Jesteś w: STRONA GŁÓWNA Opracowania
 

Wystąpienie programowe Przewodniczącego Komisji Krajowej WZZ ,,Sierpień 80" na zjeździe założycielskim Związku

Praca ludzka poprzez wielość warsztatów pracy przyczynia się do dobra wspólnego całego społeczeństwa . Ludzie pracy, w tej właśnie pracy znajdują tytuł do stanowienia w sprawach całego społeczeństwa, które żyje i rozwija się z ich pracy. To praca ludzka i stojący za nią człowiek stanowią podmiot egzystencji zbiorowości ludzkiej.

Praca otwiera w życiu społecznym cały wymiar podmiotowości człowieka, a także podmiotowości społeczeństwa złożonego z ludzi pracujących. Trzeba zatem widzieć wszelkie prawa człowieka w związku z jego pracą. Za pracę ludzką trzeba zapłacić i równocześnie : na pracę człowieka nie sposób odpowiedzieć samą zapłatą. Przecież - jako osoba jest on nie tylko "wykonawcą", lecz współtwórcą dzieła, które powstaje na warsztacie pracy. Ma zatem prawo do stanowienia również o tym ,warsztacie. Ma prawo do pracowniczej samorządności - czego wyrazem są między innymi związki zawodowe.

Z pracy swojej ma człowiek pożywać chleb codzienny i poprzez pracę ma się przyczyniać do ciągłego rozwoju nauki i techniki, a zwłaszcza do nieustannego podnoszenia poziomu kulturalnego społeczeństwa, w którym żyje. Praca oznacza każdą działalność jaką człowiek spełnia bez względu na jej charakter i jej okoliczności, to znaczy każdą działalność człowieka, którą za pracę uznać można i uznać należy pośród całego bogactwa czynności do jakich jest zdolny i dysponowany poprzez samą swoją naturę, poprzez samo człowieczeństwo. To wołanie o poszanowanie praw ludzkich, zawarte w kolejnych encyklikach papieskich, w społecznej nauce Kościoła, w humanistycznej wizji człowieka jako przedmiotu troski - nie zaś jako ekonomicznego wskaźnika w bez dusznym ekonomizmie - technokratycznym jak i ortodoksyjnie liberalnym było zarzewiem "Solidarności". To człowiek - będąc koroną stworzenia, posługuje się ekonomią jako narzędziem w uskutecznianiu swej misji ; czynienia sobie ziemi poddaną!

W świetle tych niezbywalnych prawd, powszechnego - niejednokrotnie intuicyjnie wyczuwanego przeświadczenia o nadrzędności osoby ludzkiej stało się możliwe by, w środku Europy, na styku wpływów dwóch wrogich sobie bloków militarnych, politycznych i gospodarczych powstał ruch społeczny ludzi pracy, którzy wbrew wszelkim scenariuszom postanowili samorządnie, niezależnie i spontanicznie przystąpić do budowy związku zawodowego. Jego charakter i cele najpełniej oddawała nazwa "Solidarność".
 
Siedziba Komisji Krajowej
Siedziba Komisji Krajowej. 
Budynek pozytywnie wyróżnia się od innych, podobnie jak Związek

Po szesnastu miesiącach, komunistyczny reżim wprowadzając stan wojenny dokonał zamachu nie tylko na związek zawodowy. Dokonał zamachu na rodzącą się demokrację. Kolejne lata konspiracyjnych zmagań pokazały dowodnie, że treści artykułowane przez "Solidarność" były ponadczasowe. Czołgi i pałki nie mogły być argumentem przeciw dążeniom ludzi pracy do posiadania rzeczywistego wyraziciela ich interesów. Niejako dodatkowym elementem żywotności "Solidarności" był jej antykomunistyczny charakter. Ponieważ państwo tak przemożnie dławiące swobody obywatelskie miało komunistyczne oblicze - zrozumiałym jest iż opór przeciwko tym metodom miał jak najbardziej antykomunistyczne oblicze. Junta Jaruzelskiego dławiąc wszelkie przejawy społecznego oporu, jak pokazała historia, jedynie konsolidowała ten sprzeciw.

