukturyzacji górnictwa również nie stwarzała
żadnych realnych szans na jakieś zasadnicze i trwałe poprawienie kondycji
finansowej tego sektora oraz wyeliminowanie grożących mu niebezpieczeństw.
Jedyną drogą, jaka w tych warunkach pozostała do ratowania
górnictwo przed ostateczną katastrofą, to jest przeznaczenie na jego uzdrowienie
wielokrotnie większych od obecnych - środków budżetowych. To jednak jest
nierealne nie tylko ze względu na chroniczne niedobory, na jakie cierpi
budżet państwa, ale także z uwagi na coraz bardziej kategoryczne żądania
Unii Europejskiej, aby Polska jak najszybciej, maksymalnie, ograniczała
subwencjonowanie gospodarki ze środków publicznych.
Obecne władze stanęły więc przed nie lada problemem -
jak uchronić polskie górnictwo i całą gospodarkę przed grożącymi im niebezpieczeństwami,
nie angażując większych środków budżetowych i nie narażając się Unii Europejskiej
ani też nie wywołując nadmiernej inflacji w wyniku gwałtownych podwyżek
cen zbytu węgla loco kopalnia. Rząd wprawdzie zapowiada znalezienie takich
rozwiązań w ramach obowiązującego obecnie nowego programu restrukturyzacji
górnictwa węgla kamiennego, ale z tego co do tej pory przeniknęło w tej
materii do opinii publicznej i co na ten temat mówi się i pisze w środkach
masowego przekazu - nie wynika, aby zapowiedzi te zostały zrealizowane
i żeby przyniosły naprawdę pozytywne rezultaty z punktu widzenia naszych
dobrze pojętych interesów narodowych.
Sprawę komplikują jeszcze dodatkowo, z jednej strony -
żądania naszych zagranicznych partnerów dotyczące zasadniczej i radykalnej
reform całego naszego systemu zabezpieczeń społecznych, a z drugiej -zobowiązania
wyborcze AWS w zakresie uwłaszczenia społecznego. W obu tych przypadkach
górnictwo węgla kamiennego, potencjalnie, ma do spełnienia bardzo ważną
rolę. Ale jaka będzie to rola w praktyce, to będzie w decydującej mierze
zależało od tego jaką ono będzie miało wartość rynkową, a dokładniej mówiąc
- czy i jak wielkie będzie przynosiło zyski, czy też pozostanie deficytowe.
Nie jest też rzeczą obojętną czy pozostanie ono własnością Skarbu Państwa
czy też wejdzie w skład jakichś funduszy emerytalnych czy wreszcie stanie
się, choćby w części, własnością prywatną i to jeszcze z udziałem kapitału
zagranicznego. Konsekwencje powstania każdego z możliwych w tym zakresie
układów mogą być bardzo daleko idące.
I nie chodzi w tym przypadku jedynie o proporcje w podziale
ewentualnych zysków i sposób ich wykorzystania, czy też o wielkość obciążeń
z tytułu konieczności angażowania potrzebnych kapitałów inwestycyjnych.
Chodzi także o rodzaj i zakres wpływów, jakie państwo będzie mogło
wywierać na funkcjonowanie i rozwój tej branży już w niedalekiej przyszłości.
Istnieje realne pytanie czy będzie ono mogło prowadzić w tych zakresach
aktywną politykę w oparciu o jakieś konkretne programy, czy też będzie
się musiało ograniczyć jedynie do stymulacji i prognozowania w oparciu
o stanowione przez siebie prawo.
Na to pytanie nie można poprawnie odpowiedzieć, jeśli
nie odpowie się równocześnie na cztery następne: jaki zakłada się stopień
suwerenności państwa i zakres jego funkcji socjalnych, jaki zakłada się
stopień decentralizacji administracji rządowej i udział samorządów terytorialnych
oraz gospodarczych, jaki zakłada się udział samodzielności kapitału finansowego
i jaki zakłada się typ społeczeństwa oraz dominujący system wartości.
Osobny problem to konsekwencje , jakie z punktu widzenia rozwoju sytuacji
w tych wszystkich dziedzinach ma i mieć może integracja Polski z Unią Europejska
oraz sposób, w jaki do tego problemu podchodzą i będą podchodzić zarówno
przedstawiciele naszych władz, jak też przedstawiciele nauki i instytucji
opiniotwórczych oraz menedżerowie i większość "zwykłych" ludzi, w tym przede
wszystkim związki zawodowe.
Odpowiedzi na wszystkie wymienione wyżej pytania i problemy
z nimi związane są trudne, ponieważ wiążą się one z wielkimi ogólnoświatowymi
megatrendami rozwojowo - transformacyjnymi o długich cyklach. Cechują je
liczne sprzeczności i konflikty, zmienna też jest ich ostateczna, globalna,
efektywność ekonomiczna i społeczna. W tych dziedzinach, programując przyszłość,
trzeba mieć dobrą orientację w całokształcie tej skomplikowanej problematyki
i wykrystalizowany system wartości, by programując przyszłość znajdować
odpowiedzi i rozwiązania rzeczywiści optymalne z punku widzenia obiektywnie
pojmowanego powodzenia zarówno dla samego górnictwa i zatrudnionych w nim
ludzi, jak też dla regionów, w których ono działa, a także dla całej gospodarki
oraz społeczeństwa i państwa. Tu na żadne doktrynerstwo ani zagraniczny
dyktat miejsca być nie może. Programować trzeba zgodnie z ogólną teorią
systemów takie rozwiązania, które w danych i przewidywanych na przyszłość
warunkach, dają szansę uzyskania efektywności, o której była mowa wyżej.
6. Ogólne determinanty programowania przyszłości polskiego
górnictwa węgla kamiennego
Współczesny etap rozwoju
ludzkiego świata, w skali globalnej, cechują trzy wielkie megatrendy: globalizacja,
integracja i nasilająca się, coraz bardziej bezwzględna i nabierająca cech
mafijnych, konkurencja między państwami i ich zgrupowaniami, a w ich obrębie
- między różnymi narodowymi i międzynarodowymi podmiotami gospodarczymi
i kapitałem finansowym, między różnymi kategoriami i grupami społecznymi
oraz poszczególnymi jednostkami ludzkimi. Ta walka o przeżycie i najlepsze
miejsce pod słońcem odbywa się w świecie kurczących się zasobów podstawowych
surowców i dóbr jeszcze niedawno nazywanych "wolnymi", w coraz bardziej
niszczonym środowisku przyrodniczym i przy rosnącej gęstości zaludnienia.
W okresie
lat 1946 - 1970 w procesach rozwojowych krajów i społeczeństw wysoko rozwiniętych
przeważały tendencje humanistyczne o rodowodzie wyraźnie chrześcijańskim.
