Jesteś w: STRONA GŁÓWNA Opracowania
 


Dr Janina Kraus
Poseł na Sejm RP

Wiceprzewodnicząca
Komisji Gospodarki Sejmu RP



Poszerzona wersja wypowiedzi na temat:

"PRZYSZŁOŚCIOWE TECHNOLOGIE
W OPTYMALIZOWANIU ROZWOJU GOSPODARKI PALIWOWO-ENERGETYCZNEJ
W POLSCE W OKRESIE DO ROKU 2020"

- na spotkanie organizowane przez Agencję Techniki i Technologii w dniu 30 listopada 2000 r. w Warszawie

1. Geneza problemu.

(...) Jest (...) dla mnie rzeczą krzepiącą, że Agencja tak szybko i w tak konstruktywny sposób zareagowała na podniesioną przeze mnie ostatnio w Sejmie i w bezpośrednich kontaktach - potrzebę połączenia przez rząd i polską naukę oraz przemysł wysiłków na rzecz zwiększenia stopnia wykorzystania krajowego węgla oraz biomas i ziaren roślinnych do wytwarzania paliw płynnych i gazowych oraz produkcji energii elektrycznej

Sprawa jest dla mnie osobiście ważna, bo od lat, a dokładniej mówiąc od roku 1991, stawiam w Sejmie sprawę maksymalnego wykorzystania rodzimych nośników energii pierwotnej; od 1996 r. - o rozpoczęcie produkcji paliw płynnych z węgla, a od niedawna - również o zwiększenie zakresu zastosowania paliw pochodzenia roślinnego. Niestety moje dotychczasowe starania nie dały właściwie żadnych efektów. Co gorsze, mam podstawy przypuszczać, że nie był to tylko skutek nie docenienia wagi problemu, lecz także również w jakimś stopniu aktywnie negatywnego nastawienia niezidentyfikowanych do końca grup interesów do podejmowania jakichś konkretnych inicjatyw w dziedzinie pogłębiania przetwórstwa węgla i zwiększania tym samym zapotrzebowania na ten nośnik energii na rynku krajowym. Za taką supozycją przemawia fakt, iż zdarzało się, że przedstawiciele rządu, uzasadniając swoje negatywne stanowisko w kwestii produkcji paliw płynnych z węgla, posługiwali się nieaktualnymi stereotypami lub argumentami rozmijającymi się wyraźnie z prawdą. (1) Natomiast, jeśli chodzi o bioetanol, to według moich informacji, trudności w jego stosowaniu świadomie, a - jak się wydaje - bez obiektywnego uzasadnienia , powoduje z jednej strony Ministerstwo Finansów, a z drugiej - importerzy paliw płynnych.

2. Istota problemu i szanse jego rozwiązania.

Krótko mówiąc, z moich dotychczasowych doświadczeń wynika, że interesujących mnie spraw nie da się ruszyć z miejsca bez bardzo szerokiej i zespolonej oddolnej inicjatywy ze strony środowisk naukowych i producenckich. Skład uczestników zaproszonych na spotkanie w Agencji w dniu 30 listopada br. dowodzi, że potrzeba tak wszechstronnej współpracy znalazła zrozumienie u wszystkich właściwych i najbardziej kompetentnych osób oraz instytucji. Tak więc, dzięki temu spotkaniu współpraca ta - mam nadzieję - również w przyszłości może się okazać nie tylko realna, ale także efektywna. Wskazują na to również obiektywne okoliczności, które się w ostatnim czasie, w zakresie poruszanej tu przeze mnie problematyki - uformowały. Chodzi o cały splot szczególnych, zarówno wewnętrznych jak i zewnętrznych, uwarunkowań - i to tak natury ekonomiczno-finansowej, jak też natury techniczno-technologicznej oraz społecznej i politycznej.

Nie zamierzam wygłaszać na ten temat referatu, choć rzecz zasługiwałaby na szersze potraktowanie. Ale o kilku sprawach z tego zakresu, choćby tylko hasłowo, muszę wspomnieć, bo mają one zasadnicze znaczenie dla przedmiotu dzisiejszej dyskusji. Aby nie zabierać uczestnikom spotkania zbyt wiele czasu większość tych uwag przekazuję w tej, pisemnej, formie.

3. Wzrost cen paliw płynnych i gazowych.

Pierwszą ze spraw, które wymagają szerszego omówienia jest fakt, że przyjęte w założeniach polityki energetycznej na okres lat 1997 - 2020 wzrosty cen ropy naftowej, przy scenariuszu "Postępu-Plus" wycenione w sumie na około 25,5 % i na około 45,1 % przy scenariuszach "Odniesienia" oraz "Przetrwania" (2), a gazu ziemnego - odpowiednio: na około 26,9 i 65,5 % - okazały się kilkakrotnie zaniżone. Przy tym pierwszym scenariuszu baryłka ropy w 2020 r. miała kosztować 23,1 USD, a 1000 m3 gazu 108,0 USD. W przypadku dwóch pozostałych ceny te miały osiągnąć poziom odpowiednio 26,7 USD/bbl i 140,8 USD/1000 m3.

Tymczasem, jak widzimy już w tym roku cena baryłki ropy na giełdzie londyńskiej przekroczyła poziom 35 USD/bbl. A to w stosunku do cen ropy przyjętych w "Założeniach .." dla roku 1997 na poziomie 18,4/bbl oznacza wzrost tylko w ciągu ostatnich 3 lat o ponad 90 %. Ale trzeba pamiętać, że w międzyczasie, np. w listopadzie i grudniu 1998 r., cena ropy spadała okresowo nawet do około 10 USD/bbl. W stosunku do tych okresów obecny poziom cen jest więc ponad 3-krotnie wyższy.