Głębokie zmiany w światowym systemie politycznym i gospodarczym doprowadziły do stopniowego osłabiania bloku wschodniego - co jak pamiętamy oznaczało także wzmocnienie sił opozycyjnych w Polsce. Dla wszystkich stawało się coraz bardziej oczywistym iż bankructwo tego systemu jest nieuniknione. Słabnący komunizm w jego zbiurokratyzowanej formie od 1987 roku przeszedł do definitywnego odwrotu. Ścisłe kierownictwo "Solidarności" uświadamiało sobie, że jedynie kwestią czasu jest restytucja związku i rozpoczęcie nowego etapu walki.

W tym właśnie okresie realnym stały się koncepcje, by ponad głowami komunistycznej bazy i "Solidarnościowych" mas dogadały się elity co do kształtu i sposobu przejmowania władzy. Za cenę dopuszczenia do sprawowania władzy, elity "Solidarności" skupione wokół Lecha Wałęsy - jak pokazała to późniejsza praktyka, zagwarantowały ustępującym bezkarność za dotychczasowe przewinienia względem społeczeństwa i państwa polskiego oraz prawo do uwłaszczania się! Już niebawem okazało się jak bardzo wspólnota interesów cementowała te środowiska, tworząc unikalne pod tym względem zjawisko powstawania polityczno-gospodarczej nomenklatury rekrutującej się z tak pozornie przeciwstawnych środowisk. Pomimo wielu rzeczywistych różnic istniejących pomiędzy niegdysiejszymi opozycjonistami także marksistowskimi dysydentami a zbiurokratyzowanym aparatem monopartii, okazało się, iż jest możliwe nie tylko spektakularne porozumienie potocznie nazywane okrągłym stołem, ale także prawdziwym jest wspólne - by nie rzec solidarne, budowanie nowej klasy właścicieli i dysponentów państwa i jego gospodarki.

Komunistyczny, zbiurokratyzowany aparat wnosił doświadczenie władzy wykonawczej i administracyjnej - był też gwarantem iż strona przeciwna przejmująca inicjatywę ustawodawczą (a także ponosząca odpowiedzialność za polityczną skuteczność realizowania tych uzgodnień) nie zaprzestanie wypełniać podjętych zobowiązań! Tzw. strona solidarnościowo-opozycyjna wnosiła w zamian, prócz oczywistego poparcia społecznego także poparcie wpływowych kół finansjery zachodniej. Bez ich przyzwolenia transformacja systemu byłaby z góry skazana na przegraną. Technokratyczno-komunistyczny aparat znający rzeczywisty stan gospodarki, dostrzegający narastający opór społeczny przeciwko jego dalszym rządom - a także obawiający się tego iż samodzielnie podejmowane próby samo uwłaszczenia doprowadzą do powszechnego (być może nie kontrolowanego nawet przez solidarnościowe elity) wybuchu społecznego. W obliczu przegranej przez Związek Radziecki globalnej wojny gospodarczej z której zwycięski wyszedł Zachód, wobec przegranej wojny technologicznej; wobec stale zmniejszającej się strefy politycznych wpływów jego sowieckich protektorów - uznał że jedynym skutecznym sposobem przetrwania będzie dopuszczenie do procesu przekształcania się dysponentów majątku narodowego w jego rzeczywistych właścicieli, wraz z częścią elit dawnej "Solidarności".

Kolejne lata realizowania tych uzgodnień, przy aprobacie "solidarnościowych" rządów potwierdzały jedynie, że z drogi samo uwłaszczenia się elit komunistyczno - solidarnościowych, odbywającej się kosztem całego społeczeństwa, odwrotu nie będzie! Plan Balcerowicza, w istocie będący programem dostosowawczym Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego był realizowaniem uzgodnień zawieranych wcześniej przez rządy komunistyczne a przez ekipy solidarnościowe przyjęty jako własny. Oczywistym jest, bo wiem, że aby cały proces nazywany transformacją mógł się odbywać konieczna jest zgoda zwycięzców światowej wojny ekonomicznej. Udzieliła ją zarówno zrzekająca się dotychczasowej strefy wpływów Moskwa, jak też zwycięski Waszyngton. Karty zostały rozdane - pozostało jedynie realizować opracowany scenariusz, w którym nie przewidziano miejsca dla interesów Narodu czy też świata pracy stanowiącego jego kościec!