Biznes pretendował do pełnienia pewnych misji społecznych i tworzenia pozytywnego
etosu. Państwa jako wspólne dobra narodów, które je tworzyły przyjmowały
za swoje najwyższe cele, i zadania zarazem, dbanie o swoją suwerenność
oraz o obiektywnie pojmowane powodzenie wszystkich swoich obywateli i ich
subiektywnie pojmowane poczucie szczęśliwości. W dążeniu do tych
celów stosowały na szeroką skalę interwencjonizm i protekcjonizm. Za swój
podstawowy obowiązek przyjmowały również troskę o zapewnienie możliwie
największej liczbie ludzi godnych źródeł utrzymania, z coraz bardziej rozbudowywanymi
zabezpieczeniami społecznymi. Powszechnie uznawaną zasadą był prymat człowieka
i ludzkiej pracy przed kapitałem. Za sprawę oczywistą uważano, że kapitał
powinien służyć przede wszystkim tym, którzy go wytwarzają, co ograniczało
oczywiście jego międzynarodowe przepływy. Wyraźnie nieakceptowane było
publiczne głoszenie, że państwo może służyć tylko jednej jakiejś grupie
społecznej lub że w swojej polityce może kierować się wyłącznie rachunkiem
ekonomicznym i traktować słabszą ekonomicznie część społeczeństwa
w kategoriach "ludności zbędnej". Wyrazem tego m.in. była szeroko rozpowszechnione
instytucje "non profit", "użyteczności publicznej", "robót publicznych"
itp.
Narody tworzyły zwarte, spójne wewnętrznie wspólnoty
powstające na bazie uświadamianych sobie wspólnych interesów, celów i systemów
wartości oraz kultury i historii. W tych systemach dużą rolę odgrywały
patriotyzm, obowiązek pracy dla dobra wspólnego i solidarność narodowa
oraz poczucie sprawiedliwości społecznej, honoru, obowiązku opiekowania
się słabszymi i zwykłej przyzwoitości, nie mówiąc już o uczciwości
To wszystko w okresie późniejszym
uległo i ulega dalej zasadniczym zmianom. Humanizm jest zastępowany libertynizmem,
a w ekonomii skrajnym liberalizmem i monetaryzmem. Naczelnymi hasłami stają
się globalizacja, prywatyzacja, demonopolizacja, konkurencja i deregulacja.
Kapitał finansowy emancypuje się i umiędzynarodawia, uzyskując w poszczególnych
krajach suwerenną pozycję. Przestaje służyć tym, którzy go wytwarzają.
Płynie tam, gdzie jest najtańsza siła robocza.
Prowadzi to do paradoksu
polegającego na tym, że kraje najwyżej rozwinięte, w związku z coraz droższą
produkcją i coraz wyżej opłacanymi usługami, mają coraz mniejsze szanse
na utrzymanie swojej dominującej pozycji i przeżycie w ramach zdrowej konkurencji,
którą same lansują. Ich jedynym atutem jest posiadanie wiedzy i nowoczesnych
technologii oraz ogromnych, wolnych, kapitałów , dzięki którym uboższe
kraje mogą przekształcać w sfery swoich wpływów i rynki zbytu, a ponadto
przejmować na korzystnych warunkach nie tylko najbardziej atrakcyjne elementy
ich majątku narodowego, ale również najbardziej istotne funkcje regulacyjne.
W tym ostatnim przypadku najbardziej efektywnymi instrumentami pozyskiwania
wpływów są: uzależnianie udzielenia pomocy finansowej i technicznej od
spełnienia określonych warunków politycznych lub ekonomicznych, organizowanie
doradztwa i szkoleń, finansowanie opracowywania lub bezpośrednie opracowywanie
na własny koszt programów i propozycji reformatorskich czy restrukturyzacyjnych,
przejmowanie mediów publicznych i korumpowanie względnie pozyskiwanie
jako "agentów wpływu" - polityków, uczonych, duchownych, urzędników, menedżerów
i dziennikarzy.
Stąd druga grupa zjawisk i procesów,
mających być synonimami nowoczesności i warunkami sprostania wyzwań, jakie
niesie przyszłość. To przede wszystkim walka wyznawców bezwzględnego, skrajnie
liberalnego, kosmopolitycznego i mafijnego kapitalizmu z chrześcijańskimi
zasadami solidaryzmu społecznego i sprawiedliwości społecznej, wynikającymi
z uznawania przyrodzonego prawa każdego człowieka i każdej rodziny
do ludzkich warunków egzystencji i godnego życia w oparciu o dobrowolną
pracę dla dobra wspólnego. A szerzej - to zastępowanie Boga - Kapitałem,
jako "Złotym Cielcem", którego powiększanie, kosztem zatrudnienia i ludzkiej
konsumpcji, staje się najwyższą wartością. Innymi słowy, to także dążenie
do zapewnienia kapitałowi prymatu przed człowiekiem i jego pracą, co w
praktyce oznacza zastępowanie człowieka w procesach wytwórczych i twórczych
- tańszymi komputerami i automatami oraz ograniczanie wynagrodzeń płaconych
pracownikom najemnym.
Drugim frontem liberalizmu
jest walka ze wspólnotami narodowymi, opartymi na solidaryźmie społecznym,
i z suwerennymi państwami narodowymi, pojmowanymi jako dobro wspólne, mające
służyć pomyślności wszystkich obywateli. W ich miejsce forsowane są otwarte,
globalne, społeczeństwa obywatelskie i globalizacja rynków z wielkimi,
międzynarodowymi przedsiębiorstwami oraz organizacjami gospodarczymi i
finansowymi, a także integrujące się, wielkie, federacje ponadpaństwowe.
W przeciwieństwie do solidarnych
z założenia wspólnot narodowych, społeczeństwa obywatelskie są, ex definitione,
zbiorami nieskrępowanych żadnymi więzami solidarności, zbiorami rywalizujących
z sobą w walce o byt i najlepsze miejsce pod słońcem - wolnych jednostek,
dowolnie dysponujących posiadanymi dobrami i uzależnionymi ekonomicznie
od siebie innymi jednostkami. Dozwolone jest wszystko to czego wyraźnie
nie zabrania prawo. Szeroka wolność gospodarcza i formalna równość wszystkich
wobec prawa teoretycznie wszystkim jednostkom daje równe szanse na bogacenie
się. Ale w praktyce łatwiej jest bogacić się tym, którzy są bogaci na starcie,
niż tym, którzy nie dysponują dużym kapitałem umożliwiającym samodzielne
uruchomienia wielkiego biznesu lub wejście do niego w charakterze liczącego
się udziałowca.
Podobnie
ma się rzecz z polityką, której uprawianie również wymaga coraz większych
pieniędzy własnych lub pozyskiwanych od bogatych sponsorów. Prawo tworzone
przez polityków uzależnionych od pieniędzy, w świecie niewystarczających
dla wszystkich i stale kurczących się zasobów podstawowych surowców i dóbr
wolnych, prędzej czy później staje się prawem niemoralnym, niesprawiedliwym,
dzielącym społeczeństwo na równych i "równiejszych", na bardzo bogatych
i bardzo biednych. Demokracje parlamentarne w krajach najwyżej rozwiniętych
stopniowo przekształcają się w technokratyczno - biurokratyczne oligarchie.
Klasyczny trójpodział władzy zostaje zastępowany czwórpodziałem. Obok władzy
ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej pojawia się czwarta władza w postaci
suwerennych banków centralnych i niezależnych od parlamentów i rządów rad
polityki pieniężnej. Równocześnie władza państwowa, w oparciu o zasadę
subsydiarności (pomocniczości), ulega erozji na rzecz władz samorządowych.
Ta władza ma sens jedynie
na szczeblu gminnym. Jej przesuwanie wzwyż na kolejne szczeble administracji
dotychczas państwowej prowadzi do szkodliwej dwuwładzy. Jej końcowym rezultatem
może być rozpad dotychczasowych państw narodowych na autonomiczne wielkie
regiony, mogące samodzielnie integrować się w wielkie ponadpaństwowe struktury
takie jak np. Unia Europejska. Rola państw narodowych sprowadzałaby się
w takim przypadku do roli koordynatora i arbitra w godzeniu, sprzecznych
z natury rzeczy, oddolnych interesów i aspiracji regionów, ewentualnie
także antagonizmów dzielnicowych.