Jestem oczywiście świadoma tego, ze cenami ropy naftowej nie rządzą wyłącznie proste prawa rynku w postaci podaży i popytu. Tu w szerokim zakresie oddziałują również względy polityczne oraz związane z nimi czynniki psychologiczne. Kraje wysoko rozwinięte, a wśród nich przede wszystkim Stany Zjednoczone, mają dość instrumentów politycznych i ekonomicznych , aby doprowadzić na jakiś czas do ponownego obniżenia cen ropy. Ale warto podkreślić, że obecnie wśród analityków rynku paliw mówi się, iż świat jako całość wszedł już w okres stałego trendu wzrostowego i ceny te, choć mogą jeszcze ulegać okresowym obniżkom, na dłuższą metę muszą rosnąć. Według niektórych ekonomistów w niedalekiej przyszłości mogą one osiągnąć poziom 50, albo nawet 100 USD/bbl. (3)

Podobnie rzecz wygląda w przypadku gazu. Jego ceny są wprawdzie nieco stabilniejsze, ale - choć z pewnym opóźnieniem - zawsze w jakimś stopniu podążają za cenami ropy. Ostatnio Rosja zaproponowała Polsce podniesienie ceny z 85,1 (w 1997 r.) do 123 USD/1000 m3. Przyjęcie tej propozycji oznaczałoby wzrost o 44,5 %. Gaz z Norwegii byłby zapewne jeszcze droższy. O tym jednak, jak ostatecznie będzie się rozwijała sytuacja na tym rynku w przyszłości, zadecyduje stopień uzależnienia się Europy Zachodniej od dostaw tego surowca z Rosji. Do tej pory mówiło się, że preferowanie gazu w unijnej strategii energetycznej (wspierane zresztą bardzo aktywnie m.in. przez Bank Światowy również w odniesieniu do Polski), dyktowane było głównie przez inwestycyjne i ekologiczne walory tego nośnika energii. Dyskretnie przy tym pomijano drażliwy aspekt wykorzystywania go jako czynnika pozwalającego zachować możliwie największą ilość rodzimych zasobów węgla na "czarną godzinę". Tę ostatnią stanowić ma ostra faza globalnego kryzysu surowcowego i ekologicznego w skali całego świata, którego początki dalekowzroczni strategiczni analitycy przewidują na lata 2020 - 2050. Wskazują na to m.in. wyniki analiz Klubu Rzymskiego (4) i prognozy K. Hillera. (5) Według Krzysztofa Stańczyka konwencjonalne złoża ropy naftowej (140 mld t), przy przewidywanym rocznym wzroście wydobycia (do 5 mld t/r.) wystarczą na ok. 30 lat. Następnie trzeba będzie sięgnąć po niekonwencjonalne złoża, do których należą piaski roponośne i łupki naftowe. (6) Można się obawiać, że coraz powszechniejsze zastępowanie ropy gazem jako paliwem tańszym i bardziej przyjaznym środowisku niż ropa doprowadzi do wyczerpania światowych zasobów gazu jeszcze szybciej niż ropy.

4. Przyczyny preferowania gazu.

Ale wydaje się, że główną przyczyną tego, iż obecny szok naftowy skłonił Unię Europejską do podjęcia pospiesznych i dość desperackich kroków, mających na celu zapewnienie sobie bardzo dużych dostaw gazu z Rosji - była chęć zmniejszenia swego uzależnienia od niekorzystnej dla niej, bardzo chimerycznej polityki podażowo-cenowej, jaką prowadzą OPEC i wielkie pozaeuropejskie koncerny naftowe. W tej dziedzinie, jako moderator, najwięcej mają do powiedzenia Stany Zjednoczone. Wpływy UE są tu nieporównanie mniejsze. Unia liczy na wynegocjowanie z Rosją pewniejszych i bardziej dla siebie korzystnych porozumień cenowych i umocnienia swojej pozycji jako suwerennego supermocarstwa. (7)

Mój stan rozeznania rzeczy, gdy chodzi o partnerskie stosunki z Rosją w sprawach importu gazu nie pozwala na podzielanie optymizmu Unii. Obawiam się, że wszystko będzie się układało po jej myśli dopóki światowe ceny ropy i gazu odpowiednio nie wzrosną, a UE i Polska nie uzależnią się dostatecznym stopniu od rosyjskich dostaw.

5. Import paliw płynnych i gazowych a bilans płatniczy i finanse kraju.

Według "Założeń polityki energetycznej" w okresie lat 1997 - 2020 zużycie węgla kamiennego w Polsce ma zmniejszyć się ze 104,5 mln ton do 81,9-83,5 mln ton, natomiast zużycie ropy naftowej ma zwiększyć się z 18,6 (w tym import 17,8 mln t) do 21,1-27,9 mln ton (praktycznie w całości z importu), a gazu - z 12,0 mld m3 (w tym 7,7 mld z importu) do 26,0 - 29,3 mld m3 (w tym do 5 mld m3 ze źródeł krajowych). (8) Przy tej ścieżce cenowej, która została przyjęta w "Długoterminowej prognozie rozwoju gospodarki paliwami i energią do roku 2020" - w końcowym etapie tej perspektywy (zakładając, że nie będziemy importowali węgla, natomiast paliwa płynne będziemy importowali w całości, a produkcja krajowa gazu utrzyma się na obecnym poziomie) roczne nakłady na import ropy i nośników pochodnych miałyby wzrosnąć z 2,5 do 4,1 mld USD w przypadku scenariusza PRZETRWANIE i do 4,3 mld USD w przypadku scenariusza ODNIESIENIE, a do 4,7 mld USD w przypadku scenariusza POSTĘPU-PLUS. Dla gazu wzrost kosztów importu miał się przedstawiać odpowiednio: dla scenariusza PRZETRWANIE - z 0,7 mld USD do 3,0 mld USD; dla scenariusza ODNIESIENIE z 0,7 mld USD do 3,4 mld USD, a dla scenariusza POSTĘPU-PLUS z 0,7 mld USD do 2,4 mld USD. Sumując, otrzymujemy planowany wzrost nakładów na import paliw płynnych i gazowych z około 3,2 mld USD w 1997 r. do około 6,5 - 8,1 mld USD w 2020 r.

