Polskie hutnictwo ma ogromny potencjał produkcyjny. Dla
duszących się od nadprodukcji koncernów z krajów Unii Europejskiej stanowi
zagrożenie. Dlatego od początku lat 90-tych na kolejnych rządach usiłuje
się wymusić program restrukturyzacyjny, który przewidywał będzie: trwałą
likwidację potencjału produkcyjnego poprzez ograniczenie produkcji i likwidację
części hut oraz masowe zwolnienia.
Rząd premiera Buzka wykazuje wyjątkową uległość i zobowiązał się
do przyjęcia do końca czerwca programu niszczenia hutnictwa. Publikujemy
skrót opracowniania dra Wojciecha Błasiaka obrazującego irracjonalność
tej polityki rządu. [Red]
Żądanie Unii Europejskiej istotnej redukcji mocy produkcyjnych polskiego
hutnictwa żelaza i stali , a także udziału unijnych koncernów stalowych
w prywatyzacji polskich hut, wymaga ogólnej refleksji nad obecną sytuacją
i perspektywami tej branży w sytuacji integracji Polski z Unia Europejską,
Wymaga też ocen żądań Komisji Europejskiej i stalowego lobby Unii, zgodnie
z interesami polskiej gospodarki oraz samej branży hutniczej.
Niniejsze opracowanie jest podsumowaniem podstawowych danych i
przybliżeniem oceny perspektyw hutnictwa stali w warunkach integracji z
Unią Europejską.
1.Ogólna ocena sytuacji hutnictwa w świecie.
Hutnictwo żelaza i stali jest branżą szczególnie wrażliwą na wahania
koniunktury gospodarczej. Głównymi odbiorcami stali w świecie są bowiem
silnie reagujące na dekoniunkturę, przemysł samochodowy, stocznie i budownictwo.
Raport OECD z 1997 roku przewiduje, iż popyt na stal w 29 krajach OECD
będzie względnie stały. Przewiduje się wzrost popytu na stal w Europie
i Ameryce Płn., natomiast spadek w Azji. W Azji jest to wynik kryzysu ostatnich
miesięcy, przy czym kryzys ten ograniczył również możliwość sprzedaży tam
wyrobów stalowych z krajów UE.
W krajach rozwijających się, łącznie z krajami azjatyckimi, od
początku lat 90-tych notujemy spadek wzrostu popytu niezależnie jeszcze
przed kryzysem azjatyckim.
Zgodnie z ogólnymi prawidłowościami przetwórstwa przemysłowego,
najwyższe ceny uzyskuje się na wyrobach stalowych najgłębiej przemysłowo
przetworzonych, najgorsze na półwyrobach i wyrobach nisko przetworzonych.
Najtaniej sprzedaje się stal zbrojeniową a najdrożej blachy zimno-walcowane.
Ogólną strategią jaką się kierują koncerny stalowe w walce o stagnujące,
czy kurczące się rynki zbytu jest zwiększenie udziału w produkcji wyrobów
przetworzonych i ograniczenie sprzedaży prostego surowca. Drugą prawidłowością
jest postępujący proces koncentracji kapitałowej i tworzenie coraz większych
koncernów wspieranych przez państwa i grupy państw. Można mówiąc o procesie
oligopolizacji hutnictwa, czyli powstawaniu kilku, czy kilkunastu , na
dużym rynku zbytu, wielkich organizacji koncernowych lub holdingowych dzielących
rynki między siebie i prowadzące konkurencję między sobą na ograniczoną
skalę, tak aby nie wywoływać wojny czy konfliktu handlowego. Natomiast
małe i mniejsze organizacje produkcji hutniczej są wchłaniane i podporządkowywane
.
Trzecią prawidłowością jest ścisła i bezwzględna ochrona własnych
rynków z użyciem państwa oraz silna pomoc państwa, czy grup państw dla
tej właśnie branży.