Opieranie polityki
państwa na rachunku ekonomicznym i regulacyjnej roli "niewidzialnej ręki
rynku", przy programowym ograniczaniu wszystkich funkcji regulacyjnych
państwa, a w szczególności funkcji opiekuńczych oraz wszelkich form państwowego
interwencjonizmu i protekcjonizmu - na dłuższą metę prowadzi do chaosu,
recesji i bezrobocia a w końcowej fazie cyklu - do powstawania tzw. ruchów
narodowo - wyzwoleńczych i komunistycznych lub teokratycznych dyktatur,
jak to się działo niedawno w krajach azjatyckich, środkowoamerykańskich
i afrykańskich, albo też do głębokich kryzysów, do jakiego
niedawno doszło w Meksyku i do jakich tej chwili dochodzi w niektórych
krajach azjatyckich.
Technokratyczno
- lesseferystyczny liberalizm, zwany tu w skrócie ideologią "ZŁOTEGO CIELCA"
jest ideologią nieludzką, głęboko niemoralną i samobójczą. Humanistyczne
i demokratyczne hasła, którymi się posługuje, są jedynie przysłowiowymi
"kwiatkami do kożucha". Jego prawdziwa natura przejawia się w takich maksymach
jak te które mówią, że: "dozwolone jest wszystko, czego prawo wyraźnie
nie zakazuje", "własność wspólna (społeczna) jest własnością niczyją (którą
każdy, kto zna prawdziwą wartość pieniądza i nie ma zbędnych skrupułów,
może bezkarnie zawłaszczyć)", "przedsiębiorstwo może dobrze funkcjonować
tylko wówczas, gdy ma prawdziwego właściciela", "w okresie wielkich transformacji
wzrost przestępczości jest zjawiskiem normalnym i nie ma co z tego robić
tragedii ani też przedsiębrać jakichś specjalnych środków, bo nic one nie
dadzą.", "w fazie pierwotnej akumulacji kapitału każdy pierwszy milion
dolarów, potrzebny do rozkręcenia dużego biznesu - musi być ukradziony".
Autorzy takich opracowań programowych jak np. osławiony
"List intencyjny" Ministra Przemysłu do Banku Światowego z 1991 r., czy
"Demonopolizacja i prywatyzacja elektroenergetyki" z września 1996 r, lansujący
bezkrytycznie idee: globalizacji, nieograniczonego przepływu kapitału,
nieskrępowanej niczym konkurencji, demonopolizacji, deregulacji i powszechnej
prywatyzacji z udziałem kapitału zagranicznego, a także konieczności
ubiegania się o zagraniczną "pomoc" nie tylko finansową, ale także
logistyczną - muszą zdawać sobie sprawę, że we wszystkich tych dziedzinach,
obok pozytywów mamy do czynienia z licznymi i różnorodnymi, coraz bardziej
nasilającymi się, groźnymi w skutkach - negatywnymi zjawiskami.
Jednym z najgroźniejszych tego rodzaju zjawisk jest korupcja. Leopold Unger
w artykule pt.: "W obronie rynku", zamieszczonym w "Gazecie Wyborczej"
z dnia 19 grudnia 1997 r. - pisze: "W ciągu ostatnich dwóch lat amerykański
biznes stracił 45 miliardów (!) dolarów na kontraktach utraconych z powodu
łapówek. /../ Wali się istota wolnego rynku. Państwa na drodze rozwoju,
a o nie głównie chodzi, ponoszą ogromne straty, bo zastępowanie konkurencji
korupcją oznacza zawieranie nie tych kontraktów, które najbardziej odpowiadają
ich potrzebom, lecz tych, które "poparte" są największą łapówką. /../ Jeżeli
chodzi o przedsiębiorstwa, to grzęzną one w sytuacji bez dobrego wyjścia:
albo dają łapówkę i popełniają przestępstwo, albo nie dają i tracą rynek.
Wynik paradoksalny: to rak korupcji sprzyja przepływowi bogactwa z krajów
biednych do bogatych. Polityczna stawka jest ogromna. Wynaturzając rynek
kapitalistyczny, korupcja sprawia, że obywatel, zwłaszcza w krajach biednych
czy na dorobku, np postkomunistycznych, utożsamia reformy, kapitalizm i
liberalizm z oszustwami. W tych warunkach argument, że to nie reformy,
ale właśnie ich brak użyźnia glebę wszelkiej patologii, tylko z trudem,
jeżeli w ogóle, trafia do obywatela wydanego na łup demagogii wszelkich
ekstremizmów." Problemy te urosły do takich rozmiarów, że w połowie grudnia
1997 r. w Paryżu podpisana została międzynarodowa konwencja o zwalczaniu
korupcji w handlu światowym.
Jak dotąd jednak nie został rozwiązany problem korupcjogennego
charakteru międzynarodowej bezzwrotnej pomocy udzielanej przez bogatsze
państwa biedniejszym m.in na opracowanie różnych programów reform
i restrukturyzacji oraz na szkolenie wysokich urzędników państwowych i
samorządowych lub na finansowanie podstawowej działalnosci niektórych
ważnych urzędów państwowych. To samo dotyczy udzielania międzynarodowych
pożyczek obwarowanych różnymi warunkami politycznymi i niekorzystnymi dla
pożyczkobiorców warunkami ekonomicznymi.
Ale korupcja
nie jest jedynym wynaturzeniem współczesnego kapitalizmu i coraz bardziej
otwierających się na integrujący się ludzki świat społeczeństw obywatelskich.
Na temat tych innych zwyrodnień i płynących z nich niebezpieczeństw, aby
nie zostać posądzonym o kryptokomunizm czy "oszołomstwo" - przytoczę opinie
Georgea Sorosa (G. Soros: Groźba kapitalizmu. "The Atlantic Monthly) ,
jednego z najbardziej sprawnych finansistów kapitalistycznego świata, a
przy tym człowieka zdolnego do teoretycznej i filozoficznej refleksji,
aktywnie zaangażowanego w budowę światowego "otwartego społeczeństwa".