Natomiast gdyby przyjąć, że zupełnie prawdopodobna jest co najmniej dwukrotnie wyższa dynamika cen niż przyjęta w prognozie ARE, to nakłady na import paliw płynnych i gazowych w roku 2020 musiałyby sięgnąć poziomu 13 - 16 mld USD. W wydaniu złotówkowym byłoby to oczywiście odpowiednio więcej. W związku z tym jako zupełnie nierealne uznać trzeba prognozy Ministerstwa Gospodarki mówiące, że stosunek wydatków na import paliw do PKB, który w 1997 wynosił 2,9 % PKB - dla scenariusza PRZETRWANIA w roku 2010 wynieść on ma 3,0 %, natomiast w 2020 roku wzrosnąć ma do 3,1%; dla scenariusza ODNIESIENIA odpowiednio 2,6 i 2,3 %; a dla scenariusza POSTĘPU-PLUS - odpowiednio 1,6 i 1,1 %. (9)

Takiego obciążenia bilansu płatniczego i krajowych finansów, jakim przy przewidywanym rzeczywistym wzroście cen, grozi planowany w założeniach polityki energetycznej wzrost importu paliw - nie wytrzyma ani gospodarka i bilans płatniczy, ani społeczeństwo.

6. Problemy finansowe Polski.

Nie widać realnych szans na sprostanie takiemu wyzwaniu tym bardziej, że już przy dotychczasowym, znacznie mniejszym imporcie paliw płynnych i gazu oraz przy dużo niższych ich cenach, niż obecne - ujemne saldo w handlu zagranicznym w kilku ostatnich latach wynosiło kilkanaście miliardów dolarów rocznie. W roku 1999 osiągnęło poziom 18,6 mld USD (73,6 mld zł). Owocuje to stałym wzrostem zadłużenia zagranicznego (wliczając w nie również rosnące gwałtownie zadłużenie przedsiębiorstw). Według ostatnich oficjalnych informacji (GUS) stan zadłużenia zagranicznego ogółem na koniec I półrocza 2000 r. wzrósł w ciągu poprzednich 12 miesięcy z 59,5 mld USD do 65,5 mld zł, a więc o 6 mld zł czyli o 10 %. Z powyższych kwot na zadłużenie przedsiębiorstw przypadało odpowiednio 20,6 i 25,7 mld zł. W tym przypadku wzrost wyniósł 5,1 mld zł, a więc aż o 25 %. W podstawowych wielkościach makroekonomicznych, przyjętych w uzasadnieniu do projektu budżetu na rok 2001, przewiduje się że do roku 2003 ujemne saldo obrotów towarowych będzie oscylowało wokół 15 mld USD rocznie.

A przecież trzeba pamiętać, że powyższe kwoty nie obejmują tych inwestowanych w Polsce kapitałów zagranicznych, które stanowią środki własne inwestorów, które zechcą oni w przyszłości odzyskać i przynajmniej w części wyprowadzić za granicę. To jest ukryta forma zadłużenia Polski, zadłużenia, którego wielkości nawet nie próbowałam oszacować. Ale jedno jest pewne - rzeczywista efektywność ekonomiczna każdej prywatnej inwestycji realizowanej w oparciu o kredyty bankowe lub środki własne inwestorów zagranicznych, z punktu widzenia polskiej gospodarki i polskiego społeczeństwa jako systemu, jest często o połowę mniejsza niż wynikałoby to z jej wartości kosztorysowej i czysto ekonomicznego rachunku opłacalności. Polska staje się w coraz większym stopniu "krajem pracy nakładczej". Dzieje się tak, ponieważ majątek produkcyjny przechodzi w obce ręce, a wytwarzane przy jego pomocy przez polską "siłę roboczą" produkty powstają głównie ze sprowadzanych z zagranicy surowców i półproduktów - a następnie są eksportowane, zyski zaś - również w większości transferowane są za granicę.

Planowana dalsza prywatyzacja gospodarki z udziałem kapitału zagranicznego oraz liberalizacja, połączona z wprowadzaniem zasady deregulacji - niewątpliwie przyczynią się do pogarszania się salda handlu zagranicznego i wzrostu zadłużenia w przyszłości. Trzeba pamiętać, że w latach 2000-2002 koszt obsługi (spłaty rat kapitałowych i odsetek) tylko zagranicznego zadłużenia budżetu państwa wynosić ma po blisko 2 mld USD rocznie. Ale w okresie od roku 2003 do 2008 wzrosnąć ma on do 5 mld USD rocznie. Jeśli przy tym zadłużenie będzie dalej rosło, to automatycznie powiększą się też odpowiednio koszty jego obsługi.

Aby obraz sytuacji finansowej Polski w perspektywie do roku 2020 uczynić pełniejszym, trzeba do przedstawionych wyżej obciążeń dodać szereg niesprecyzowanych jeszcze do końca pod względem kwotowym, ale na pewno bardzo kosztownych zobowiązań finansowych, wynikających np. z konieczności:
* wypłacenia rekompensat z tytułu zaległych świadczeń emerytalno-rentowych i reprywatyzacyjnych,
* kontynuowania, również po roku 2002, bardzo kosztownej dla budżetu państwa i budżetów samorządów terytorialnych restrukturyzacji takich sektorów względnie podsektorów, jak: rolnictwo, górnictwo węgla kamiennego, hutnictwo, przemysł zbrojeniowy i PKP oraz elektroenergetyka, służba zdrowia i oświata,
* wybudowania magazynów dla paliw płynnych i gazowych oraz - ewentualnie - sieci nowych rurociągów,
* realizacji programu budowy autostrad i poprawa stanu nawierzchni innych dróg niszczonych w przyspieszonym tempie w związku z programowym przechodzeniem, w transporcie masowych ładunków na duże odległości, z przewozu kolejowego na samochodowy,
* polepszenia stanu ochrony środowiska przyrodniczego,
* dostosowania armii do standardów i wymogów NATO,

Niezbędne nakłady finansowe na te cele można liczyć już nie w dziesiątkach, ale setkach miliardów, a może nawet bilionach złotych. Tymczasem źródeł ich pokrycia nie widać. Dotychczasowe miliardowe wpływy do budżetu pochodzące z prywatyzacji, po roku 2002 gwałtownie spadną. Znaczne dotąd wpływy dewizowe z eksportu węgla, zgodnie z "Założeniami polityki energetycznej .." mają się stopniowo zmniejszać aż do śladowych wartości w roku 2020. Malała będzie efektywna stawka celna. Równocześnie we wpływowych kręgach politycznych mówi się o konieczności radykalnego zmniejszenia także podatków dochodowych od osób prawnych i fizycznych.