2. Hutnictwo w Unii Europejskiej i Europie "Środkowo-Wschodniej
Hutnictwo w krajach obecnej Unii Europejskiej przeszło w ostatnich
20 latach głębokie zmiany modernizacyjne i technologiczne. W 1975 roku
hutnictwo krajów UE wyprodukowało 185 mln ton stali, w 1989 roku 165 mln
ton, a w 1995 roku produkcja wyniosła 153 mln ton stali. Tak więc w ciągu
z górą 20 lat ograniczono produkcję o 32 mln ton stali, choć niektóre .źródła
podają nawet 54 mln ton i ograniczenie zatrudnienia o połowę. Mogą być
to jednak dane na użytek konkurencji. Hutnictwo Europy Zachodniej było
od początku lat 70-tych nękane silnymi kryzysami, które prowadziły do huśtawki
cen i ograniczeń produkcji. Skłoniło to koncerny stalowe i rządy Europy
Zachodniej do głębokiej modernizacji i zmian technologicznych w hutnictwie.
Od 1975 roku na inwestycje w hutnictwie wydano 150 mld DM. Rządy tych krajów
były i są silnie zaangażowane w unowocześnianie i podnoszenie konkurencyjności
koncernów stalowych, stosując szeroko poręczenia i podnoszenie konkurencyjności
zakładów stalowych, stosując szeroko poręczenia kredytowe na inwestycje
w tej branży.
W latach 1992-1995 wydano na inwestycje 46 mld USD, głównie koncentrując
się na modernizacji ,,finalnych ogniw procesu, odzysku stali ze złomu poużytkowego,
zamykaniu obiegów wtórnych i redukcji emisji zanieczyszczeń. Unijne hutnictwo
osiągnęło wydajność średnią na poziomie 550 ton na jednego zatrudnionego
pracownika. Kraje UE wyeksportowały w 1995 roku 82 mln ton wyrobów stalowych,
natomiast zaimportowały 73 mln ton. Największym eksporterem stali są Niemcy
ale mają względnie wyrównany bilans (eksport- 16,3 mln ton, import -17,4
mln t). Natomiast najwięksi eksporterzy netto w ich bilansie handlowym
produktów stalowych to Belgia- 13,8 mln tonę eksportu i 5,0 mln ton importu,
Hiszpania -5,2 mln ton importu, a także Wlk. Brytania-7,7 mln ton eksportu
i 5,1 mln ton importu oraz Hiszpania, Holandia, Austria, Szwecja i Finlandia.
Główny- mi zaś importerami netto są Włochy, Szwajcaria i Dania.
Trzeba tu wszakże zwrócić uwagę, że kraje UE eksportują wyroby
stalowe o wysokim stopniu przetworzenia, a więc i o najwyższym stopniu
wartości dodanej, uzyskując najlepsze przeliczniki cenowe w relacjach cen
eksportu do importu (tzw. terms of trade).
W krajach UE nadal utrzymuje się nadwyżka mocy produkcyjnej ,
szacowana na około 10 mln ton stali, acz trzeba pamiętać, że tego typu
dane są elementem przetargowym w rokowaniach handlowych i Unia może je
zawyżać.
Raport OECD przewiduje wzrost popytu na stal w krajach Unii w
najbliższych latach o 5-6%. Ostatni zaś raport Komisji Europejskiej jest
wręcz optymistyczny, mówi o wzroście produkcji w UE aż o 3,2 do 16,2 mln
ton w tym roku. Co dla nas wszakże ważne, to, że ma to być głównie drogą
zwiększenia eksportu, a przy stosunkowo niewielkim wzroście popytu wewnątrz
Unii. Eksport wyrobów stalowych ma wzrosnąć w tym roku aż o 23 mln ton,
zaś import tylko o 14 mln ton. Koncerny stalowe liczą więc głównie na zwiększenie
produkcji przez pozyskiwanie większych rynków zbytu. Koncerny te interesują
się szczególnie krajami Europy "Środkowo- Wschodniej".
Cechą najistotniejszą zmian organizacyjno - kapitałowych unijnego
hutnictwa jest koncentracja kapitałowa i powstawanie oligopolistycznej
organizacji produkcji i zbytu, opartej na wielkich unijnych koncernach
stalowych o zdolnościach produkcyjnych z reguły kilku milionów ton wyrobów
stalowych. Ten oligopol zbudowany jest na kilkunastu największych koncernach
stalowych, takich jak niemiecki Thyssen Krupp Stahl, austriacki Voeest-Alpine
Stahl czy holenderski Hoogovens. Koncerny te mają bezpośrednie przełożenie
na decyzje polityczne nie tylko swoich rządów narodowych, ale i Komisji
Europejskiej, która bezpośrednio realizuje ich interesy.