"Zrobiłem fortunę na międzynarodowym rynku finansowym, a obecnie obawiam
się, że nieograniczona intensyfikacja kapitalizmu "laissez - fair" i rozciągnięcie
wartości rynkowych na wszystkie dziedziny życia stanowi zagrożenie dla
otwartego i demokratycznego społeczeństwa. W swoim oskarżeniu Soros posunął
się nawet do następującego, wielce osobliwego w jego ustach, stwierdzenia:
"kapitalizm zastąpił komunizm jako najpoważniejsze zagrożenie otwartego
społeczeństwa". Przestrzegając przed wiarą w magiczne działanie rynku zauważa,
że "otwarta została droga do powszechnej dominacji własnego interesu nad
wspólnym dobrem, co prowadzi do ustanowienia pieniądza jako prawdziwej
miary wszystkich wartości. /../ To, co miało być środkiem wymiany, zajęło
miejsce fundamentalnych wartości. /../ Osiągania sukcesu nie można identyfikować
z posiadaniem racji." (Cytowane za redakcyjnym artykułem pt: "Cudowne nawrócenie
Sorosa" - zamieszczonym w "Poza Układem" nr 1-2/97
Podobnie
przedstawia opinie Gyorgya Sorosa ( z pochodzenia węgierskiego Żyda)
Bronisław Misztal w artykule pt: "Adieu monsieur Soros, bonjour Laokoon"
- zamieszczonym w "Rzeczpospolitej" z dnia 22-23 marca 1997 r.: "/../ rynek
uzyskał całkowitą dominację nad zachowaniami ludzkimi, eliminując przede
wszystkim kategorie moralne. /../Upadek komunizmu, otrąbiony wcześniej
przez. Francisa Fukuyamę jako dowód na wyższość kapitalizmu i koniec historii
walk systemowych, jest dla Sorosa jeno dowodem na to, że kapitalizm może
również zawalić się pod ciężarem własnej wielkości, rozlecieć pod wpływem
sił odśrodkowych, przegrać z innymi systemami na skutek ortodoksyjnego
trzymania się wolnorynkowych metod zarządzania, które przekształcają ludzi
w kolejne generacje ogłupiałych zwierząt rynkowych (podkreślenie moje -
G.K.). /../ Soros - moralizator wskazuje, że ludzkość musi mieć swobodę
myślenia i działania, której jedynym ograniczeniem jest jeno wspólny interes
ogółu. Ten interes wykracza dzisiaj poza granice interesu narodowego i
dlatego geopolityka, jako sposób realizacji stosunków między narodami,
przeżyła się wraz z upadkiem komunizmu. Alianse, układy, pakty i koalicje,
bazujące na geopolitycznym widzeniu świata, są wyrazem krótkowzroczności.
(Zauważmy - to zakamuflowany, ale dość łatwy do odczytania atak na ideę
Unii Europejskiej i Europejskiego Wspólnego Rynku. - Uwaga i podkreślenie
moje - G.K.) /../swoboda rynkowych manipulacji i łatwość w monopolizacji
dostępu do ogromnych środków finansowych w krajach uważanych dotychczas
za otwarte, faktycznie zamyka społeczeństwa, oddalając ideał tolerancji,
demokracji i faktycznej wolności. /../ Dominacja kapitału nad procesem
politycznym, tak ewidentna dzisiaj w obliczu "kupowania" życzliwości
administracji waszyngtońskiej za ogromne pieniądze pokazuje także, iż współczesny
kapitalizm przerósł sam siebie i rynek nie tworzy automatycznie równych
możliwości udziału w życiu państwowym. Dominacja kapitału nad procesem
tworzenia życia kulturalnego, a dokładniej zupełnie niepojęta w swoim wymiarze
merkantylizacja i miernota komercyjnej produkcji książkowej, filmowej i
telewizyjnej, demonstruje także, że zwykły człowiek, nie przygotowany do
selektywnego odbioru bombardujących go treści pada ofiarą rynku i bezbronnie
kupuje głupotę, wulgaryzm i przemoc, poddając się stymulowanym przez kapitał
rytmom wręcz orgiastycznej konsumpcji. W rezultacie w otwartych do niedawna
społeczeństwach zachodnich następuje coraz wyraźniejsze zamknięcie umysłu
tzw. szerokich rzesz, mas ludzkich zajmujących niższe i średnie pozycje
w strukturze społecznej, /../powierzających swój los już nawet nie politykom,
ale menedżerom wielkiego przemysłu. /../ Soros - finansista myślał, że
otwartość można kupić, że można za nią zapłacić, że z totalitarnego zamknięcia
można społeczeństwa ludzkie wykupić, kierując ogromne środki na propagowanie
zachodniego kapitalizmu w krajach państwowego socjalizmu. Zapewne już dzisiaj
widzi sam Gyorgy Soros, że głównym rezultatem jego działania był eksport
mitu wolnorynkowego kapitalizmu (podkreślenie moje - G.K.) Rację ma Robert
Samuelson, twierdząc, że jedynie w krajach dawnego bloku wschodniego, w
Chinach i Indiach, wolnorynkowa filozofia zakorzeniła się naprawdę. /../
Faktyczną siłą, która mogłaby przestawić społeczeństwa z powoli zamykających
się na chociażby powoli otwierające państwo, ale nie postoświeceniowe "państwo
- naród"; ani też nie postindustrialne globalne, zintegrowane państwo
transnarodowe, ale "państwo - kultura", które przejmie odpowiedzialność
za stopniowe, z pokolenia na pokolenie, wypracowanie otwartych i przyzwoitych
obywateli. Krytycy Sorosa wskazują, że jego koncepcja nieuchronnie prowadzi
do zwiększenia skali państwowego rozdawnictwa, które w 1995 r. już i tak
osiągnęło w USA 33% produktu narodowego brutto, w Niemczech 50%, a we Francji
54%. Tymczasem zaś globalizacja rynku wymusza konkurencyjnie niskie ceny
robocizny, a co za tym idzie - zmusza instytucje państwowe do szukania
drastycznych cięć w nakładach społecznych. Racjonalizacja zysku nie pozostawia
możliwości wyboru, a więc koniec końców rację ma Soros, gdyż zamyka ona
powoli niegdyś otwarte społeczeństwa."
Poglądy Georgea Sorosa spotkały się z takim zainteresowaniem
w Polsce, ze "Rzeczpospolita" zdecydowała się zamieścić (24-26 grudnia
1997 r.) jego obszerny artykuł pt: "Globalne społeczeństwo otwarte". W
tym artykule Soros pisze m.in.: " Żyjemy w gospodarce globalnej.
/../ nie zgadzam się z ideologią leseferyzmu utrzymującą, że wolny rynek
sam się wspiera i że rynkowe ekscesy korygują się samoistnie pod warunkiem,
że rządy i regulatorzy nie przeszkadzają mechanizmom samokorygującym. /../
Kapitał jest w znacznie lepszej sytuacji niż siła robocza, ponieważ kapitał
jest bardziej mobilny. Co więcej, kapitał finansowy bardziej pasuje
do globalnego systemu kapitalistycznego niż kapitał przemysłowy, trudno
bowiem przenieść w inne miejsce już istniejącą fabrykę. /../ Istnieje dodatkowa
korzyść z samego bycia w centrum globalnej gospodarki. Wszystkie te czynniki
wspólnie przyciągają kapitał do centrum finansowego i przyczyniają się
do ciągłego zwiększania rozmiarów oraz znaczenia rynków finansowych. /../
Niemniej jednak leseferystyczna idea, że rynki powinny być pozostawione
samym sobie, nadal wywiera istotny wpływ. Uważam to za niebezpieczne. Niestabilność
rynków finansowych może spowodować poważne zaburzenia ekonomiczne i społeczne.
/../ Niedawne zamieszanie na rynkach azjatyckich rodzi trudne pytania dotyczące
uzależnienia wartości jednej waluty od innej, tworzenia się "baniek" inwestycyjnych,
niewystarczającego nadzoru bankowego czy braku informacji finansowej. /../
Nie można pozostawić rynków samym sobie, aby skorygowały swe własne błędy,
gdyż najprawdopodobniej zareagują w sposób przesadny i bezładny. /../ Cel
konkurentów, to zwycięstwo, a nie zachowanie konkurencji na rynku. Naturalna
tendencja do tworzenia się monopoli i oligopoli powinna zostać powstrzymana
przez regulatorów./../ Globalizacja poważnie osłabiła możliwości państwa
w zakresie ochrony dobrobytu jego obywateli, gdyż kapitał może znacznie
łatwiej uciec przed opodatkowaniem niż siła robocza. Kapitał ma tendencję
do omijania krajów, w których zatrudnienie jest wysoko opodatkowane lub
mocno chronione, co prowadzi do bezrobocia. /../ jestem zaniepokojony redukcją
zabezpieczeń socjalnych, tak w Europie jak w Ameryce. /../ Jak twierdzi
ekonomista Dani Rodnik, globalizacja zwiększa popyt na zabezpieczenia społeczne
ze strony państwa, a jednocześnie zmniejsza jego możliwości ich zapewnienia.
