Globalizacja to chyba najmodniejsze słowo mijającej dekady. Niczym pojęcie-wytrych przywoływano je, i wciąż się to czyni, zawsze wtedy, gdy trzeba było opisać skomplikowaną rzeczywistość, która jest naszym udziałem. Jego znaczenie zmienia się przy tym zależnie od kontekstu, w jakim się pojawia. Raz bywa znakiem nadziei i synonimem postępu, innym razem jawi się jako groźba i niemal wstęp do apokalipsy, wreszcie stanowi wygodne usprawiedliwienie zarówno działań, jak i zaniechań wielkich tego świata.
Aby zrozumieć skalę zjawiska, wystarczy zdać sobie sprawę z tego, że jeszcze u schyłku lat 70 w światowym systemie ekonomicznym dominowały gospodarki narodowe, zachodnie państwo socjalne święciło triumfy,
a 90% operacji finansowych wiązało się z obsługą realnej gospodarki. Po upływie 30 lat sytuacja się odwróciła. Zniesienie ceł i barier ochronnych podważyło sens pojęcia gospodarki narodowej, po welfare state pozostały piękne wspomnienia, a dzięki swobodnemu przepływowi kapitału oderwane spekulacje to już ponad 95% obrotów finansowych giełd świata.1
Według danych ONZ 40 tysięcy przedsiębiorstw ma dziś charakter międzynarodowy. 500 z nich to elita ponadnarodowych gigantów. W rękach ich rad nadzorczych pozostaje obecnie:
* 70% światowego handlu,
* 80% inwestycji zagranicznych,
* 30% globalnej produkcji.
Żaden rząd w historii nie dysponował
tak potężnym wpływem na życie mieszkańców Ziemi!
Według obliczeń Banku Rozliczeń Międzynarodowych od roku 1985 obroty w międzynarodowym handlu wzrosły ponad dziesięciokrotnie.
Podczas jednego dnia handlowego zmieniają dziś właściciela
zasoby walutowe o wartości blisko dwóch bilionów dolarów.
Suma ta przewyższa całoroczne wyniki finansowe gospodarki niemieckiej. Tylko sieć barów McDonalda obsługuje dziennie prawie 25 milionów klientów, przy czym roczne zyski tej firmy wynoszą około dwóch miliardów dolarów. Kariera tego koncernu jest przy tym o tyle znamienna, że w całej jaskrawości ukazuje kulturowy wymiar procesów globalizacyjnych.
Niesłychana popularność Mc zestawów zależna jest przecież od triumfu mediów elektoroniczych i lansowanego w nich skrajnie konsumpcyjnego stylu życia.
Napór entuzjastów wolnej wymiany w połączeniu z rozregulowaniem gospodarek powoduje, że demokratyczne państwa tracą suwerenność nad swymi terytoriami, a ich obywatelom odbiera się podstawowe prawa socjalne.
Triumf kapitału i jego etyki zysku za wszelką cenę
okazuje się korzystny tylko dla nielicznej elity.
Znakomita kondycja firm i ciągły wzrost wydajności pracy wcale nie przekładają się na sytuację pracowników. Realne uposażenia tych ostatnich znalazły się dziś na poziomie sprzed pół wieku, mimo że w tym samym czasie realny PKB na mieszkańca wzrósł ponad dwukrotnie.
Wszystko to razem wskazuje niedwuznacznie, że znajdujemy się dopiero u progu prawdziwych przemian. Społeczeństwa świata błyskawicznie zanurzają się w globalizacyjny labirynt, przy czym nikt nie zna rozkładu jego niezliczonych korytarzy. Pewne jest natomiast, że zarówno błogosławieństwa jak i patologie, jakie spotykamy błądząc po nich, nie są nieuchronne. To, czy za następnym zakrętem czeka nas wyjście na powierzchnię czy też upadek w przepaść, zależy w ogromnym stopniu od nas samych - od tego, jakie priorytety ekonomiczne, polityczne i kulturowe obierzemy sobie za drogowskazy naszej wędrówki.2
Pułapka ,,błędnego koła''
Niedorozwinięte metody produkcji i niski poziom kwalifikacji pracy powodują niską wydajność pracy, niski dochód narodowy na jednego mieszkańca, a stąd i niską nadwyżkę ekonomiczną, ograniczone możliwości oszczędzania, małą zdolność eksportową i tym samym brak środków na finansowanie działalności inwestycyjnej, decydującej przecież o rozwoju gospodarczym kraju. W ten sposób koło niemożności rozwoju zamyka się, a rozszerza się skala ubóstwa.3
W krajach w których postęp ekonomiczny okazuje się ciągle niewystarczający zrodziła się teoria ,,wielkiego pchnięcia'' - zawiera ona propozycję wyjścia z zaklętego kręgu poprzez masową ekspansję inwestycyjną, finansowaną ze środków własnych jak i zagranicznych.