Jako dowód podajmy fakt, że Komisja Europejska zawiesiła rozmowy
kilka miesięcy temu z międzynarodowymi organizacjami finansowymi na temat
pozyskania kredytów na restrukturyzację polskiego hutnictwa, na żądanie
właśnie unijnych koncernów stalowych. Pokazuje to wyra.nie jakimi wytycznymi
kieruje się i będzie kierować Unia w procesach negocjacyjnych z Polską
oraz jak się mają oficjalne deklaracje do rzeczywistych intencji i interesów
.
W 10 krajach stowarzyszonych z Unią w latach 1986- 1992 produkcja
stali spadła z 53 mln ton do 29 mln ton. Jest to spadek nieporównywalnie
większy niż spadek w krajach Europy Zachodniej w efekcie planowanej restrukturyzacji.
W latach 1993-1995 produkcja stali rosła o 10% rocznie, a obecnie utrzymuje
się na niezmiennym poziomie i stanowi wciąż połowę produkcji z końca lat
80-tych. Komisja Europejska postrzega hutnictwo 10 krajów stowarzyszonych,
a w szczególności hutnictwo Polski Czech i Rumunii, jako olbrzymie zagrożenie
dla hutnictwa unijnego. W jednym z niedawno opublikowanych dokumentów wręcz
ostrzega te kraje że ich droga do członkostwa w UE wiedzie przez radykalną
restrukturyzację i dalsze obniżenie poziomu produkcji stali. Komisja Europejska
chce redukcji zatrudnienia w hutach krajów stowarzyszonych aż o 2/3 ,czyli
o 200-250 tys. osób. Restrukturyzacja tego hutnictwa w propozycji UE szacowana
jest na około10 mld USD do końca 2002 roku, przy czym UE jak sam twierdzi
nie ma środków na współfinansowanie takiej restrukturyzacji.
Jednocześnie rynki krajów stowarzyszonych są traktowane jako ważne
obecnie i jeszcze ważniejsze w przyszłości rynki zbytu dla wyrobów stalowych
Unii. Obecnie eksport tych wyrobów wynosi około 5 mln ton rocznie. Unijne
koncerny stalowe coraz bardziej interesują się rynkami krajów stowarzyszonych,
w tym szczególnie rynkiem polskim, ze względu na przewidywany do roku 2005
roczny wzrost sprzedaży szacuje się na3-4%.
Unia traktuje więc kraje Europy "Środkowo-Wschodniej", i kraje
stowarzyszone z nią niejako podwójnie. Po pierwsze dostrzega w nich groźną
konkurencję, żąda radykalnej redukcji produkcji stali i wyrobów stalowych.
Z drugiej zaś postrzega je jak coraz ważniejszy rynek zbytu dla swych wyrobów
stalowych. Jedno jest tu ściśle związane z drugim, a polega na pogłębianiu
i poszerzaniu zewnętrznych rynków zbytu dla unijnych koncernów stalowych,
a jednocześnie ograniczaniu i zawężaniu własnych rynków dla środkowo europejskich
produktów stalowych.
3. Hutnictwo polskie i hutnictwo w Polsce
Polskie hutnictwo było i jest nadal mocno ,,rozproszone", w związku
z istnieniem 26 hut i brakiem scentralizowania i koncentracji kapitałowo-
organizacyjnej w postaci wielkich koncernów i holdingów typu unijnego.
Oprócz gorszych więc warunków konkurencji z koncernami głównie unijnymi,
dochodziła jeszcze konkurencja ,,polsko-polska".
Zdolności produkcyjne polskiego hutnictwa osiągnęły szczytowy
poziom 20 mln ton stali rocznie w 1980 roku, a produkcja wyniosła wówczas
19,5 mln ton stali. Był to poziom 546,2 kg ton stali na głowę ludności.
Od tego momentu zaczął się spadek produkcji, a od 1990 roku mieliśmy do
czynienia z zasadniczym jej załamaniem. W 1995 roku produkcja spadła do
poziomu 11,9 mln ton stali, osiągając tylko 140kg stali na głowę mieszkańca.
Jest to ponad dwukrotnie mniej niż średnia UE, trzykrotnie mniej niż w
Niemczech, Belgii i krajach skandynawskich, dwukrotnie mniej niż we Francji,
Wielkiej Brytanii, Austrii, Hiszpanii i Szwajcarii oraz półtora raza mniej
niż w Portugalii i tyle samo co w Grecji. W 1997 roku produkcja stali osiągnęła
11,6 mln ton, co było wzrostem o 11% w stosunku do roku poprzedniego.