7. Konsekwencje dla społeczeństwa i państwa.

Na to, że rosnące potrzeby finansowe państwa i samorządów znajdą pokrycie w podwyżkach podatków pośrednich (VAT) oraz podatku od nieruchomości, liczyć nie można. Nie można też liczyć na to, że biedniejące społeczeństwo będzie zdolne płacić coraz wyższe ceny za energię elektryczną i ciepło. Przy tej okazji muszę też stwierdzić, że w związku z dużo wyższą od przewidywanej dynamiką cen paliw płynnych i gazowych - prognozy Ministerstwa Gospodarki dotyczące wskaźników wydatków na energię w gospodarstwach domowych, które całkiem niedawno otrzymałam od pana wiceministra Andrzeja Karbownika (9) - wydają się zupełnie nierealne. Mówią one bowiem, że jeśli w roku 1997 udział tych wydatków wynosił 10,36 %, to w roku 2020 zmniejszyć się ma on: w scenariuszu PRZETRWANIA - do 9,10 %; w scenariuszu ODNISIENIA - do 6,23 %; w scenariuszu POSTĘPU-PLUS - do 4,97 %. Obawiam się, że przy tej polityce płacowej i polityce w zakresie kształtowania wysokości świadczeń socjalnych, udziały te w rzeczywistości mogą być w przyszłości co najmniej dwukrotnie lub kilkakrotnie wyższe.

W świetle przedstawionych faktów i prognoz, przyjęte w założeniach polityki energetycznej odchodzenie od węgla i przestawianie energetyki na importowane nośniki energii pierwotnej nie tylko nie stwarzają szans na obniżki cen energii finalnej, ale nie zapewniają nawet niezbędnego poziomu bezpieczeństwa energetycznego Kraju. Co więcej, dalsza likwidacja kopalń węgla kamiennego i redukcje dziesiątków tysięcy miejsc pracy w tym podsektorze mogą mieć bardzo poważne, negatywne konsekwencje nie tylko ekonomiczno-finansowe, ale także społeczne i polityczne. Natomiast rosnące uzależnienie od rosyjskich dostaw gazu i ropy nie tylko Polski, ale także Unii Europejskiej - stanowi realne zagrożenie dla suwerenności. Ponadto może przyczynić się do poważnego osłabienia pozycji Polski w relacjach z UE. Staniemy się jej po prostu mniej potrzebni. A jako uzależnieni od rosyjskich dostaw paliw płynnych i gazowych również mniej pewni i - ewentualnie także nawet - kłopotliwi, jako że w stosunkach między Polską i Rosją istnieje wiele płaszczyzn i problemów, które mogą się stać przyczyną sporów i konfliktów. Kontrowersje, jakie wybuchły ostatnio wokół światłowodu towarzyszącego rurociągowi Jamał - Europa Zachodnia są tego wiele mówiącym przykładem.

8. Zagrożenia związane z prywatyzacją kopalń węgla kamiennego.

Osobne i zupełnie szczególne zagrożenie stanowi zapowiadana prywatyzacja kopalń węgla kamiennego. Sprzedawanie ich przy obecnej ich kondycji ekonomiczno-finansowej i malejącym wydobyciu oraz eksporcie oraz bardzo kosztownej restrukturyzacji jest nie tylko dla samego górnictwa ale także dla całej dla polskiej gospodarki i finansów państwa - zamiarem samobójczym. Profesor Jan Macieja dopuszcza sprzedaż 30, pozostałych z funkcjonujących kiedyś 70, kopalń za 3 mld dolarów. Absurdalność takiego rozwiązania uświadomić sobie można biorąc pod uwagę, że faktyczna wartość tych kopalń - liczona według kosztów inwestycyjnych stworzenia reprezentowanych przez nie zdolności produkcyjnych - szacować można na 10 - 15 mld USD. Ale istnieje również inne niebezpieczeństwo. Dokonujące się w prawie geologicznym i górniczym zmiany dotyczące kwalifikacji pokładów węgla nadających się do przemysłowej eksploatacji, właściwie oddają decyzje w tej sprawie w ręce użytkownika. Stwarza to możliwość rabunkowej eksploatacji rodzimych złóż przez ich prywatnych eksploatatorów. Tak więc może się zdarzyć, że zasoby węgla zaliczane do tzw. operatywnych zmniejszą się w krótkim czasie z kilkudziesięciu do kilku miliardów ton.

9. Krytyczna faza rozwoju polskiego kompleksu paliwowo-energeytycznego.

Podsumowując, możemy powiedzieć tak:

Rozwój polskiego systemu energetycznego w kończącym się już obecnie roku 2000 wszedł w fazę, którą śmiało można określić jako krytyczną. Z jednej bowiem strony mamy do czynienia ze znacznymi opóźnieniami i licznymi niedoskonałościami w realizacji przyjętych założeń polityki paliwowo-energetycznej oraz wdrażanych programów restrukturyzacyjnych, a z drugiej - z wieloma występującymi w Polsce i świecie niekorzystnymi zjawiskami gospodarczymi, społecznymi i politycznymi stawiającymi pod znakiem zapytania słuszność wspomnianych poprzednio założeń. W dodatku to, co w obu wymienionych wyżej dziedzinach budzi obecnie tylko niepokój - już w niedalekiej przyszłości może przybrać postać bardzo poważnych zagrożeń lub realnych "strukturalnych" problemów. Mogą one przy tym dotyczyć nie tylko samej energetyki, ale także całej polskiej gospodarki, społeczeństwa i państwa. Wszystko to też może mieć negatywny wpływ na przebieg i efekty starań Polski o wejście do Unii Europejskiej. W świetle coraz bardziej oczywistych faktów na wejście do Unii, nawet w okresie do roku 2005, a tym samym na jakieś, adekwatne do kosztów zalecanych przez Unię reform strukturalnych - wsparcie z jej budżetu, nie ma co liczyć.