Niesie to zalążki konfliktu społecznego. Jeśli usługi socjalne zostaną
zredukowane zbyt mocno w sytuacji rosnącej niestabilności, to oburzenie
społeczne może prowadzić do fal protekcjonizmu, szczególnie jeśli w ślad
za obecnym boomem nastąpi dotkliwy krach. Może to prowadzić do załamania
na wzór lat 30. W miarę jak spada znaczenie państwa, rośnie potrzeba współpracy
międzynarodowej. Ale tego typu współpraca sprzeczna jest z ideami leseferyzmu
z jednej oraz nacjonalizmu i fundamentalizmu z drugiej strony. Państwo
odgrywa jeszcze inną rolę w rozwoju ekonomicznym: w krajach z niedoborami
własnego kapitału sprzymierzyło się z lokalnymi biznesmenami, którym pomaga
w zebraniu kapitału. Ta strategia powiodła się w Japonii i Korei. /Ale
/ polityczne perspektywy cudownych gospodarek azjatyckich pozostają mroczne.
Każde społeczeństwo potrzebuje pewnych wspólnych wartości. Wartości rynkowe
nie mogą służyć temu celowi, ponieważ odzwierciedlają jedynie to, co jeden
uczestnik gry rynkowej jest gotów zapłacić drugiemu w ramach wolnej wymiany.
Rynek redukuje wszystko, włącznie z istotami ludzkimi (siła robocza) i
przyrodą (teren) do poziomu towaru. Możemy mieć gospodarkę rynkową, ale
nie możemy mieć rynkowego społeczeństwa. Jako dodatek (podkreślenie moje
- G.K.) do rynków społeczeństwo potrzebuje instytucji służących takim społecznym
celom, jak wolność polityczna i sprawiedliwość społeczna. Instytucje takie
istnieją w poszczególnych krajach, ale nie na poziomie społeczeństwa globalnego.
Rozwój społeczeństwa globalnego pozostał w tyle za rozwojem globalnej ekonomii.
Jeśli luka ta nie zostanie wypełniona, to globalny system kapitalistyczny
nie przetrwa. /../ Aby dzisiejszy globalny system kapitalistyczny mógł
przetrwać, musi zaspokoić on potrzeby i aspiracje jego uczestników".
Te obszerne fragmenty
artykułów poświęconych krytyce postępującej globalizacji rynków światowych,
dominacji skrajnego liberalizmu i bezwzględnej konkurencji oraz prywatyzacji,
emancypowania się kapitału finansowego i tworzenia globalnego, otwartego
społeczeństwa, zamieściłem tu w charakterze "ściągi" dla specjalistów
i polityków, którzy opracowują strategię i logistykę przyszłości górnictwa
i których zadaniem jest opiniowanie lub zatwierdzanie programów z tego
zakresu. Chodzi o dostarczenie im "w pigułce" materiału, który uświadomiłby
im, że bezkrytyczne przyjmowanie i lansowanie, narzucanych nam przez
naszych zagranicznych partnerów, liberalno - globalistycznych koncepcji,
oznacza gotowość aplikowanie Polsce rozwiązań, które tam gdzie były
stosowane dały złe rezultaty i których np. Unia Europejska w swoich stosunkach
ze światem zewnętrznym stara się za wszelką cenę uniknąć; sama zaś na własny
użytek stosuje je w sposób wybiórczy, często z zastosowaniem reguł będących
zaprzeczeniem tych, które nam zaleca.
7. Wpływ stowarzyszenia Polski z Unią Europejską na
programowanie przyszłości polskiego górnictwa węgla kamiennego
Ostatni
akapit preambuły do "Układu ustanawiającego Stowarzyszenie między Wspólnotami
Europejskimi i ich Państwami Członkowskimi z jednej strony, a Rzecząpospolitą
Polską z drugiej strony", zwanego w skrócie "Układem Europejskim" - brzmi:
"Mając na uwadze fakt, że końcowym celem Polski jest członkostwo
we Wspólnocie, a Stowarzyszenie zdaniem Umawiających się stron pomoże Polsce
osiągnąć ten cel, uzgodniły, co następuje ..."(podkreślenie moje - G.K)
Powyższe sformułowania w odczuciu niespecjalistów nie pozostawiają
wątpliwości co do tego, że:
Po pierwsze - ówczesna Wspólnota przyjmowała zabiegi Polski
o członkostwo jako jednostronną deklarację woli wejścia Polski do przyszłej
Unii Europejskiej, bez udzielania jej jakichkolwiek gwarancji co do praktycznych
możliwości zrealizowania tego dążenia.
Po drugie - polscy negocjatorzy podpisywali Układ, godząc
się z myślą, że wejście do Unii może oznaczać koniec Polski jako niepodległego
i suwerennego państwa, dla którego dobro i pomyślność własnych jego obywateli
jest najwyższym celem i nakazem zarazem.
Po trzecie - w zasadzie godzili się z góry na wszystkie
warunki i żądania Unii, uznając Polskę, być może podświadomie, za coś w
rodzaju niechcianej masy upadłościowej, a rządy polskie za syndyków, którzy
mają za główny cel jak najszybsze znalezienie kandydatów na nabycie
jej w całości lub jej wybranych przez Unię, najbardziej atrakcyjnych elementów,
za niezbyt wygórowaną cenę. (Nawiązuję tu do tez głoszonych
już dawno przez prof. Józefa Balcerka i dra Wojciecha Błasiaka.)
Za taka interpretacją powołanego wyżej fragmentu
preambuły Układu Europejskiego przemawia fakt, że Polska zgodziła się w
ramach tego Układu na jednostronne dostosowywanie swojego ustawodawstwa
do aktualnego i przyszłego ustawodawstwa Wspólnoty /Unii/ Europejskiej
oraz na liczenie się z żądaniami Wspólnoty dotyczącymi m.in. racjonalizacji,
restrukturyzacji oraz ograniczania zdolności produkcyjnych i produkcji
najbardziej konkurencyjnych dla niej sektorów polskiej gospodarki; ograniczania
subsydiowania przedsiębiorstw będących własnością Skarbu Państwa ze środków
publicznych, traktowania przez Polskę przedsiębiorstw zakładanych na jej
terenie przez przedsiębiorstwa i obywateli Wspólnoty w sposób nie mniej
korzystny niż własnych obywateli i przedsiębiorstwa; zmniejszania ceł i
liberalizacji przepływów kapitałowych; dostarczania Wspólnocie informacji
dotyczących gospodarki i państwa; wreszcie także zacieśnianie współpracy
w programowaniu rozwoju gospodarki, w tym zwłaszcza w takich dziedzinach
jak np:
opracowywanie i planowanie polityki energetycznej,
zarządzanie i szkolenie kadr dla potrzeb sektora energetycznego,
zagospodarowanie zasobów energetycznych,
produkcja energii elektrycznej i gazu,
opracowywanie ramowych warunków dla współpracy między przedsiębiorstwami
tego sektora,
przepływ technologii know-how,
szersze otwarcie rynku energetycznego; usprawnienie przesyłania
gazu i elektryczności.
