Przedruk za ,,Trybuna Górnicza", nr 42 (323)
Kto decyduje o cenach węgla?
Pani Redaktor Barbara Cieszewska w swej walce z górnictwem węgla kamiennego porusza często problem stanowienia cen na węgiel kamienny. Interesujące jest to, że Jej poglądy, stanowiska i ataki dotyczą wyłącznie węgla energetycznego. Nie doszukałem się, jak dotąd, w Jej artykułach uwag o cenach węgla koksowego. Jest to zadziwiające i może nasuwać skojarzenia, mam nadzieję, że nieuprawnione, o forsowaniu w swych publikacjach stanowiska określonego lobby i to nie górniczego. Moim zdaniem "lobby górnicze", które podobno istnieje, w sprawach cen węgla jest beznadziejnie słabe i nieskuteczne - co świadczy, że go chyba jednak nie ma.
Pisałem już w "TG" (nr 34 z 7.09.2000 r.), że na prośbę Pani Redaktor udzieliłem Jej wyjaśnień o charakterze szkoleniowym - o taką formę rozmowy prosiła Sama zainteresowana. Zgodziłem się też na nagrywanie rozmowy na magnetofon. Po rozmowie (która zresztą nie miała być wykorzystywana w celach publicystycznych) przygotowałem także materiały pisemne (moje artykuły i referaty oraz pewne dokumenty źródłowe), które miały być odebrane przez Panią Redaktor, ale niestety nie zostały odebrane.
Pani Redaktor chce udowodnić, że ceny węgla narzuca Ministerstwo Gospodarki, że "ceny są odgórnie ustalane" (i "jest to tajemnicą poliszynela"), że "górnictwo przedstawiło energetyce propozycję nie do odrzucenia, czyli jednakową dla wszystkich elektrowni cenę 134 zł za tonę węgla tzw. wskaźnikowego".
Dowodem na to ma być moja rozmowa telefoniczna z 29.08. br., której wyrwany z kontekstu fragment Pani Redaktor już po raz drugi przytacza. Mam ogromną prośbę do Pani B. Cieszewskiej - proszę uważnie przesłuchać nagraną taśmę. Jest tam wyjaśnienie skąd wzięła się cena 134 zł za tonę węgla normatywnego (a nie wskaźnikowego, jak pisze Pani Redaktor, są to naprawdę zupełnie inne pojęcia, których nie wolno mylić, bo po przeliczeniach wychodzą bzdury).
Ministerstwo Gospodarki, a także spółki węglowe nigdy nie dawały energetyce cenowych propozycji "nie do odrzucenia". Kto brał udział w negocjacjach cenowych górnictwo-ener-getyka wie, która strona narzucała poziom cen i nie byli to górnicy. Bytem uczestnikiem wielu negocjacji, a niektóre z nich prowadziłem jako neutralny arbiter (nie byłem wówczas doradcą prezesa zarządu PARG-u).
Jak można udowodnić Pani Redaktor B. Cieszewskiej, że ceny węgla ustalane są w sposób rynkowy? Rozmowy nie przekonują, publikacji fachowych nie chce przeczytać, moje polemiki lekceważy - ręce opadają. Pozostało mi ujawnić stosowne dokumenty, które zresztą chciałem bezskutecznie przekazać Pani Redaktor. Wydaje się, że wystarczy ten jeden z 24.09.1998 roku, który tu reprodukujemy.