10. Miejsce i czas na duże innowacje.

Nadszedł więc czas na zrewidowanie przyjętych w obowiązujących założeniach polityki energetycznej - prognoz i ocen, dotyczących nie tylko opłacalności, ale także realności i ... dopuszczalności przyjętej w tych założeniach koncepcji zastępowania węgla kamiennego gazem, względnie olejem opałowym, oraz opierania transportu na importowanych paliwach. Równocześnie zaistniały sprzyjające okoliczności i konieczność pilnego zajęcia się sprawą techniczno-technologicznych możliwości i ekonomicznej opłacalności oraz politycznej zasadności wykorzystania na szeroką skalę w polskiej gospodarce nowych - i dodajmy - przyszłościowych rodzajów płynnych i gazowych paliw przy wykorzystaniu najnowszych technik i technologii.. W pierwszej kolejności chodzi o podjęcie produkcji energii elektrycznej i metanolu w ramach "naziemnego" gazyfikowania węgla i różnego rodzaju odpadów czy tzw. biomas oraz zastosowanie bioetanolu i tzw. biodiesli - jako środka napędowego do różnego rodzaju pojazdów.

Przed kilku laty rządowi specjaliści twierdzili, że produkcja paliw płynnych z węgla pojawia się wówczas, gdy cena ropy przekracza 25 USD/bbl (1), a biodiesli, gdy cena ropy przekracza 27 USD/bbl. (10). Ale współczesne technologie zmniejszają te granice do 21, a nawet 14 USD/bbl. (11) Ma to miejsce szczególnie wówczas gdy stosuje się wspólne upłynnianie węgla i odpadkowej gumy (np. ze zużytych opon samochodowych) i różnych innych odpadów (np. odpady komunalne i ciężkie oleje opałowe pochodzące z przerobu ropy. (12)

Dziś, w sytuacji gdy dolne granice opłacalności produkcji paliw płynnych z węgla i biomas, w drodze ich gazyfikacji, zostały już wysoko przekroczone, nic nie stoi na przeszkodzie, aby w trybie najwyższej pilności podjąć prace badawczo-wdrożeniowe i w ich wyniku uruchomić w krótkim czasie chociażby instalacje demonstracyjne oparte na w/w technologiach. Ale - myślę - warto byłoby również z bardzo wielu względów zastanowić się nad techniczno-technologicznymi możliwościami podziemnego gazyfikowania węgla. (13) W tej dziedzinie należałoby, moim zdaniem, jak najszybciej dokonać odpowiedniego zagranicznego rekonensansu i podjąć jakieś własne eksperymentalne badania w kraju. Na wykorzystanie bowiem na jakąś szerszą skalę uzyskiwanego z węgla metanu, według opinii specjalistów, liczyć raczej nie można.

Jeśli chodzi natomiast o rozszerzanie zastosowania bioetanolu i biodiesli, to tu - myślę - niezależnie od kontynuowania badań stosowanych, konieczne jest opracowanie programu działań mających na celu przełamanie szkodliwych stereotypów i irracjonalnych oporów funkcjonujących zarówno w środowiskach politycznych, jak i producentów czy importerów, a nade wszystko środowiskach związanych od długich lat z programowaniem przyszłości kompleksu paliwowo-energetycznego. I to we wszystkich jego sektorach i podsektorach, a także na różnych poziomach organizacyjnych, z najszerzej rozumianym "CENTRUM" włącznie. Brakuje nie tylko odpowiednio szerokiej wiedzy, wyobraźni i inwencji, ale także odwagi i przebojowości. Za dużo natomiast politycznej poprawności, doktrynerstwa oraz przywiązania do rutyny. Osobny problem to straszliwy gorset braku własnych środków na prowadzenie potrzebnych studiów i badań oraz eksperymentów i pilotażowych wdrożeń.

11. Kłopoty z właściwym programowaniem.

Rządowe plany strategiczne (mam na myśli zarówno przyjęte przez rząd w lutym br. "Założenia polityki energetycznej Polski do roku 2020, jak też przyjętą we wrześniu "Strategię rozwoju energetyki odnawialnej", stanowiącej realizację postanowień rezolucji Sejmu z dnia 8 lipca 1999 r.) podnoszone wyżej problemy albo w ogóle pomijają, albo traktują je bardzo ogólnie, żeby nie powiedzieć - ogólnikowo. Nawet jeśli zawierają elementy "konceptualizacji", to brak operacjonalizacji. Z tą ostatnią w energetyce w ogóle jest kiepsko, o czym najlepiej świadczą choćby trudności z aktami wykonawczymi do prawa energetycznego oraz jeszcze większe obecne kłopoty z "odkręcaniem" kontraktów długoterminowych i poszukiwaniem "rodzin zastępczych" dla tzw. kosztów "osieroconych" .

Podobne problemy napotykamy w planowaniu strategicznym w skali "mikro" i "midi", to znaczy na poziomie poszczególnych przedsiębiorstw i ich zgrupowań, działających na podstawie prawa handlowego. Partykularne interesy tego rodzaju podmiotów, zwłaszcza z udziałem kapitału zagranicznego - z reguły nie pokrywają się z interesami kraju i najbliższego otoczenia (gmina, powiat, województwo). Inaczej też wygląda opłacalność dużych inwestycji produkcyjnych czy modernizacyjnych z punktu widzenia ich kapitałochłonności, a inaczej gdy weźmie się pod uwagę bieżące koszty przyszłej produkcji. Jeszcze inaczej mogą się te wszystkie wskaźniki kształtować się w zależności od tego czy dany inwestor może realizować zaplanowane inwestycje oraz potrzebne dla realizacji tego celu badania naukowe z własnych środków czy też musi korzystać z kredytów lub jakichś subwencji.