Problem polega na tym, że Unia jako całość, w praktyce,
w stosunkach ze swoim otoczeniem działa jak kartel, stosujący praktyki
monopolistyczne i nieuczciwą konkurencję. Żąda od nas wprowadzania reform
i restrukturyzacji na zasadach, które są szkodliwe dla naszej gospodarki
i zmniejszają jej międzynarodową konkurencyjność, a których sama nie stosuje.
Uwidocznia to wyraźnie niekorzystny dla nas, bo ujemny, bilans handlowy
z krajami UE.
Eksport Import Saldo
(mld USD)
Lata
1992
- 1,1 (ECU)
1993 9,8
12,2 - 2,4
1994 11,9
14,1 - 2,2
1995 16,0
18,8 - 2,7
1996 16,2
23,7 - 7,5
1997 16,5
27,0 - 10,5
Źródło: Rok 1992 - "Rzeczpospolita z dnia 3 kwietnia 1997
r, z powołaniem się na "Eurostat" i obliczenia własne. Lata 1993
- 1997: Instytut Koniunktur i Cen Handlu zagranicznego. Biuletyn Informacyjny
"Wspólnoty Europejskie"nr 3(79), marzec 1998 r.
Poza wzrostem zadłużenia zagranicznego Polski i wynikającymi
z tego tytułu poważnymi zagrożeniami dla naszego bilansu płatniczego tak
ogromny deficyt w naszym handlu z Unią, to także import bezrobocia albo,
jak kto woli, finansowanie przez nas utrzymywania setek tysięcy miejsc
pracy w Unii lub import potencjalnego bezrobocia z Unii.
Istotne z tego punktu widzenia
znaczenie ma fakt, że Unia w szerokim zakresie stosuje: subsydiowanie swojej
gospodarki i jej restrukturyzacji ze środków publicznych, kontygentowanie
produkcji i importu; całkowicie sprzeczne z zasadami wolności gospodarczej
i liberalnej gospodarki rynkowej -praktyki w polityce cenowej i w ustawodawstwie
gospodarczym. Równocześnie nam tego wszystkiego coraz bardziej zdecydowanie
zabrania. Dotyczy to m.in. dotowania górnictwa węgla kamiennego. Warto
przy tej okazji dodać, iż nieprawdą jest jakoby prawo Unii nie pozwalało
na subsydiowanie produkcji górniczej. W myśl decyzji Komisji 3632/93/EWWiS
z dnia 28 grudnia 1993 r, określającej wspólnotowe zasady przydzielania
pomocy państwa w sektorze przemysłu węglowego, dopuszcza się pomoc operacyjną,
która służy wyrównywaniu różnic między kosztami produkcji i ceną sprzedaży.
Górnictwo niemieckie otrzymywało subwencje rzędu 12 mld marek, a w najbliżsej
przyszłości ma otrzymywać nadal po kilka mld marek rocznie. Import polskiego
węgla do UE zmniejsza się
Miarą nierównoprawnych stosunków Polski z Unią Europejską
w tym względzie może być "List Rządu Polskiego do Wspólnoty", stanowiący
załącznik do Układu Europejskiego: "Rząd Polski oświadcza, że nie będzie
powoływać się na postanowienia Protokołu Nr 2 w odniesieniu do produktów
objętych EWWiS, a szczególnie na postanowienia Artykułu 8, by zakwestionować
zgodność z niniejszym Protokołem porozumień zawartych między przemysłem
węglowym Wspólnoty a firmami energetycznymi i przemysłem stalowym
zapewniającym sprzedaż węgla Wspólnoty."
W tym kontekście drażniące są dla Polaków zapisy zawarte
w opublikowanym 16 lipca 1997 przez Komisję Europejską dokumencie pt: "Agenda
2000 - Opinia Komisji w sprawie wniosku Rzeczypospolitej Polskiej o członkostwo
w Unii Europejskiej". Na temat węgla kamiennego zamieszczona jest tam m.in.
następująca wzmianka: "Krajowe paliwa stałe odegrają w przyszłości ważną
rolę w polskiej gospodarce. Plany restrukturyzacyjne rządu zakładają wraz
z niezbędną likwidacją kopalń, zmniejszenie produkcji i zatrudnienia do
2000 r. Przy znacznej redukcji zatrudnienia wydajność powinna wzrosnąć
o 25% do tego czasu. Planuje się, że pozostałe kopalnie uzyskają rentowność
do 1998 r. i będą mogły rozpocząć spłaty zadłużenia. Niemniej niektóre
kwestie nie zostały jeszcze załatwione, np finansowanie działań środowiskowych
niezbędnych do rozwiązania poważnych problemów wynikających z eksploatacji
paliw stałych, zwłaszcza w województwie katowickim. (podkr. moje G.K.)
W tym kontekście, państwowy system restrukturyzacji należy odnieść do zasad
konkurencyjnych UE oraz szczególnych zasad pomocy państwowej EWWiS."
Czytając ostatnie zdanie z przytoczonego wyżej zapisu
trzeba zdawać sobie sprawę, że dla Unii, broniącej się przed kannibalistyczną
już u niej wewnętrzną konkurencją, jedynym wyjściem jest ekspansja na zewnątrz
w tym na rynek polski. Ponieważ zaś siła robocza i energia w Polsce są
wciąż jeszcze tańsze niż w Unii, więc żąda ona podniesienia u nas
cen na energię i ograniczenia mocy produkcyjnych w tych sektorach, które
są dla niej szczególnie konkurencyjne.
"Nasz Dziennik" z dnia 7 kwietnia 1998 r. w notatce pt.
"Ciężkie programy dla Polski" przytacza wiele mówiące tytuły artykułu zamieszczonego
w belgijskim dzienniku "De Standard" z dnia 31.03. 1998 r: "Polska musi
do końca roku przeprowadzić restrukturyzację w sektorze węglowym i stalowym
- o czym społeczeństwo polskie się nie dowie." W artykule tym mówi
się wprost, że Polsce Unia narzuciła ciężkie programy dostosowawcze w obu
tych dziedzinach, warunkujące przyjecie do Unii, a minister Geremek zobowiązał
się, że jego rząd nie będzie tej operacji tłumaczył społeczeństwu jako
żadania Unii Europejskiej.
W tym miejscu przypomnieć trzeba rolę, jaką w powstaniu
obecnego, niezwykle restrykcyjnego programu restrukturyzacji polskiego
górnictwa węgla kamiennego, odegrał wspomniany już poprzednio w niniejszym
opracowaniu, poświęcony temu problemowi, raport PHARE.
W związku z
tym warto sobie też uświadomić jak w ogóle w praktyce funkcjonuje i skutkuje
tak natarczywie lansowana przez neoliberałów idea konkurencji i jak
w rzeczywistości rozumie ten termin Unia Europejska w stosunkach ze swoim
otoczeniem.
Otóż, ujmując rzecz w największym
skrócie, można powiedzieć, że nieskrępowana niczym konkurencja w
liberalnej gospodarce rynkowej jest czynnikiem pozytywnym tylko wówczas,
gdy rynek jest nienasycony; naczelnym celem konkurujących z sobą
podmiotów nie jest osiąganie zawsze doraźnego, maksymalnego w danych warunkach,
zysku, a na rynku pracy popyt przekracza podaż. Jeśli choć jeden z tych
warunków nie jest spełniony, konkurencja przemienia się w walkę o byt i
prowadzi do likwidacji wszystkich słabszych podmiotów, aż do momentu gdy
na placu boju pozostanie jeden najsilniejszy.