Spotkali się na negocjacjach przedstawiciele energetyki i górnictwa, aby przedyskutować problem cen węgla w 1998 i 1999 roku. W wyniku negocjacji i po uzgodnieniu stanowisk sporządzono notatkę, w której - aby nie naruszać trybu rynkowego ustalania cen węgla - wyraźnie określono, jako podstawę do negocjacji dwustronnych umów pomiędzy zainteresowanymi stronami. I co z tej notatki wynika? Cena węgla normatywnego w IV kwartale 1998 roku wynosić powinna 125 zł/t, a cena węgla normatywnego na 1999 rok winna wynosić średniorocznie 134 zt/t. Jakie były średnioroczne ceny węgla dla energetyki zawodowej, to już wiemy: w 1998 roku -107,20 zł/t, a w 1999 roku -110,06 zt/t. Żeby nie było nieporozumień, przypominam, że są to ceny rzeczywiste dla średnich parametrów jakościowych, przeliczone na węgiel normatywny. Węgiel normatywny jest pewnego rodzaju węglem przeliczeniowym, można go też nazwać węglem porównywalnym. Węgiel rzeczywisty to kilka tysięcy gatunków jakościowych węgla kamiennego a ich cen nie da się wprost porównywać.
Powodem niższych cen, niż negocjujące strony uznały za zasadne, było wzajemne "wycinanie się" na krajowym rynku spółek węglowych. Chodziło o zdobycie pieniędzy na wypłaty dla załóg i to za wszelką cenę - nawet kosztem powiększania strat. Mówiłem o tym na posiedzeniu Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów (przewodniczył wicepremier Leszek Balcerowicz).
Z rocznym opóźnieniem wrócono do "negocjacji ceny węgla i przyjęto ją na poziomie tylko 134 zł/t zgodnie z cytowaną notatką. Moim zdaniem, była to cena zaniżona, ale na jej ustalenie ani ja, ani ministerstwo, ani "wymyślony kartel" nie miał wpływu. Tak zadecydowali sami zainteresowani. Pisanie o "propozycji nie do odrzucenia" jest mąceniem. w głowach Czytelników. Przecież elektrownie mogły nie podpisać, uzgodnionej już w 1998 roku, ceny węgla normatywnego.
Wielokrotnie w poprzednich latach nie zgadzano się na ceny proponowane przez górników i nie podpisywano zbyt wysokich - zdaniem energetyki - zapisów cenowych w przedkładanych do negocjacji umowach.
Nie róbmy z energetyków ludzi nic nie rozumiejących lub będących ofiarami zmowy górnictwa. Walczą oni o niskie ceny, bo taki jest interes każdego kupującego węgiel. Jest jednak granica cen, poniżej której dostawca węgla - jeżeli się na nią zgodzi - będzie musiał ogłosić upadłość. Po ewentualnym upadku kopalń węgiel trzeba będzie sprowadzać z zagranicy lub zamknąć elektrownie i importować energię elektryczną. Tak więc to zimna kalkulacja energetyki spowodowała podpisanie umów na poziomie cen 134 zł/t węgla normatywnego a nie wyimaginowany "pistolet" górnictwa.
Problem cen węgla energetycznego na rynku krajowym jest dosyć skomplikowany i należy do niego podchodzić z dużą ostrożnością. Z tego też względu, z niesmakiem, obserwuję ataki Pani Redaktor Barbary Cie-szewskiej na górnictwo lub na wybrane osoby. Szkoda, że Redakcja "Rzeczpospolitej " zrezygnowała z publikacji moich przemyśleń dotyczących górnictwa a zwłaszcza jego sytuacji finansowej. W październiku 1998 roku pisałem do zastępcy redaktora naczelnego "Rzeczpospolitej" - "ponieważ poglądy Pani B. Cieszewskiej dotyczące cen i kosztów są całkowicie błędne i kłócą się z zasadami ekonomii - ich popularyzacja wprowadza w błąd Czytelników. Z tego też względu nie powinny pozostać bez odpowiedzi". Będąc członkiem Klubu "Rzeczpospolitej" ubolewam, że Redakcja - wspierając swego dziennikarza -pozostawiła moje pisma (za wyjątkiem jednego "ocenzurowanego" tekstu) bez odpowiedzi. A Pani Redaktor ponownie polecam przesłuchanie całego nagrania z naszej rozmowy oraz sięgnięcie do podstawowej literatury dotyczącej ekonomiki przemysłu.
Prof. dr hab. inż.
WIESŁAW BLASCHKE
(doradca prezesa zarządu PARG SA)