Zatrudnienie w polskim hutnictwie w 1995 roku wynosiło 95,5 tys.
osób, czyli niewiele mniej niż w Niemczech. Trzeba pamiętać, że w dużym
stopniu zależy to od sposobu liczenia pracowników zatrudnionych w hutnictwie.
Część z nich to ludzie pośrednio związani z hutnictwem, poprzez przynależność
organizacyjną a nie produkcyjną, jak np. pracownicy sfery socjalnej, co
w hutnictwie unijnym z reguły nie ma miejsca.
Niekorzystna w stosunku do unijnego jest struktura produkcji hutnictwa.
Polskie huty produkują głównie wyroby ciężkie, a więc energochłonne. Niski
jest udział w produkcji wyrobów płaskich, a więc przede wszystkim blach.
Wynosi on 38% ogółu produkcji, a reszta to wyroby długie np. szyny. Tymczasem
właśnie do produkcji wyrobów płaskich, poszukiwanych przez nowoczesne przemysły
jak maszynowy czy motoryzacyjny, osiąga się lepsze ceny i relatywnie łatwiejszy
zbyt. A w nich właśnie specjalizują się koncerny unijne.
Polska eksportuje 30% swej produkcji hutniczej, z czego 1/3, czyli
około 10% przypada na kraje UE. Eksport jest, również i ze względu na politykę
kursu walutowego, nisko opłacalny -,,na granicy opłacalności". Od 3 lat
eksport przestał rosnąć, a huty w coraz większym stopniu tracą także rynek
wewnętrzny. Już niedługo mogą zostać wyparte przez konkurentów z Zachodu.
Bardzo ważkim aspektem, pomijanym w wypowiedziach publicznych, jest wpływ
polityki prywatyzacyjnej na możliwość zbytu polskiego hutnictwa. Sprzedaż
zachodnim koncernom dużych przedsiębiorstw finalnej produkcji o dominującym
zużyciu wyrobów stalowych, daje efekt w postaci rezygnacji z wyrobów polskich,
na rzecz importowanych wyrobów stalowych. To bowiem finalni producenci
decydują ostatecznie o wielkości i strukturze konsumpcji wyrobów stalowych.
Hutnictwo jest przemysłem wyjściowym, produkującym półprodukty surowcowe
i zależnym od dalszej ich przeróbki przemysłowej. Stąd też szereg państw
prowadzi politykę wspomagania hutnictwa, nawet przy zerowej czy lekko ujemnej
rentowności, wiedząc, że odzyska swe wsparcie na produktach finalnych z
użyciem wyrobów stalowych. Jeszcze inną politykę prowadzą koncerny azjatyckie,
które tworzą zamknięte organizacyjnie cykle od hut stali po stocznie czy
fabryki samochodów, konsumując w pełni produkcję swoich hut.
Taką strategię przyjął też np. wicepremier rządu II RP Eugeniusz
Kwiatkowski, projektując COP i Hutę ,,Stalowa Wola", z której wyrobów hutniczych
wytwarzano i wytwarza się np. produkcję zbrojeniową. Dlatego w fakcie sprzedaży
głównych odbiorców produktów stalowych, zwłaszcza blach, takich jak przemysły
motoryzacyjny czy stoczniowy, należy się liczyć z rezygnacją przez nowych
właścicieli powiązanych kooperacyjne, czy finansowo z unijnymi czy światowymi
koncernami stalowymi, że z racji tych powiązań będą one kupować wyroby
stalowe głównie w krajach UE. Sprzedaż FSM i FSO koncernom ,,Fiatlo i ,,Daewoo",
spowodowało, że zrezygnowały one z kupowania blach w polskich hutach. Jeśli
dojdzie do sprzedaży również przemysłu stoczniowego i innych konsumentów
wyrobów stalowych w ręce unijnych koncernów i firm, będzie to oznaczać
dalsze kurczenie się rynku wewnętrznego polskiego hutnictwa.