Lech Wałęsa, niegdyś robotnik, przewodniczący i przywódca ruchu społecznego protestu lat 80 i 81 stał się w 1989 roku formalnym i rzeczywistym gwarantem tego procesu. Miast opowiedzieć się po stronie związku, który formalnie reprezentował, oprzeć się na Narodzie tak głęboko mu ufającym postanowił, że w zaproponowanej grze udział weźmie ale bynajmniej nie po stronie, po której chcieliśmy go oglądać! Przeciwnie, dostrzegł niebywałą szansę by zrealizować to o czym mówił w wywiadzie udzielonym w 1980 znanej włoskiej dziennikarce Oriani Falacci. Wówczas to po raz pierwszy przyznał , iż chce zostać prezydentem państwa. To Lech Wałęsa wyrzekając się związku, jego ideałów i sprzeniewierzając się misji do jakiej został powołany stał się dzisiaj przysłowiowym języczkiem u wagi, klamrą spinająca całość politycznego szachrajstwa, jakie zafundowano społeczeństwu zza atrakcyjnie wyglądającego parawanu reform i liberalizmu w zdecydowanie odhumanizowanej postaci. Niedawno Wałęsa ujawnił swe kolejne oblicze, prezentując się w całej krasie jako ideowy brat Benitto Mussoliniego poprzez głoszenie skompromitowanej koncepcji korporacjonizmu, będącego - jak to powszechnie wiadomo - włoską mutacją faszyzmu.

Już w kwietniu 1989 roku Lech Wałęsa oświadczył: "nie będę budował związku silnego!", takiego, który przeszkadzałby w reformach. To stwierdzenie, po kilku latach rządów z jego nadania nabiera jednoznacznego charakteru. Dnia 13 grudnia 1989, w ósmą rocznicę wprowadzenia stanu wojennego RKO wydała oświadczenie, w którym czytamy: "Uważamy, że czekają nas - jako społeczeństwo i ruch związkowy te same problemy za realizację których oddali życie pomordowani na KWK "Wujek" i w wielu innych miejscach Polski. Bez wspólnego i solidarnego wysiłku ich poświęcenie może pójść na marne." Już wtedy stwierdzaliśmy: ..potępiamy obecną politykę ekonomiczną rządu, zwaną planem Balcerowicza. Występujemy przeciwko analogicznym poczynaniom Lecha Wałęsy i jego nomenklatury, dostrzegając w nich realizowanie obcych interesów, sprzecznych z interesami i oczekiwaniami społecznymi.

Świat pracy, pracownicy najemni byli główną siłą społeczną, której opór i walka na przestrzeni dziejów PRL przyczyniły się do upadku biurokratycznego systemu realnego socjalizmu. W okresie od objęcia władzy przez nowe siły społeczno - polityczne, wywodzące się z "Solidarności", ideały o które walczyli, tak mocno wyartykułowane przez nich w Sierpniu 1980 roku, nie tylko nie zostały zrealizowane, ale nawet zaprzepaszczone przez sprawujących władzę. Pracownicy najemni ponoszą największe koszty budowy nowego ustroju. Z dnia na dzień pogarsza się ich sytuacja bytowa, coraz więcej z nich zagrożonych jest bezrobociem. Nie do pozazdroszczenia jest zwłaszcza sytuacja ludzi młodych, zakładających swoje rodziny, dla których perspektywa uzyskania własnego mieszkania jest właściwie żadna. Oni naprawdę nie mają nic do stracenia!
 