Z istnienia wspomnianych wyżej różnic interesów i ze sposobów zapobiegania negatywnym konsekwencjom mogącym wynikać z tego tytułu - muszą sobie zdawać sprawę zarówno politycy i urzędnicy administracji państwowej oraz samorządowej, jak też menedżerowie dużych firm. Systemowy charakter gospodarki, społeczeństwa i państwa powoduje, że zarówno sukcesy, jak i kłopoty przedsiębiorców i ich pracowników, stają się zawsze na przestrzeni dłuższego czasu sukcesami lub kłopotami całego kraju i odwrotnie.

Swoistymi "wytrychami" do zrozumienia skomplikowanej sieci wielostronnych sprzężeń zwrotnych, jakie tworzą związki i zależności występujące między rentownością przedsiębiorstw i efektywnością gospodarki danego kraju, jako systemowej całości - z jednej strony oraz poziomem rozwoju ekonomicznego, społecznego, organizacyjnego i informacyjnego społeczeństwa i państwa - z drugiej, są rachunek ciągniony i pewne prawidłowości rządzące efektywności procesów rozwojowych i transformacyjnych wynikające z ogólnej teorii systemów.

Jeśli nie potrafimy z tych sposobów skutecznie korzystać, to w dużej mierze dlatego, że - jak to powiedział już dawno profesor Antoni Kukliński -: "nad Europą Środkową i Wschodnią wisi przekleństwo niezrozumienia tego, że klęska planowania sowieckiego nie jest klęską planowania w ogóle. To przekonanie sparaliżowało dyskusję o myśleniu strategicznym. (14 ) /.../ "Niestety, w Polsce nie stworzono systemu kształcenia elit politycznych w zakresie strategicznego myślenia długookresowego oraz "zdolności do rządzenia" (15) /.../ "Niewiele jest dziedzin, wobec których kolejne rządy Polski odrodzonej wykazały większe lekceważenie niż myślenie o przyszłości." (16) Wielce charakterystyczne z tego punktu widzenia jest znane powiedzenie Tadeusza Syryjczyka, ministra przemysłu w rządzie Tadeusza Mazowieckiego -: "najlepszą polityką jest brak polityki".

Dziś ten pogląd usiłuje się wcielać w życie raczej pośrednio, zastępując w państwowych dokumentach dotyczących przyszłości gospodarki w dłuższych horyzontach czasowych termin "planowanie" czy "programowanie" - terminem "prognozowanie". (17)

Moja opinia, jeśli chodzi o te sprawy, pokrywa się z opinią tych niezależnych ekspertów, którzy twierdzą, że skrajnie liberalny model gospodarki rynkowej - mógł przy pomocy samych tylko praw rynku, niejako automatycznie, zapewnić w zadawalającym stopniu niezbędne zharmonizowanie potrzeb, celów i możliwości realizacyjnych całego prywatnego sektora polskiej gospodarki i wzajemnie sprzecznych interesów należących do niego podmiotów gospodarczych - z potrzebami, celami i możliwościami realizacyjnymi państwa oraz najbardziej żywotnymi interesami społeczeństwa. Potwierdzają to doświadczenia krajów znacznie wyżej rozwiniętych niż Polska.

Najlepszym tego przykładem jest Unia Europejska, która na użytek krajów członkowskich i stowarzyszonych z nią, takich jak Polska, forsuje wspomniany wyżej liberalny model ultraliberalnej gospodarki rynkowej, a sama jako międzynarodowa organizacja ponadpaństwowa wyraźnie steruje w kierunku przekształcenia się w państwo federacyjne o wyraźnie zróżnicowanym wewnętrznie statusie poszczególnych krajów i łącznie z Europejskim Bankiem Centralnym uzurpuje sobie prawo do scentralizowanego sterowania gospodarką przy pomocy rozbudowanego "acquis communautaire" oraz systemu różnych funduszy pomocowych i dotacji. Ingerencja Komisji Europejskiej w gospodarkę krajów członkowskich jest niewiele mniejsza niż w państwach realnego socjalizmu. Podobnie ma się rzecz z protekcjonizmem w stosunkach gospodarczych z międzynarodowym otoczeniem. Aby pozbyć się w tym względzie wątpliwości, wystarczy zapoznać się z zasadami europejskiej polityki rolnej, z jej limitami produkcyjnymi i dopłatami bezpośrednimi, oraz polityką energetyczną i eksportową, wraz z politycznymi instrumentami, którymi się ona posługuje, chociażby w negocjacjach przedakcesyjnych z Polską. (18)

Postuluję przyjęcie tezy, że państwo, mimo liberalizacji i decentralizacji, nadal powinno prowadzić aktywną politykę gospodarczą i społeczną. Jej podstawowymi elementami powinny być: z jednej strony takie cele jak dobro państwa i pomyślność wszystkich obywateli, a z drugiej - nie tylko ustalanie sposobów, ale także pozyskiwanie środków pozwalających osiągać założone cele. Tych celów nie można jedynie prognozować. Muszą to być pożądane, antycypowane stany rzeczy, które zamierza się zrealizować, tworząc w razie potrzeby odpowiednie do tego warunki.