Sytuacja finansowa hut jest mocno zróżnicowana, niemniej całe
hutnictwo w 1997 roku przyniosło, według nieoficjalnych i niepotwierdzonych
danych stratę brutto minus 58 mln zł, a netto minus 110 mln zł, co nie
jest jakimś katastrofalnym wynikiem. Biorąc pod uwagę politykę finansową
państwa i kredytową banku centralnego można wręcz mówić, że nie jest to
zła sytuacja wyjściowa. Od początku 1991 roku grupa konsultingowa zwana
,,Konsorcjum Kanadyjskim" opracowała na zlecenie rządu RP ,,Studium restrukturyzacji
hutnictwa polskiego".
Studium zakładało docelową wielkość produkcji na poziomie 9,8-11,7
mln ton na rok. Poziom produkcji stali specjalnych, który jest wska.nikiem
nowoczesności, miał spaść do wielkości 1,2-1,5 % całkowitej produkcji docelowej
stali, czyli wynosić 135 tys. ton rocznie. Tymczasem w 1992 roku taka produkcja
powinna już wynosić 2,2 mln, jeśliby polskie hutnictwo osiągnęło poziom
unijny. To jedno założenie oznacza de facto przyjęcie koncepcji destrukturyzacji
jakościowej. Redukowałoby to bowiem konkurencyjność polskiego hutnictwa
do poziomu trzecioświatowego producenta niskojakościowych stali. A więc
i stali niskoopłacalnej w produkcji. W konsekwencji w sposób strukturalny
redukowałoby to jakikolwiek wysoce opłacalny eksport na unijne rynki. Natomiast
wymuszałoby to wysoce kosztowny import z UE.
Równie znamienne było zalecenie co do ilości i jakości eksportu
oraz importu wyrobów hutniczych. Polski eksport tych wyrobów miał być sprowadzony
wyłącznie do okazjonalnego, co eliminowałoby Polskę jako eksportera. Na
dodatek ten okazjonalny eksport miał mieć niekorzystną strukturę. Szczególnie
korzystny eksport wyrobów płaskich nie mógłby wzrastać, gdyż nie zakładano
wzrostu produkcji i tak bardzo niskiej tych wyrobów. Równocześnie zakładano
silny wzrost importu wyrobów stalowych w wysokości 1,1 mln ton rocznie
w 2000 roku, a przy tym wyrobów szczególnie drogich.
Realizacja tego Studium prowadziłaby do przekształcenia polskiego
hutnictwa wyłącznie w rezerwowy potencjał hutnictwa UE. Hutnictwo Polski
stałoby się rezerwowym dodatkiem do wielkich koncernów unijnych uruchamianych
w wypadku silnych wahań światowej koniunktury na stal i wyroby stalowe.
Byłby to równocześnie rezerwowy potencjał niskoprzetworzonej stali, co
uniemożliwiłoby wysokoopłacalny eksport i wymuszało import szczególnie
drogich asortymentów stalowych. Studium było więc faktyczną realizacją
interesów koncernów stalowych ówczesnej EWG.
Dodajmy, że w Studium zakładano, iż restrukturyzacja doprowadzi
do likwidacji 80 tys. miejsc pracy oraz wymagać będzie nakładów w wysokości
4.450 mln USD.
Faktyczną jednak inicjatywę w procesach modernizacji polskiego
hutnictwa przejął menedżmet państwowego hutnictwa. Doszło do rzadkiego
zjawiska samoorganizacji rozproszonych hut w Izbie Hutniczo- przemysłowej
zrzeszającej 16 hut i 2 centrale handlowe. Od 1992 do 1998 roku trwał swoisty
oddolny proces modernizacji i restrukturyzacji hutnictwa, wykorzystujący
sprzyjającą koniunkturę na rynkach wyrobów stalowych i bierność strony
rządowej. Od 1992 roku obniżono moce wytwórcze stali o około 30% ale moce
wytwórcze wyrobów walcowanych tylko o 7%. Zatrudnienie spadło ze 147 tys.
osób do 80 tys. Uruchomiono 12 linii ciągłego odlewania stali, a udział
stali tak wytwarzanej wzrósł do 58%. Zdolności produkcyjne ustabilizowały
się na poziomie 13 mln ton rocznie. Huty wydały w tym czasie na restrukturyzację
1,5 mld USD, ale tylko 200 mln dolarów to były gwarantowane przez rząd
kredyty. Reszta to były środki własne i kredyty komercyjne, co jest niespotykane
w krajach Unii.