 
WZZ ,,Sierpień 80 na blokadach dróg wiosną 1999
Byliśmy razem z rolnikami na wielu blokadach
 Społeczeństwo czuje się podwójnie oszukane: najpierw przez komunistów, którzy ciągle legitymizowali nim swą władzę, a teraz przez elity, które wydźwignęło na szczyty w imię etosu "Solidarności" i którym początkowo całkowicie zaufało. Wszystko to powoduje rosnącą wśród ludzi pracy apatię i frustrację, która grozi wybuchem w skali ogólnopolskiej. Mógłby on mieć nieobliczalne skutki dla pozostającej w krytycznym stanie gospodarki polskiej. W tej chwili robotnicy i inni pracownicy najemni przemysłu, sfery budżetowej i usług ciągle stanowią wielką siłę, której bunt i desperacja mogą być destrukcyjne. Jednocześnie jednak są oni potencjalnie wielką siłą twórczą. Rzecz w tym, by kwalifikacje, zaangażowanie większości z nich włączyć do dokonujących się przekształceń w naszej gospodarce. To jest ten olbrzymi narodowy kapitał, którego zmarnować nie wolno! Bez przesady można stwierdzić, iż od tego zależy suwerenny byt Rzeczypospolitej Polskiej. Obszarem największego zagrożenia jest niewątpliwie sytuacja przemysłu państwowego.

Wskutek restrykcyjnej polityki kolejnych rządów, serwilistycznych względem Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego, gwałtownie spada rentowność i zyskowność przedsiębiorstw. Coraz większej ich ilości grozi bankructwo. Zagrożenia te dotykają nie tylko przedsiębiorstw nieefektywnych i przestarzałych, lecz także dobrych i nowoczesnych. Świadomie wywoływana i podtrzymywana recesja powoduje deprecjację majątku narodowego, a co za tym idzie - spadek jego rynkowej wartości. W ramach tzw. przekształceń własnościowych może on za niewielką cenę, a na wet za długi, być wykupiony przez zachodni kapitał i związaną z nim nomenklaturę pseudo-menedżerską. Przejawy tego są już widoczne i świat pracy to dostrzega. Wszystko to powoduje u pracowników utratę perspektyw na przyszłość.

Postępujący szybko upadek naszej gospodarki prowadzi do sytuacji, w której jej kondycja grozi katastrofą także budżetu. Bezpośrednio uderza to w - i tak już niskie - płace pracowników sfery budżetowej, zwłaszcza oświaty, nauki i służby zdrowia, nie rewaloryzowane i nie wypłacane w terminie. W rezultacie interesy pracowników najemnych przemysłu i sfery budżetowej są zbliżone, a ich zaspokojenie wzajemnie powiązane.

Konieczna jest sanacja sektora państwowego. Nie wyrazimy zgody na jego dalsze rujnowanie. Nowe elity polityczne, a konkretnie ich ekipa gospodarcza - w skład której weszła przecież także cała była nomenklatura komunistyczna - przejmując władzę, wbrew początkowym deklaracjom, przestała przestrzegać w polityce gospodarczej zasady równości sektorów. Zgodnie z ideologią liberalną zaczęła prowadzić politykę gospodarczą wyraźnie dyskryminującą przedsiębiorstwa państwowe. Przejawem tego jest restrykcyjny system podatkowy oraz stosowany wobec przedsiębiorstw państwowych powszechnie krytykowany popiwek, blokujący wzrost płac. Jego zasadniczą funkcją jest przymuszanie załóg do wyrażenia zgody na określoną wizję prywatyzacji. Prywatyzacji wywłaszczającej załogi, a uwłaszczającej nowe komuno - solidarnościowo - liberalne elity władzy.

W sytuacji ciągle wzrastających opłat za czynsz, energię, komunikację i inne usługi, podatek ten potęguje postępujące ubożenie pracowników i ich rodzin. Odbiera to pracownikom motywację do dobrej pracy. W uzasadnionych opiniach ludzi pracy uzyskiwana przez nich płaca jest za niska w stosunku do wkładu pracy, a także zbyt mała w relacji do potrzeb rodziny. Warto tu podkreślić, że w Polsce udział płacy w kosztach produkcji należy zdecydowanie do najniższych w Europie. Na tym właśnie polega taniość siły roboczej w naszym kraju.