12. Problemy pomijane dotychczas w strategicznym programowaniu rozwoju i restrukturyzacji polskiej energetyki.

Europejska Wspólnota Węgla i Stali oraz Europejska Wspólnota Gospodarcza tak długo przyczyniały się w istotny sposób do efektywnego ekonomicznie i społecznie dynamicznego wzrostu gospodarczego, jak długo przyczyniały się do realizowania ideału społeczeństwa powszechnego dobrobytu i ducha Karty Narodów Zjednoczonych, Powszechnej deklaracji Praw Człowieka oraz międzynarodowych paktów praw gospodarczych, socjalnych, kulturalnych, obywatelskich i politycznych. (19) Problemy zaczęły się dopiero, gdy ultraliberalne zasady gospodarki rynkowej w połączeniu z globalizacją i wolnym przepływem kapitałów oraz emancypowaniem się kapitału finansowego zdominowały tradycyjny kapitał przemysłowy. Podniesienie maksymalizacji zysków i kapitału do rangi najwyższej wartości zaowocowało m.in. tzw bezzatrudnieniowym wzrostem gospodarczym. Idea państwa dobrobytu została zastąpiona wizją społeczeństwa "20:80". (20) Zmniejszając bez końca osobowe koszty produkcji czy to przez redukowanie zatrudnienia, czy też przez zmniejszanie wynagrodzenia, zapomniano, że aby móc sprzedawać swoje produkty, trzeba mieć odpowiednio dużo klientów posiadających dostateczną ilość pieniędzy aby mogli nabywać te towary. Przyczyniając się do biednienia społeczeństwa i kraju, firmy kierujące się wyłącznie o maksymalizacją zysków, działają w jakimś stopniu również na swoją niekorzyść. Nastawianie się głównie na eksport nie zawsze pozwalało i pozwala uniknąć tej prawidłowości. Przekonali się o tym najlepiej przedsiębiorcy azjatyckich "tygrysów", z Japonią i Koreą włącznie. Znamienna z tego punktu widzenie jest tu wypowiedź laureata nagrody Nobla J. Tobina dotycząca kryzysowej sytuacji, w jakiej pod koniec obecnej dekady znalazła się Japonia: "Potrzeba więcej wydatków, prywatnych i publicznych, nawet powodujących deficyt, tak aby pobudzić konsumpcję i inwestycje. Trzeba zawiesić wszystkie prooszczędnościowe hasła dopóki ożywiona gospodarka japońska nie odbuduje oczekiwań gospodarczych i inwestycyjnych." (21)

Żywiołowy rozwój międzynarodowego spekulacyjnego kapitału finansowego, który zdominował tradycyjny kapitał przemysłowy, wywołał w ostatnich latach w różnych krajach i częściach świata takie perturbacje, że wzbudziły one niepokój nawet najbardziej przebojowych do niedawna propagatorów globalnego, ponadnarodowego, liberalizmu. Najlepszymi przykładami takiej zmiany postaw mogą być George Soros (22), Francis Fukuyama (23) i Jeffrey Sachs (24) Wiele danych wskazuje na to, że kontynuowanie liberalnych megatrendów rozwojowych, bez znalezienia odpowiednich form kontroli kapitału finansowego i inwestycji ze strony państw pod kątem ochrony interesów poszczególnych narodów czy innych wspólnot terytorialnych, może doprowadzić nie tylko do światowego kryzysu finansowego i katastrofalnej recesji, ale także do wielkich napięć i tragicznych w skutkach konfliktów społecznych czy nawet militarnych. Głównym zarzewiem tych problemów mogą się stać bardzo wyraźnie ujawniające się już teraz próby wykorzystania przez najwyżej rozwinięte kraje wolnej konkurencji iliberalizacji przepływu kapitałów jako instrumentów uprawiania swoistego neokolonializmu. (25)

13. Programowanie rozwoju polskiej energetyki w warunkach globalizacji i liberalizacji gospodarki oraz emancypowania się kapitału.

Energetyka należy do dziedzin produkcji w których te tendencje rysują się najwyraźniej. Można powiedzieć tak: tym, kto rządzi danym krajem i kto decyduje o jego przyszłości oraz o losie jego obywateli, jest ten, kto ma pieniądze i decyduje o źródłach energii tego kraju. Polska u progu ostatniej dekady mijającego stulecia i procesu stowarzyszania się z Unią Europejską należała do nielicznych krajów europejskich, które swoje potrzeby energetyczne mogła zaspokajać w dużym stopniu na bazie własnych nośników energii pierwotnej. Tę bazę stanowił głównie węgiel, który oprócz energii mógł być źródłem cennych produktów wyjściowych dla przemysłu chemicznego. Dawał on pracę i utrzymanie ponad 400 tys. pracowników, a pośrednio jeszcze większej liczbie. Z przewozów węgla żyła kolej i porty. Jego eksport dostarczał dopływ duże ilości walut wymienialnych. Wszystko to umożliwiało zapewnienie społeczeństwu stosunkowo taniej energii elektrycznej i cieplnej. Miało też pozytywny wpływ na międzynarodową konkurencyjność gospodarki. W sumie węgiel odgrywał ważną rolę nie tylko jako podstawa bezpieczeństwa energetycznego kraju, ale także jako czynnik umacniający naszą suwerenność. Był to ważny atut w negocjacjach akcesyjnych z Unią Europejską.