Polskie hutnictwo stoi w obliczu drugiego etapu modernizacji,
który jest trudniejszy i finansowo, i technologicznie, i politycznie w
stosunku do żądań UE. Ten drugi etap to budowa lub rozbudowa wydziałów
produkcji finalnej, nade wszystko wyrobów płaskich. Potrzeby inwestycyjne
są szacowane w ciągu najbliższych 2-3 lat na 2,2-5 mld USD. Tymczasem polskie
banki odmówiły dalszego udziału w kredytowaniu hutnictwa.
Jest to wynik ogólnej polityki rządu i NBP, forsujących politykę
pieniężno -kredytową blokowania kredytów inwestycyjnych, wysokich stóp
procentowych i niewielkiego stopnia gwarancji rządowych dla własnej
gospodarki. Banki polskie, mimo tzw: ,,nadpłynnościlo, czyli nadmiaru możliwego
do udzielania kredytu nie kwapią się z kredytowaniem hutnictwa, między
innymi z powodu braku gwarancji rządowych dla własnej gospodarki. Z tego
też powodu Izba Hutniczo -Przemysłowa wystąpiła w tym roku z propozycją
utworzenia funduszu inwestycyjno-gwarancyjnego dla hutnictwa, zdając sobie
sprawę z powagi sytuacji w zakresie kredytowania inwestycji hutniczych.
Ta sytuacja wyra.nie świadczy o braku polityki przemysłowej kolejnego już
rządu i lekceważeniu strategicznych interesów własnej gospodarki. Dla przykładu,
wspólne przedsięwzięcie Huty Katowice i luksemburskiej firmy Sidma nie
doszło do skutku, właśnie z tego powodu, że rząd polski nie dał swoich
gwarancji, co jest regułą przy tego typu dużych inwestycjach w przemyśle
stalowym w krajach UE.
Decydujące znaczenie dla przyszłości polskiego hutnictwa jest to co
stanie się z Hutą Katowice i Hutą Sendzimira, które łącznie posiadają 60%
zdolności produkcyjnych stali w Polsce.
Huta Katowice jest hutą względnie nowoczesną technologicznie,
a główny jej problem to niski stopień przetwórstwa produkcji stali, co
zasadniczo uzależnia ją od wahań koniunktury, a strukturalnie skazuje ją
co najmniej na niską rentowność.
W grudniu 1997 roku uruchomiono drugą linię ciągłego odlewania
stali o zdolności produkcyjnej 1,4 mln ton stali rocznie. Najważniejszym
jednak zadaniem dla huty jest wybudowanie trzeciej linii ciągłego
odlewania stali, która będzie fragmentem zintegrowanego systemu odlewania
i walcowania blach. Instalacja zintegrowanego odlewania i walcowania blach
(ZOWB) ma służyć wytwarzaniu najbardziej rentownej produkcji blach, której
jedynym w tej chwili producentem jest Huta Sendzimira. ZOWB ma produkować
2 mln 200 tys. ton blach rocznie, co pozwoli hucie ograniczyć nieefektywność-produkcji
półwyrobów i uniezależnić się od sprzedaży nisko opłacalnych i podatnych
na wahania koniunktury wyrobów długich, takich jak szyny i kształtowniki.
Produkcja blach zapewni hucie strukturalną rentowność i
łatwość zbytu produkcji. Inwestycja ta ma jednak kosztować od 0,6 do 1
mld USD i podstawowym problemem jest znalezienie źródła finansowania. Istniał
daleko zaawansowany projekt wspólnej inwestycji ze wspomnianą firmą Sidmar,
która chciała współfinansować ZOWB, lecz wycofała się z powodu odmowy udzielenia
przez rząd polski gwarancji kredytowych.
Sytuacja finansowa Huty jest nie najlepsza. W 1997 roku Huta poniosła
5 mln zł strat netto, co nie jest specjalnie groźnym wynikiem. Na taką
skalę produkcji jest to wynik oscylujący wokół zera. Bardziej niepokojąca
jest ilość kredytów krótkoterminowych, w wysokości 1 mld 695 mln zł.
Huta Sendzimia zatrudniająca 17,5 tysiąca pracowników, produkuje
rocznie 2,5 mln ton stali. Jej kluczowa pozycja wynika nade wszystko z
tego, iż jest jedynym producentem polskim blach cienkich. Jej obroty w
1997 roku wyniosły 4 mln złotych, ale zysk tylko 30 mln, co oznacza oscylowanie
wokół zerowego wyniku przy tej wielkości obrotów i skali produkcji.