Błędna, a twierdzimy że świadoma, polityka kolejnych pookrągłostołowych rządów powoduje dramatyczny kryzys przedsiębiorstw państwowych, potęgowany ich wewnętrzną strukturą i zasadami funkcjonowania, które nie są adekwatne do wymogów gospodarki rynkowej. Do tego dochodzi przestarzałe wyposażenie i zdekapitalizowany park maszynowy. W tej sytuacji niezbędna jest - zaprogramowana przez określoną politykę przemysłową - modernizacja poszczególnych przedsiębiorstw.

Rzecz jasna, w warunkach w jakich znalazły się finanse państwa, wesprzeć należy te podmioty gospodarcze, które mają szanse na rozwój i utrzymanie się na rynku oraz powinny istnieć ze względów strategicznych i obronnych. A także te, które są nośnikami nowoczesnych technologii lub które pozwalają nam na zajęcie odpowiedniego miejsca w międzynarodowym podziale pracy. Popieranie przedsiębiorstw powinno oczywiście opierać się na mechanizmach systemowych. Zmiany strukturalne w przemyśle nie można bowiem pozostawić żywiołowi rynku. Poza tym należy je zgrać z zagraniczną polityką gospodarczą, eksportową i importową, tak aby najlepsze polskie przedsiębiorstwa miały warunki do sprostania konkurentom zagranicznym! Nie jest zadaniem związków zawodowych opracowywanie szczegółowej polityki przemysłowej państwa. Nie wynika jednak z tego, że związek wyzbywa się prawa do jej opiniowania. Mamy również prawo do opiniowania samorządności pracowniczej - to także element dokonujących się zmian w zasadach funkcjonowania firm.

Zmiany w tej dziedzinie wprowadza aktualnie przeprowadzana tzw. komercjalizacja przedsiębiorstw. Wraz ze zmianami własnościowymi, system zarządzania w przedsiębiorstwach powinien gwarantować udział pracowników w procesach decyzyjnych. W gospodarce pracownikom należy stworzyć warunki do podmiotowości. Jest to szczególnie pożądane dziś, kiedy panuje głęboki kryzys i jego przezwyciężenie wymaga uruchomienia wszystkich źródeł energii społecznej. Partycypacja pracowników w zarządzaniu nie wymaga inwestycji, a jedynie odpowiednich gwarancji prawnych i warunków organizacyjnych. Jest to szansa zwłaszcza dla aktywniejszych pracowników, zatroskanych losem swego przedsiębiorstwa. Partycypacja ta powinna być dobrowolna, nie należy jej narzucać centralnie. Jej formy mogą być bardzo różne. Ogólnie biorąc, nie powinna wprowadzać dualizmu władzy w przedsiębiorstwie, zapewniając jednak pracownikom możliwość współdecydowania. Dzięki tej formie organizacji pracy, pracobiorcy będą mieli szansę bezpośredniego decydowania w sprawach organizacji stanowiska i przebiegu pracy. Nadanie grupom dużej samodzielności stworzy warunki dla samorządności i upodmiotowienia pracy.

Koniecznym jest zauważenie w tym miejscu, że mechanizm samorządności pracowniczej występuje w gospodarce wolnorynkowej. W Niemczech system ten zdaje egzamin w dużej grupie przedsiębiorstw, także prywatnych. Forma własności nie może przekreślać praw pracowniczych do współdecydowania o procesach pracy i odsuwać pracobiorców od ubiegania się np. o podział zysków, powstałych również z pracy załóg.

Na położenie pracowników i ich przyszłe losy wpływ będą miały niewątpliwie przekształcenia własnościowe. Będą one również w wielkim stopniu wpływały na kształt i zakres partycypacji pracowniczej. Nie wszyscy jeszcze robotnicy zdają sobie sprawę ze znaczenia i konsekwencji tych zmian. Jak dotąd, pozycja środowisk pracowniczych w przekształceniach własnościowych jest skutecznie osłabiana. A przecież stanowią oni wielką grupę społeczną i nie mogą stracić na tych przemianach! Wydaje się, że częściowo winne tego stanu rzeczy są związki zawodowe, które nie mają spójnej i długofalowej koncepcji w sprawie przekształceń własnościowych. Bardzo istotne jest, aby nie odbywały się one odgórnie. Tak się dzieje obecnie, a decydujący głos posiadają urzędnicy Ministerstwa Przekształceń Własnościowych, będącego wyrazicielem jedynie interesów nowo tworzącego się establishmentu. Celem aktualnej polityki przekształceń własnościowych jest stworzenie nowej klasy średniej z dotychczasowych nomenklatur. Coraz powszechniejszym staje się przeświadczenie, że mamy do czynienia z grabieżczo - łupieżczym uwłaszczaniem się komunistyczno - solidarnościowo - liberalnych pseudo - elit, czyniących to za przyzwoleniem i w interesie międzynarodowych instytucji finansowych.