Te atuty utraciliśmy w związku z wymuszaną przez Unię Europejską i międzynarodowe organizacje finansowe restrukturyzacją górnictwa węgla kamiennego i przestawieniem polskiej gospodarki, z elektroenergetyką i ciepłownictwem na czele, na gaz ziemny. (26) Pretekstem do tego miały się stać rzekoma trwała nierentowność polskich kopalń węgla kamiennego, choć jeszcze w I półroczu 1990 r. rzeczywista wartość rynkowa 1 tony węgla, mierzona uzyskiwanymi zań faktycznymi cenami transakcyjnymi wynosiła 47,52 PLN, natomiast koszt wydobycia węgla kształtował się na poziomie 17,64 PLN/t. Tak więc każda złotówka zaangażowana w produkcję tego nośnika energii przynosiła gospodarce kraju jako całości 2,69 PLN/t. Problem został rozwiązany przez wprowadzenie przez ówczesnego ministra finansów cen urzędowych zbytu węgla kształtujących je średnio na poziomie 10,57 PLN/t, a eksport został obciążony podatkiem obrotowym sięgającym w pewnym okresie czasu nawet 80%. W ten sposób niezwykle opłacalną produkcję węgla uczyniono głęboko deficytową. Niewystarczające dotacje budżetowe spowodowały, że kopalnie wpadły w pułapkę zadłużeniową, z której nie wyplątały się do dnia dzisiejszego. Później, w miarę jak górnictwo się restrukturyzowało i poprawiało swoje wyniki, to utrzymywanie, a nawet pogłębianie jego nierentowności uzyskiwano najpierw przez podnoszenie opłat eksploatacyjnych i ekologicznych oraz administracyjne ograniczanie wysoko opłacalnego eksportu, później przez wprowadzenie VAT-u i cen regulowanych oraz obciążanie go wysokimi kosztami ograniczania zdolności produkcyjnych, tylko w części refundowanymi z budżetu, a jeszcze później - przez sztuczną aprecjację złotego. W ten sposób górnictwo wprowadzone zostało na ekonomiczna równię pochyłą. Powodowała ona, że restrukturyzacja, zamiast polepszać jego wyniki finansowe netto - coraz bardziej je pogarszała. W tej chwili największym problemem stało się obsługiwanie kosztów zadłużenia. W 1997 r przy zobowiązaniach rzędu 13 mld zł koszt ten wynosił ok. 2,6 mld zł . Dziś, przy zobowiązaniach przekraczających 20 mld zł i rosnących stopach procentowych, obciążenia z tego tytułu są odpowiednio większe. W tej sytuacji malejący popyt na węgiel staje się prawdziwym dramatem tej branży, której każdej chwili zagraża bankructwo.

14. Szanse.

Szansą na wyjście z obecnych trudności jest wykorzystanie nowoczesnych technologii gazyfikowania węgla zarówno do bezpośredniej produkcji energii elektrycznej jak i do produkcji metanolu. W oparciu o informacje które posiadam , wydaje się, że nie ma przeszkód, aby na ten drugi cel wykorzystać 20-30 mln ton węgla rocznie do produkcji 12 - 18 mln ton paliw płynnych ( tak jak robiła to RPA). To interes wart w przybliżeniu 2,8 - 4,2 mld USD zaoszczędzonych dewiz rocznie.

Praktyczne wykorzystanie dla potrzeb energetyki i transportu nowoczesnych technologii gazyfikowania węgla i biomas wymagałoby dokonania zasadniczych zmian w realizowanej reformie górnictwa węgla kamiennego i znowelizowania związanej z restrukturyzację tej branży ustawy. W obu przypadkach kluczowym zagadnieniem stałoby się zastosowanie bardziej skutecznych i efektywnych, niż dotąd stosowane, sposobów uwolnienia górnictwa od niezawinionych długów sięgających w tej chwili 20 mld zł. To pozwoliłoby zdecydowanie obniżyć koszty funkcjonowania kopalń i uczynić je rentownymi. Nie byłoby wtedy potrzeby ani ich zamykania na realizowaną obecnie skalę , ani sprzedawania zagranicznym inwestorom za śmieszną sumę 3 mld USD, tak jak to proponuje pan profesor Jan Macieja. Pozwoliłoby to także zachować dziesiątki tysięcy miejsc pracy i zwolniłoby nie domykający się budżet państwa od miliardowych dotacji na fizyczną likwidację kopalń oraz na osłony socjalne dla zwalnianych górników. Nawiasem mówiąc pozwoliłoby to także uniknąć angażowania na te cele zagranicznych kredytów w wysokości do jednego miliarda dolarów.

Podobnie duże korzyści mogłoby przynieść zastępowanie na szeroką skalę importowanych paliw płynnych bioetanolen i paliwem z rzepaku. To oprócz oszczędności dewizowych również zwiększenie zapotrzebowania na krajowe produkty rolne, to tysiące miejsc pracy związanych z ich przerobem i aktywna ochrona środowiska.

15. Podsumowanie i wnioski.

Sądzę, że to wystarczające powody, aby na powyższe tematy nie tylko wymienić ogólne opinie co do możliwości i celowości zoptymalizowania założeń polityki energetycznej oraz późniejszego wdrożenia pozytywnie ocenionych innowacji czy "konwersji" - ale także, aby podjąć próbę dokonania najbardziej wstępnej "przymiarki" podziału zadań między wchodzące w rachubę instytucje i podmioty oraz określenia jakie - i z jakich źródeł - potrzebne były by na ten cel środki.

To niezwykle ważne sprawy, bo w Polsce - jak wiadomo - droga "od pomysłu do przemysłu" jest długa i mocno wyboista. A przyczyny tego stanu rzeczy są nie tylko natury obiektywnej i nie ograniczają się wyłącznie do naszego krajowego "podwórka". Jesteśmy tu pod presją Unii Europejskiej i innych, zagranicznych oraz związanych z nimi krajowych, grup nacisku. Skrępowani jesteśmy też różnymi, nie zawsze dogodnymi, umowami międzynarodowymi. Dlatego niezwykle ważną sprawą jest opracowanie przedstawionych tu propozycji na szerokim tle, w ujęciu systemowym, z uwzględnieniem zarówno wszystkich wewnętrznych, jak i zewnętrznych uwarunkowań, ale z z punktu widzenia polskich interesów narodowych i polskiej racji stanu.

Czas ku temu jest bardzo stosowny, bo akurat sejmowe komisje Gospodarki i Skarbu Państwa pracują nad oceną rządowych "Założeń polityki energetycznej Polski do 2020 roku". Jednym z nasuwających się już teraz dezyderatów jest opracowanie kompleksowego długofalowego bilansu paliwowo-energetycznego, uwzględniającego rzeczywiste potrzeby i możliwości realizacyjne Polski. Podjęte ustalenia i propozycje mogą okazać się więc bardzo użyteczne i mieć przełomowe znaczenie dla przyszłości kraju.



up
Polecamy strony: Trybuna Robotnicza, Polska Partia Pracy, KPiORP
(c) 2000-2001 Biuro KK WZZ Sierpień 80. All Rights Reserved!