Napływ obcego kapitału do krajów rozwijających się może się dokonywać:
* bądź w postaci inwestycji bezpośrednich,
* bądź w formie udziału w kapitale akcyjnym lub spółek typu joint ventures,
* bądź też w formie kredytów na inwestycje eksportowe.4
Inwestycje zagraniczne w Polsce nie stanowią panaceum na wszystkie dolegliwości polskiej gospodarki. Inwestycje te bowiem przynoszą zarówno korzyści jak i niosą za sobą szereg zagrożeń.
Korzyści z napływu obcego kapitału:
* stały dopływ nowych technologii doprowadza do unowocześnienia gospodarki i podniesienia jakości produkcji i konkurencyjności,
* napływ kapitału powoduje rozwój infrastruktury,
* wzrost klasy robotniczej i aktywizacja kobiet,
* podnosi się poziom oświaty,
* poprawia zdrowotność społeczeństwa,
* wzrost ogólnego poziomu życia ludności,
Zagrożenia związane z napływem obcego kapitału:
* wzrost zanieczyszczenia środowiska przez ,,brudne'', zyskowne gałęzie gospodarki,
* wykorzystywanie taniej siły roboczej,
* możliwość poddania się pewnej zależności nie tylko gospodarczej
ale i politycznej od inwestorów.5
Zestawiając ze sobą za i przeciw można stwierdzić, że kraje rozwijające się jak Polska nie mają zbyt wielkiego wyboru.
Import kapitału jest szansą,
okupioną jednocześnie ryzykiem wzrostu zależności gospodarczej.
Dlatego właśnie warto byłoby może bardziej uważnie zastanawiać się nad tym komu sprzedaje się nasz prywatyzowany majątek. Jak pokazuje wykres nr ...
(- słupkowy wykres z rozdziału o prywatyzacji) udział obcego kapitału jest w Polsce bardzo wysoki:
* przemysł 35-40%
* banki 70%
* sektor publiczny bankowy 20%
Warto się więc zastanowić nad tym czy nie utracimy wkrótce
sterowalności własną gospodarką.
Dodatkowo warto prześledzić poniższe wykresy nr 1 i nr 2, aby przekonać się, że wielkość inwestycji zagraniczne w Polsce nie ulega zmniejszeniu.
Wykres nr 1
Źródło: opracowanie własne na podstawie ,,Bilansu płatniczego
Rzeczypospolitej Polskiej za 1999 rok''. NBP, Warszawa 2000r.
Wykres nr 2
Źródło: opracowanie własne na podstawie ,,Bilansu płatniczego
Rzeczypospolitej Polskiej za 1999 rok''. NBP, Warszawa 2000r.
Globalizacja gospodarki, otwieranie granic na zagraniczne rynki, pozyskiwanie kapitału od inwestorów zagranicznych nie musi być zjawiskiem niepożądanym. Zjawiska te powinny szczególnie absorbować uwagę rządu, tak aby nie wymknęły się spod kontroli.
Przypisy:
1 P. Wielgosz: ,,W labiryncie globalizacji". ,,Lewiatan", czerwiec 2000r.
2 P. Wielgosz: ,,W labiryncie globalizacji". ,,Lewiatan", czerwiec 2000r.
3 Mieczysław Nasiłowski: ,,System rynkowy". Wydawnictwo Key Text, Warszawa 1996r.
4 Mieczysław Nasiłowski: ,,System rynkowy". Wydawnictwo Key Text, Warszawa 1996r.
5 Mieczysław Nasiłowski: ,,System rynkowy". Wydawnictwo Key Text, Warszawa 1996r.
|
|