Proces przekształceń własnościowych nie może być dokonywany za wszelką cenę, nie może być kolejnym dogmatem ideologicznym. Uefektywnianie gospodarki musi odbywać się z uwzględnieniem interesów ludzi, którzy ją współ tworzyli. Trzeba programu uwłaszczania Narodu, musi się także dokonać uwłaszczenie bezpośrednich wytwórców, także poprzez różne formy własności pracowniczej. Stosunkowo najprostszą są spółki pracownicze, najczęściej tworzone w małych i średnich przedsiębiorstwach. Pogodzenie własności prywatnej z samorządnością pracowniczą umożliwia także akcjonariat pracowniczy. Może on mieć formę spółki, której udziałowcami są wyłącznie pracownicy, albo też formę mieszaną tzn. oprócz pracowników udziały mogą mieć inni, z tym że akcje lub udziały pracowników są większościowe lub uprzywilejowane. W przekształcaniu przedsiębiorstw na zasadach akcjonariatu pracowniczego można skorzystać z doświadczeń amerykańskiego ESOP-uplan pracowniczej własności akcji, uwzględniając jednak specyfikę polskich przedsiębiorstw państwowych i naszej sytuacji gospodarczej. Rozwiązania zbliżone do ESOP-u wymagają jednak uruchomienia kredytów inwestycyjnych na rozwój. Walorem ESOP- u jest to, że pracownicy nie płacą za akcje swoimi oszczędnościami, lecz pracą. Pobudza to ich motywację. Wydaje się, że dla potwierdzenia atrakcyjności tego rodzaju przedsięwzięcia należy podjąć programy pilotażowe.

Niełatwym problemem do rozwiązania jest uwłaszczenie pracowników sfery budżetowej. Pewne możliwości stwarza dla nich prywatyzacja kapitałowa, polegająca m.in. na publicznej emisji akcji. Należy rozważyć możliwość emisji na dogodnych warunkach bonów własnościowych, umożliwiających im udział w majątku nieprodukcyjnym, czyli istniejącym właśnie w sferze budżetowej. Promując własność pracowniczą w możliwie dużym stopniu należy skorzystać z wiedzy i doświadczeń oraz aktywności samych pracowników, zwłaszcza tych, którzy dysponują zmysłem przedsiębiorczości, identyfikując się ze swym przedsiębiorstwem.

Pracownicy najemni, którzy swą ciężką, niskoopłaconą pracą przyczynili się do zbudowania w Polsce, po II wojnie światowej wielkiego majątku narodowego, głównie przemysłu, powinni mieć znaczący wpływ na kierunek i strategię przekształceń własnościowych w Polsce. Problemy związane z restrukturyzacją przedsiębiorstw są mimo wszystko mniej skomplikowane aniżeli te, które wiążą się z restrukturyzacją miast i regionów. Chodzi o miasta z jednym, dominującym w ich życiu ekonomicznym przedsiębiorstwem, które zna lazło się w sytuacji kryzysowej, grożącej bankructwem. Przykładem takich szczególnie zagrożonych mogą być: Mielec i Świdnik, uzależnione od kondycji przedsiębiorstw lotniczych; Starachowice od "Stara", "Stalowa Wola" od huty itp.