Potrzeby inwestycyjne huty są szacowane na 1,2 mld zł. H.S.
poszukuje obecnie inwestora strategicznego. Zainteresowanie objęciem większościowych
pakietów akcji wyraziły największe koncerny stalowe Unii od British Steel,
przez Thyssen- Krupp, po Voest-Alpine. Są to producenci stali z pierwszej
dziesiątki na świecie. Przejęcie większościowego pakietu akcji ma wszakże
odbyć się w specyficzny sposób, poprzez przejęcie nie całości huty, lecz
jej serca, czyli stalowni. Hutę przekształca się bowiem w holding, w skład
którego wchodzi również Huta Stali wraz z siłownią.
Mówiąc o możliwości prywatyzacji przez zagraniczne koncerny należy
wspomnieć, że taki proces już się w sposób ukryty rozpoczął w przypadku
hut, które przejął Stalexport. Otóż europejska odnoga Banku Światowego,
czyli Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju (EBOR) przejął 31,2% kapitału
akcyjnego Stalekspotu. Ponieważ udział Skarbu Państwa spadł z 25% do 17,5%,
a pozostałe udziały są mocno rozproszone, oznacza to iż EBOR stał się właścicielem
kontrolnego pakietu akcji.
4 Hutnictwo polskie wobec wyzwań integracji europejskiej
Polska zobowiązała się w podpisanym w 1991 roku Układzie
Europejskim do całkowitego zliberalizowania importu wyrobów hutniczych
od dnia 1 stycznia1999 roku. Liberalizacja miała być stopniowa, od 9%cła
na wyroby hutnicze w 1996, przez 6% w 1997 do 3% w 1998 roku. Powołując
się na trudności z restrukturyzacją hutnictwa, na co pozwala art.28 Układu,
Polska zwróciła się o zawieszenie redukcji stawki celnej na obecny 1998
rok. W zamian za redukcję, Polska miała otrzymać wsparcie finansowe z UE
na zakończenie restrukturyzacji, którego to wsparcia nie otrzymała. Na
żądanie bowiem koncernów stalowych Komisja Europejska zawiesiła rozmowy
z międzynarodowymi instytucjami finansowymi na temat kredytów na restrukturyzację
polskiego hutnictwa.
Zgodnie z art. 28 układu stowarzyszeniowego z UE, Polska ma prawo
do udzielania pomocy przez państwo i ochrony celnej w stosunku do tych
gałęzi gospodarki, które przeżywają trudności, pod warunkiem, że ich eksport
do UE jest mniejszy niż 20% całości sprzedaży. Ponieważ eksport wyrobów
stalowych to tylko kilka procent sprzedaży wyrobów hutniczych, Polska ma
pełne prawo do skorzystania z tego przepisu. Komisja Europejska próbuje
wykorzystać natomiast wniosek Polski do wymuszenia dodatkowych, korzystnych
dla koncernów stalowych Unii ustępstw strony polskiej. Komisja Europejska
uzależnia bowiem zgodę na wniosek Polski od przedstawienia do końca czerwca
szczegółowego programu restrukturyzacji, spełniającego żądania Unii.
Podstawowy wniosek wyjściowy jaki należy wysnuć już na wstępie
to ten, że postępowanie KE jest bezpośrednio dyktowane żądaniami
i interesami koncernów stalowych Unii.
Żądanie sprzedaży polskich hut unijnym koncernom, jest niespotykanym
w cywilizowanych stosunkach międzypaństwowym faktem. Jest to pierwszy tego
typu fakt ujawniony publicznie i odsłania on szersze kulisy prywatyzacji
polskiej.
Można z pełnym przekonaniem twierdzić, że cała koncepcja prywatyzacji
była i jest realizowana w bezpośrednim interesie nie tylko Unii, ale i
wszystkich krajów najwyżej rozwiniętych. Fakty istnienia takich kompromitujących
i stronę polską i stronę Komisji Europejskiej, oraz MFW i Banku Światowego
żądań, był i jest ukrywany przez polskie elity polityczne. Proces prywatyzacji,
zaś podobnie jak i cała tzw. transformacja gospodarcza, była i jest przedstawiana
jako suwerenna koncepcja wynikająca z wymagań gospodarczych.