Z tego punktu widzenia
interesujące są poglądy profesora Europejskiego Kolegium w Brugii, Ricardo
Petrella ogłoszone przez niego w 1997 r. na 27-ym Sympozjum Zarządzania
w St. Gallen. "Jego zdaniem powszechne dążenie do coraz wyższej konkurencyjności
osłabia proces integracyjny w Europie. Lekiem na zło globalizacji powinno
być zastąpienie konkurencyjności współpracą i polityczna kontrola rynków
finansowych, które dzisiaj coraz bardziej są zdominowane przez operacje
spekulacyjne." Podkreślił przy tej okazji, że wiara w to, iż globalizacja,
konkurencyjność oraz całkowita liberalizacja i deregulacja rynku są jedynymi
właściwymi formami - jest mistyfikacją. Konieczne według niego jest powstanie
międzynarodowej gospodarczo - walutowo - finansowej rady bezpieczeństwa
nadzorującej rynki finansowe. " Zdaniem prof. Petrelli, takiej funkcji
nie będzie spełniał w obecnie planowanej formie unijny bank centralny.
Jego przewidywana niezależność od jakiejkolwiek władzy politycznej w Europie
oznacza, że europejskie władze nie będą miały nic do powiedzenia w kluczowej
kwestii centralnych finansów UE, a centralny bank europejski stanie się
prawdziwym i nie kontrolowanym centrum władzy w Europie." (Anita Błaszczak:
Współpraca zamiast konkurencji. "Rzeczpospolita" z dnia 28-29 maja 1997
r.)
W krajach wysoko
rozwiniętych nieodłącznym elementem konkurencji staje się ograniczanie
zatrudnienia i płac w rozmiarach powodujących duże bezrobocie. Dzieje się
tak, ponieważ komputeryzacja i automatyzacja usług pozwala
na wykorzystywanie ich do pomnażania kapitału w drodze bezzatrudnieniowego
rozwoju. W związku z tym ten tzw. III sektor (poza rolnictwem i przemysłem
wraz z budownictwem) przestaje być niszą rynku pracy o nieograniczonych
możliwościach zatrudnieniowych, jaką był jeszcze do niedawna w optymistycznych
wizjach twórców koncepcji społeczeństwa postindustrialnego. Jeśli do województwa
katowickiego wejdą na szeroką skalę np. różne super- i hipermarkety, to
nie ma co myśleć o stworzeniu w drodze wolnorynkowej samoregulacji zastępczych
czy alternatywnych miejsc pracy dla górników zwalnianych z kopalń i ich
dzieci. Podobną iluzją jest też wiara, że tysiące "rasowych" górników będzie
mogło znaleźć zatrudnienia w fabrykach samochodów.
8. Uwagi metodologiczne
Produkcja węgla, podobnie, jak wszystkie inne zbiorowe
formy działalności gospodarczej człowieka - jeśli ma być efektywna
- musi być zorganizowanym działaniem zespołowym służącym zaspokajaniu potrzeb
wielu ludzi. W myśl teorii organizacji atrybutami działania w sposób zorganizowany
są: ustalanie celów i sposobów oraz czasu ich osiągania, pozyskiwanie potrzebnych
zasobów ludzkich i rzeczowych oraz realizowanie przy ich pomocy konkretnych
zadań warunkujących osiągnięcie założonych celów, wreszcie także kontrolowanie
na bieżąco przebiegu i realizacji zadań pod kątem ich zgodności zarówno
z przyjętymi planami, jak i założonymi, zasadniczymi, celami. Musi to być
więc działalność "planowa", jako przeciwieństwo procesów żywiołowych, bez
względu na formę własności i ustroju państwa. Różnice tyczyć mogą
tylko tego kto jest "głównym planistą" i stopnia konkretności oraz szczegółowości
poszczególnych elementów - faz zorganizowanego działania, w zależności
od władzy i środków, którymi dysponuje działający podmiot, a także
od stopnia rozpoznania warunków determinujących przyszłe potrzeby i możliwości
realizacyjne.
W "realnym socjalizmie" centralnym i głównym planistą
było państwo, a plan produkcji węgla i rozwoju górnictwa węgla kamiennego
był integralną częścią, uchwalanego przez Sejm, narodowego planu społeczno
- gospodarczego. W gospodarce rynkowej rola głównego planifikatora przypada
w zasadzie niezależnemu od państwa pojedynczemu właścicielowi lub zarządowi
przedsiębiorstwa, przy czym - jeśli nie są to monopoliści - to ich plany
nie mogą być tak pewne i szczegółowe, jak w przypadku państwowych planów
w gospodarce socjalistycznej. Powstaje w związku z tym pytanie o rolę państwa
jako planifikatora i o charakter rządowych programów dotyczących przyszłości
górnictwa węgla kamiennego. W początkowym okresie wprowadzania obecnych
transformacji systemowych lansowana była teza, że najlepszą polityką gospodarczą
jest brak takiej polityki. Dziś tak tej sprawy się nie stawia. Ten pogląd
usiłuje się wcielać w życie raczej pośrednio, zastępując w państwowych
dokumentach dotyczących przyszłości gospodarki w dłuższych horyzontach
czasowych termin "planowanie" czy "programowanie" - terminem "prognozowanie".
Wiele mówiące są wyjaśnienia jakich na ten temat udzielił b. wiceminister
przemysłu i handlu Herbert Gabryś, uzasadniając niestosowność opracowywania
przyszłościowych bilansów paliwowo - energetycznych. "Zawarte w Założeniach
polityki energetycznej Polski do roku 2010 prognozy zapotrzebowania
kraju na paliwa i energię oraz propozycje najefektywniejszych ekonomicznie
źródeł ich pokrycia, w warunkach gospodarki rynkowej są bardziej odpowiednie,
gdyż stanowią wyraz badań i analiz rynku oraz prognoz samych podmiotów
gospodarczych, finansujących się z własnych źródeł oraz prognoz zapotrzebowania
sektora komunalno - bytowego i założeń przyjętej strategii gospodarczej
rozwoju kraju. Opracowanie bilansów paliw i energii stosowane w poprzednim
okresie, gdy inwestycje w gospodarce, w tym w energetyce, były finansowane
centralnie z budżetu, nie mają uzasadnienia w nowych warunkach funkcjonowania
gospodarki. (Pismo z dnia 2 grudnia 1996 r, znak DE-1/JM/6428/96, skierowane
do Józefa Łochowskiego, przewodniczącego sejmowej Komisji Systemu Gospodarczego
i Przemysłu.)
To podejście jest moim zdanie z gruntu fałszywe, ponieważ
czym innym jest przewidywanie przyszłych stanów rzeczy w energetyce czy
górnictwie węgla kamiennego, dokonywane np. przez instytuty naukowe, nie
będącego organami władzy państwowej, a czym innym są takie działania ministerstwa
czy rządu, zobowiązanych do prowadzenia w wyżej wymienionych dziedzinach
określonej polityki, rozumianej jako realizowanie pewnych celów i wynikających
z nich zadań, w ramach sprawowania władzy i przy pomocy instrumentów oraz
środków, które ta władza daje. W pierwszym przypadku mamy do czynienia
z prognozowaniem, ponieważ przewidywanie dotyczy rozwoju sytuacji
w dziedzinie, na której funkcjonowanie i rozwój przewidujący podmiot nie
ma wpływu. W drugim przypadku musi to być programowanie, ponieważ chodzi
o sprecyzowanie określonych, pożądanych z jakichś względów stanów rzeczy,
do których osiągnięcia należy dążyć, i przyjęcie optymalnych w danych,
czy zakładanych, warunkach sposobów, środków oraz terminów realizacji.