Kryzys w takim dominującym przedsiębiorstwie natychmiast pociąga za sobą pogorszenie sytuacji ekonomicznej, a następnie upadek innych miejscowych lub pobliskich zakładów i firm prywatnych, które z nim kooperują. To zaś wyzwala spiralę bezrobocia. Doprowadza to duże grupy pracownicze i ich rodziny do daleko posuniętej degradacji, a co za tym idzie - do niepokojów społecznych i patologii. Rzecz jasna, wypracowanie programu ratunkowego nie jest zadaniem pracowników i ich organizacji. Od tego są rząd i władze lokalne, wsparte ekspertami. Zadaniem naszego związku jest jednakże krytyczne ich ocenianie. Musimy mieć prawo do swobodnego i równoprawnego artykułowania naszych interesów. Żaden rządowy program nie może zostać wdrożony bez wcześniejszej zgody pracobiorców i związku, który ich interesy realizuje.

Skutki społeczne neoliberalnych eksperymentów płacą zawsze środowiska pracownicze. Przykład Praszki dowodzi niezbicie, jak bardzo rządowe doktryny realizowane są wbrew zdrowemu rozsądkowi, wbrew interesom lokalnych społeczności. Problem ten niebawem dotknie boleśnie nasz region. Likwidacja przemysłu wydobywczego i hutnictwa - jeżeli do tego dopuścimy - wywoła nieobliczalne, nie tylko ekonomiczne, ale przede wszystkim społeczne skutki. Musimy uczynić wszystko, by broniąc przemysłu ciężkiego obronić również naszą gospodarkę!

Jednym z głównych problemów ekonomicznych jest jakoby brak środków. Lansuje się fałszywy pogląd "krótkiej kołdry". Domagamy się gruntownej rewizji tej filozofii! Nowy parlament, a sądzimy że i przyszły rząd dokona zasadniczej rewizji dotychczasowej, monetarystycznej, antyprzemysłowej i antyspołecznej polityki. Potrzebne jest nam ożywienie gospodarki i pobudzenie produkcji! Dla pracowników najemnych podstawowym prawem jest prawo do pracy i godziwego wynagrodzenia, zapewniającego cywilizowany poziom życia, zgodnie z europejskimi standardami. Stąd ważność wszelkich działań zmierzających do ograniczenia i likwidacji bezrobocia, a także zapewnienia nowych, efektywniejszych form pomocy społecznej. W tej niezmiernie trudnej sytuacji potrzebny jest taki program polityki socjalnej, który z jednej strony zapewni równość szans w dostępie do oświaty, kultury, wypoczynku i lecznictwa, a z drugiej zagwarantuje chociaż minimalny poziom zaspakajania potrzeb rodzin pracowniczych. Jego wysokość powinna być wyznaczona właśnie przez skalę elementarnych potrzeb, a nie przez indywidualne dochody. Chodzi tu o pod stawowe, najważniejsze potrzeby z zakresu mieszkalnictwa, wypoczynku, kul tury, oświaty i ochrony zdrowia. Chociaż nie sposób w jednym wystąpieniu zawrzeć wszystkich, wymagających zmian, elementów naszej rzeczywistości możliwie wyczerpująco odniosłem się do najistotniejszych kwestii. Zasadnie wszelako przypuszczam, że wystąpienia kolejnych mówców merytorycznie dopełnią zasygnalizowane tu pokrótce problemy.

Wolny Związek Zawodowy "Sierpień 80" proponuje, by wszystkie związki zawodowe wspólnym głosem zażądały od władzy zawarcia nowej umowy społecznej. Takiej samej, jaką wymogliśmy w 1980 roku. Musi ona gwarantować nie tylko niezbywalne prawa pracownicze i wolność funkcjonowania związków zawodowych, ale przede wszystkim stać się gwarancją, że porządkowanie spraw społecznych i gospodarczych odbywać się będzie z pełnym poszanowaniem podmiotowości ludzi pracy, w zgodzie z interesami Narodu i państwa polskiego. Państwo musi służyć człowiekowi!

Praca musi stać przed kapitałem!

Daniel Tomasz Podrzycki
 


up
Polecamy strony: Trybuna Robotnicza, Polska Partia Pracy, KPiORP
(c) 2000-2001 Biuro KK WZZ Sierpień 80. All Rights Reserved!