Intencje UE wobec polskiego hutnictwa i polskiej gospodarki jako
całości w pełni odsłaniają żądania KE. Ich najważniejszym elementem jest
oprócz pełnego otwarcia polskiego rynku na produkty stalowe Unii, również
obniżanie mocy produkcyjnych do poziomu nie 13,4 mln ton roczne w 2002
roku jak chce strona polska, lecz do poziomu jeszcze niższego.
Unia chce również sprzedaży polskich hut swym koncernom, a jak
należy się domyślać zależy jej głównie na Hucie Katowice i Hucie Sendzimira,
a także na dodatek gwarancji rządowych w wydatkach na restrukturyzację.
Żądanie ograniczenia mocy produkcyjnych nie jest już przy tym,
jak w wypadku górnictwa węgla kamiennego czy rolnictwa, ubierane w ideologię
ekonomiczności. Unia odsłania wprost swe intencje, żądając aby w
programie restrukturyzacyjnym przygotowanym przez rząd polski na czerwiec
tego roku znalazły się nie tylko zapisy o ograniczeniu produkcji stali
w ogóle, ale aby zostało wręcz zapisane o ile każda huta zmniejszy
swoja produkcję. Jak więc jasno widać, chodzi tu wyłącznie o egoistyczny
interes unijnych koncernów, a nie o efektywność hutnictwa Unii i krajów
stowarzyszonych wobec zewnętrznego zagrożenia. Na dodatek KE żąda redukcji
mocy produkcyjnych w szczególności wyrobów walcowanych na gorąco, a więc
najbardziej efektywnej ekonomicznie i najbardziej przyszłościowej.
W zamian KE proponuje pomoc w postaci darowizn na programy osłon
socjalnych dla zwalnianych hutników, kredyty, ale z międzynarodowych instytucji
finansowych, na restrukturyzację oraz własne kontakty przy doborze koncernów
unijnych w prywatyzacji co brzmi już wręcz groteskowo. Zdaniem KE zatrudnienie
powinno być ograniczone do 40 tysięcy ludzi.
Na te wszystkie żądania, sprzeczne z żywotnymi interesami nie
tylko polskiego hutnictwa ale i całej polskiej gospodarki, można by spojrzeć
dość spokojnie, gdyby nie postawa polskiego rządu i całego układu politycznego
rządzącego Polską od 1990 roku. Polska ma bowiem dość atutów aby skutecznie
zablokować takie żądania lub przynajmniej w sposób zasadniczy zredukować
ich negatywne konsekwencje. Brak tu determinacji i woli politycznej obrony
własnych interesów gospodarki polskiej. Świadczy o tym bezprecedensowa
od czasu 1990 roku, kiedy to udostępniono Bankowi Światowemu wszystkie
kluczowe dane o polskim górnictwie, zgoda rządu polskiego w tym roku na
wejście ekspertów UE do polskich hut.
Poprzednie rządy odmawiały udzielenia takiej zgody, ze względu
na tajemnicę handlową. Huta Katowice i Huta Sendzimira już ujawniły pod
naciskiem polskiego rządu wszystkie dane na temat procesu produkcyjnego
inspektorom KE. Co więcej uzgodniono, że podstawą oceny rządowego programu
restrukturyzacyjnego będzie ocena możliwości zbytu polskiej stali dokonana
przez brytyjską firmę konsultingową Bedows, finansowaną z funduszu PHARE.
Rzeczywiste cele Unii Europejskiej są bardzo czytelne i w przypadku
hutnictwa polskiego praktycznie niczym nie osłaniane. Unia chce maksymalnie
ograniczyć konkurencję ze strony polskiego hutnictwa na własnym rynku i
maksymalnie ułatwić swoim koncernom wejście na polski rynek oraz opanować
i rynek, i polskie huty. Polska gospodarka i polski rynek jest przy
tym celem jeszcze ważniejszym, ponieważ dwukrotnie niższe zużycie stali
na mieszkańca w Polsce, w porównaniu z Unią, czyni polski rynek potencjalnie
niezwykle atrakcyjnym w perspektywie kilkunastu lat.
Przypomnijmy, iż aby nie dopuścić do sprzedaży stalowni Preussag
Stahl w ręce austriackiego Voest-Alpine rząd Dolnej Saksonii sam ją kupił.
Obawiał się utraty dużej ilości miejsc pracy.
[koniec]