W tym kontekście na uwagę i podkreślenie zasługują różnice,
jakie nawet w najbardziej liberalnej gospodarce rynkowej, opartej
w głównej mierze na własności prywatnej, istnieją i istnieć muszą między
polityką i programowaniem uprawianymi przez przedsiębiorcę w skali
"mikro" i polityką społeczno - gospodarczą uprawianą w skali "makro"
przez reprezentujących państwo polityków. Przedsiębiorca opracowując swoją
politykę i planując przyszłość swego przedsiębiorstwa ma prawo w pierwszym
rzędzie kierować się dążeniem do maksymalizacji własnych, bieżących i przyszłych,
zysków, opierając się w tych działaniach na "zimnym" rachunku ekonomicznym,
bo swoimi zyskami w formie podatków płaconych państwu, dzieli się z całym
społeczeństwem. Za optymalne spożytkowanie tej jego daniny w interesie
ogólnospołecznym odpowiada państwo. Dlatego przedsiębiorca, jeśli z rachunku
ekonomicznego wynika, że warunkiem zwiększenia zysków jest zmniejszenie
zatrudnienia, to może uważać, że ma prawo zwolnić zbędnych mu pracowników,
bo o ich los powinno się martwić państwo. Podobnie ma prawo produkować
to co mu zapewnia największe korzyści oraz preferować kupowanie najtańszych
i najlepszych surowców, nie bacząc na to czy są produkowane w kraju czy
za granicą. Może konkurować na wszelkie dopuszczone prawem sposoby ze swoimi
krajowymi i zagranicznymi konkurentami, nie zważając czy ich przypadkiem
przy tej okazji nie zniszczy i nie doprowadzi do upadłości. Jego prawem
jest wreszcie dążyć do zatrudniania pracowników na najkorzystniejszych
dla siebie warunkach, byle w granicach obowiązujacych przepisów.
To wszystko prawda, ale to nie znaczy, że Polska, jako
państwo kapitalistyczne, mogłoby się przekształcić w jedną, działającą
na globalnym światowym rynku, wielką firmą, która rządziłaby się takimi
samymi prawami jak każde kapitalistyczne przedsiębiorstwo i prowadziła
we wszystkich dziedzinach życia oraz w odniesieniu do wszystkich kategorii
społecznych politykę opartą na takich samych zasadach, na jakich mogą ją
prowadzić przedsiebiorcy. Państwo nie może swej polityki opierać na rachunku
ekonomicznym i realizować tylko te przedsięwzięcia które opłacają się prywatnym
przedsiębiorstwom. W związku z tym, w odniesieniu do branż strategicznych
i tych, które decydują o zaspokajaniu najważniejszych i najbardziej elementarnych
potrzeb całej gospodarki i wszystkich obywateli, nie może rezygnować z
instytucji użyteczności publicznej. Tego rodzaju branże nie mogą być likwidowane
tylko dlatego, że gdzieś w świecie czy choćby w innych regionach naszego
kraju istnieją nieco korzystniejsze ekonomicznie warunki dla ich rozwijania.
Na tym etapie rozwoju społeczno gospodarczego, na jakim obecnie znajduje
się Polska, nie może sobie ona pozwoli na nadmiernie niszczącą wewnętrzną
konkurencję, na polsko - polską konkurencję w eksporcie węgla, na nieskrępowany
wypływ kapitałów i na "ucieczkę mózgów. Z tych wszystkich względów
strategicznych branż nie powinno się do końca w całości prywatyzować,
w szczególności z udziałem kapitału zagranicznego. Państwo, w przeciwieństwie
do przedsiębiorstwa, nie ma bramy, za którą mogłoby "wystawić" zbędną ludność,
tak jak robi to przedsiębiorca ze zbędnymi pracownikami. Dlatego władze
państwowe muszą dbać o utrzymanie istniejących miejsc pracy i aktywnie
przyczyniać się do tworzenia nowych, nie tylko w administracji państwowej
czy samorządowej. Polityka doktrynersko nastawiona na programowe tworzenie
bezrobocia i to jeszcze na kredyt, tak jak to zakłada obecny rządowy program
restrukturyzacji górnictwa, to prawdziwy horror, w który trudno uwierzyć.
Polskie górnictwo węgla kamiennego, mimo ośmioletnich
już starań nie doczekało się do końca 1997 r. programu z prawdziwego
zdarzenia. Chodzi o poprawny metodologicznie, długofalowy, program oparty
o takąż samą strategię społeczno - gospodarczego rozwoju kraju, odpowiadający
potrzebom i możliwościom realizacyjnym gospodarki, społeczeństwa i państwa.
Dotychczasowy rozwój, a mówiąc dokładniej - regres, tej strategicznej
branży odbywał się w oparciu o różne zagraniczne i krajowe koncepcje oraz
międzynarodowe uzgodnienia, a także na podstawie podejmowanych na bieżąco
na różnych szczeblach, przez różne gremia i pojedyncze osoby, fragmentarycznych
decyzji. Wszystko tu było płynne, nierzetelne, pełne doktrynerstwa i woluntaryzmu,
a często także wyrafinowanej sofistyki. Wynikało to m.in. z faktu że losem
polskiego górnictwa węgla kamiennego żywotnie zainteresowane były nader
liczne, krajowe i zagraniczne grupy nacisku o sprzecznych interesach, niestety
w przeważającej mierze generalnie sprzecznych z narodowymi interesami społeczeństwa
i państwa polskiego jako całości. Efektem tego były trudności z opracowaniem
rzetelnego, metodologicznie poprawnego programu. Ci, którzy mieli potrzebne
do tego celu środki i zapewne odpowiednie przygotowanie fachowe, nie byli
zainteresowani stworzeniem takiego programu, który ujawniałby ich rzeczywiste
intencje i pokazywał wszystkie obiektywne prawdy oraz racje. Natomiast
odwrotnie było z tymi którzy byli zainteresowani powstaniem takiego programu.
Ci najczęściej albo nie mieli potrzebnych środków, albo dostatecznego dostępu
do informacji. Większości ich brak było też takiej znajomości rzeczy, która
pozwalałaby im wychwycić wszystkie najistotniejsze niedoskonałości pojawiających
się programów i przekonywująco uzasadnić wysuwany pod ich adresem zarzuty.
A programów lub opracowań, które miały pełnić ich rolę,
ukazało się wiele. Wszystkie one jednak urągały najbardziej nawet elementarnym
wymaganiom metodologicznym i warsztatowym, nie mówiąc już o stronie merytorycznej.
Większość tych opracowań nigdy nie została zresztą ostatecznie przyjęta
przez powołane do tego władze, ani też nie została w pełni zrealizowana.
Pierwszym formalnie przyjętym przez Radę Ministrów programem restrukturyzacji
górnictwa węgla kamiennego był tzw. "program Markowskiego". On też został
przedstawiony Sejmowi. Ale był realizowany krótko i został zastąpionu przez
obecnie obowiązujący program opracowany przez koalicyjny rząd AWS i UW.
Niestety i ten, jak zostało to już wcześniej w niniejszym opracowaniu wykazane,
budzi poważne zastrzeżenia nie tylko merytoryczne, ale także metodologiczne
i warsztatowe. Zastrzeżenia te są ta